Log in
    

Reklama - pod menu głównym, strona główna

RISE - trailer

Natężenie zwiastunów filmów freeridowych w sieci rośnie. Widać, że zima powoli się zbliża. Tym razem wrzucamy trailer filmu RISE.

  • Damian

Rumanowy Szczyt (2428 m n.p.m)

Rumanowy Szczyt (słow. Rumanov štít ) to dwuwierzchołkowy szczyt w głównej grani Tatrach Wysokich, który wysokością minimalnie ustępuje Rysom. Sąsiaduje on z Gankiem (Gánok) i Żłobistym Szczytem (Zlobivá). Słynie z takich dróg jak Lewy Filar Rumanowego, Prawy Filar Rumanowego, Rumanowe Koryto. Wszystkie znajdują się na Kaczym Murze.

Widok z Szerokiej Jaworzyńskiej na Kaczy Mur (czerwoną linią wyrysowany jest Filar Ganku). Po lewej widoczny Rumanowy Szczyt. Fot. Damian Granowski

Wysokość: 2428 metrów n.p.m.

Lokacja: Tatry Wysokie / Słowacja

Pierwsze wejście: 27 września 1902 roku; Janusz Chmielowski, Klemens Bachleda, Jan Bachleda Tajber.

Pierwsze wejście zimowe: 11 kwietnia 1914 roku; Alfréd Grósz i Ferdinand Zuber.

Damian Granowski na niższym wierzchołku Rumanowego. Fot. Andrzej Marcisz

Opis

Rumanowy Szczyt, ale także Rumanowa Przełęcz oraz Rumanowa Dolinka zawdzięczają swoją nazwę znakomitemu przewodnikowi tatrzańskiemu Janowi Rumanowi Driečnegowi ze Stwoły, który dokonał wielu pierwszych wejść na szczyty i przełęcze z Doliny Mięguszowieckiej w II połowie XIX wieku.

Rumanowy Szczyt fot. forum.turystyka-gorska.pl

Rumanowy Szczyt posiada dwa wierzchołki: główny pn. - zach. wznoszący się 2428 m. n.p.m. oraz pd. - wsch. 2419 m.n.p.m. Należą one do grani rozdzielającej Dolinę Kaczą z Dolinką Rumanową (która jest odnogą Doliny Złomisk). Pod Rumanowym Szczytem od strony północno zachodniej znajduje się Gankowa Przełęcz z której droga prowadzi na wierzchołek Ganku. Natomiast zwracając się w stronę południowo wschodnią zobaczyć można kolejno Żłobistą Przełączkę, Żłobiste Czuby oraz Żłobisty Szczyt.

Najefektowniej szczyt prezentuje się od strony północnej, oglądany ponad Doliną Kaczą (z tej strony ściana Rumanowej wznosi się na wysokość 600 metrów), natomiast od strony południowej z Doliny Złomisk Rumanowa sprawia wrażenie dość niepozornego wierzchołka co wiążę się również z tym, że od tej strony szczyt jest najłatwiejszy do zdobycia.

Historia zdobywania

Drogi

Drogi od strony wschodniej. Fot. tatry.nfo.sk

Ściana Północno-wschodnia

m. in.

Lewy Filar Rumanowego IV

Prawy Filar Rumanowego V

Rumanowe Koryto (w zalżności od wariantu III-VI)

Ciekawostki

Cytaty

Andrzej Marcisz na Rumanowym. Fot. dg

Zdjęcia

fot. wikipedia.pl

 

Panorama z Rumanowego Szczytu
 
Panorama z Rumanowego Szczytu. Fot. dg

Rumanowy Szczyt od stony pn-zach fot. www.summitpost.org

Filmy

  • kingaz

Cykl spotkań górskich online

Cykl spotkań górskich online „…daj się zainspirować” to pierwszy taki projekt w Polsce, który ma na celu umożliwienie uczestnictwa pasjonatom górskim w prelekcjach o tematyce górskiej oraz podróżniczej.

Olbrzymią wartością projektu jest fakt, iż spotkania te będą się odbywały za pośrednictwem Internetu. Dzięki temu każdy mieszkaniec Ziemi będzie miał możliwość uczestniczenia w takim spotkaniu, niezależnie od tego, w jakim miejscu będzie się aktualnie znajdował.

Często bywa tak, że z chęcią wzięlibyśmy udział w prelekcji jakiejś wybitnej osoby ze świata górskiego, jednak ze względu na miejsce spotkania nie jesteśmy w stanie tam dobrzeć. Projekt Gór Fanów zakłada, że od dzisiaj każda chętna osoba będzie mogła w zaciszu swojego mieszkania lub dowolnie wybranego miejsca wziąć udział w takiej prelekcji. Jedynym wymogiem będzie stały dostęp do Internetu oraz najnowsza wersja adobe flash player, którą można bezpłatnie pobrać ze strony producenta tego oprogramowania.

Pierwsze spotkanie 17.10.2013 (czwartek), godz. 20:00

Gościem pierwszego spotkania będzie Michał Mroczek, założyciel i pomysłodawca społeczności Gór Fanów. Podczas swojej prelekcji opowie o zmaganiach z najwyższym szczytem Austrii i Taurów Wysokich – Grossglocknerem 3798 m.n.p.m.

Link do spotkania: zostanie podany w dniu prelekcji

Strona projektu

WSPIERAJĄ NAS:

 Fundacja Wspierania Himalaizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki  drytooling.com.pl  ziemianyska.pl
 Speleoclub Wrocław  

 

  • Damian

Drugie wejście na Monte Sarmiento (I zimowe)

Natalia Martinez i Camilo Rada dokonali drugiego wejścia (jednocześnie pierwszego zimowego) na Monte Sarmiento (najwyższy szczyt Tierra del Fuego. Sarmiento posiada dwa wierzchołki: wschodni (2235 m) i północno-zachodni (2210 m).

Monte Sarmiento z wyrysowaną linią wspinaczki. Fot. Camilo Rada

Historia zdobywania Monte Sarmiento to prawie 140 lat! Finalnie pierwsze wejście miało miejsce w 1956 za sprawą włoskiej ekspedycji. Na szczycie stanęli: Clemente Maffei i Carlo Mauri (m. in. partner Waltera Bonattiego). Szczyt osiągnięto południową granią w stylu alpejskim.

Martinez i Rada byli częścią większej ekspedycji naukowej. Niejakim dodatkiem była możliwość wspinania się.

Podczas podejścia pod Monte Sarmiento. Fot. Camilo Rada

Za cel obrali północną ścianę wschodniego wierzchołka Monte Sarmiento. 400 metrowy lodowy headwall pokonali ośmioma wyciągami na wprost. Głównie lód miał nastromienie 60-90°, ale już kluczowy pięciometrowy odcinek szczeliny brzeżnej 110°. Jego pokonali hakowo. Później teren zmieniał się w pola śnieżne.

Droga nazwana Suerter de Sarmiento została wyceniona na D+. Powrót zjazdami z grzybów śnieżnych, Abałakowów.

Źródło: thebmc.co.uk

  • Damian

Nowa droga na Kapura South

Na początku września 2013 Daniela Teixeira i Paulo Roxo z Portugalii wytyczyli nową drogę Never Ending Dreams 1300m, 70º/M4 na Kapura South w Dolinie Nangma w Karakorum.

Daniela w dniu ataku szczytowego. Fot. Daniela Teixeira & Paulo Roxo

Kapura South (6350 m) to niższy wierzchołek Kapura Peak (6544 m) zdobytego w 2004 roku przez zespół: Doug Chabot, Steve House, Bruce Miller, Marko Prezelj i Steve Swenson. Z tym, że oni wspinali się od doliny Charakusy, a Portugalczycy jako pierwsi z doliny Nangma.Od strony Charakusy w 2009 roku powstała jeszcze jedna linia. (Marek Holecek, Jan Doudlebsky  - Wild Wings (1300m, WI5+ M7, 70°).

Powody dla którego Daniela i Paulo zdecydowali się na Dolinę Nangma były dwa. Pierwszy to, że na szczyty poniżej 6500 nie trzeba mieć zezwolenia, a drugi to skąpa ilość informacji o ww. dolinie, co zaciekawiło dwójkę wspinaczy. Przypuszczali, że w dolinie będzie miejsce na nowe alpejskie drogi i nie pomylili się.

Fot. Daniela Teixeira & Paulo Roxo

Już podczas pierwszego rekonesansu dojrzeli potencjalną nową linię na piękny szczyt, bez żadnych widocznych zagrożeń obiektywnych.W trakcie aklimatyzacji (25-27 sierpnia) szybko odnaleźli dobre przejście przez lodowiec, wspięli się na przełęcz, gdzie zostawili depozyt z jedzeniem.

Zaatakowali 6 października. Pierwsze 500 metrów drogi pokonali z całym sprzętem biwakowym, osiągając Alam's col (przełęcz nazwaną tak od syna kucharza). Tam rozbili namiot, odpoczęli i w nocy przystąpili do ataku szczytowego.

Pierwsze 500 metrów to wspinanie lodowe w twardym lodzie o nachyleniu 60-65º. Około 7 rano osiągnęli skalną zaporę, którą musieli okrążyć. Tam też warunki lodowe zaczęły się pogarszać. Niejednokrotnie musieli wspinać się po śnieżnych płatach przyklejonych do skały.

O 18.00 stanęli na szczycie Kapura South. Jego wysokość – bez GPSa - określili na około 6350 metrów (główny wierzchołek ma 6544 metrów).

Linia drogi Never Ending Dreams. Fot. Daniela Teixeira & Paulo Roxo

Podczas zjazdów zostawili trochę haków i taśm z Abałakowów. Ok. 3 w nocy osiągnęli przełęcz. Cały następny dzień spędzili w namiocie, aby schodzić nocą, unikając tym samym ostrzału kamieniami. O 11.30 rano byli już w obozie.

Źródło: planetmountain.com

  • Damian

Opowieść Andrzeja Bargiela o zdobyciu ośmiotysięcznika

Dlaczego Grzegorz Bargiel wycofał się z ataku na szczyt? Co skłoniło Andrzeja Bargiela do samotnej walki? Co czuje człowiek walczący o marzenia? Zapraszamy na relacje Andrzeja z najważniejszego dnia wyprawy Shishapangma Ski Challenge.

Fot. Kin Marcin/Red Bull Content Pool

Wypadek Grzegorza

Pierwszego września o 5 rano wystartowaliśmy z bratem, w pełni zmotywowani do ataku szczytowego. Po godzinie dotarliśmy do Icefallu, gdzie mieliśmy zdeponowane narty i buty narciarskie. Od samego początku wszystko nie układało się po naszej myśli ); Tuż po wejściu na Icefall pod Grześkiem zapadł się lód. Po chwili zobaczyłem go zanurzonego do połowy uda w zimnej lodowcowej wodzie. Na szczęście w depozycie były buty Marcina po które wróciliśmy i Grzesiek mógł iść dalej.

Rezygnacja kompanów

Wyruszyliśmy z myślą, że limit złych zbiegów okoliczności już się wyczerpał. Po 5 godzinach dotarliśmy do naszego namiotu w obozie pierwszym. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy do dwójki gdzie czekał na nas Darek. O godzinie 13 Darek przywitał nas w dwójce gorącą herbatą. Cały czas w dwójce poświęciliśmy głównie na gotowanie i przygotowania do naszego nocnego wyjścia. Bardzo mnie zmartwiło samopoczucie Grześka - nie był w formie jaką prezentował podczas całej wyprawy. O godzinie 3 w nocy, wyruszyliśmy w trójkę w kierunku szczytu. Byliśmy trochę zdziwieni, bo pogoda była wbrew prognozom bardzo nieprzyjemna, wiał silny wiatr i zalegała mgła. To właśnie ona miała największy wpływ na to co się później działo… A działo się nie najlepiej. Po dwóch godzinach od startu, Darek oznajmił przez radio, że nie czuję się najlepiej i nie ma siły na kontynuowanie ataku…to był dopiero początek… Po kolejnej godzinie, kolejny cios. Grzesiek, który był podporą wyprawy, nagle zwolnił tempo. Gdy to zobaczyłem, podszedłem bliżej i zobaczyłem jego twarz. Od razu wyczułem, że nie jest dobrze. Grzesiek był blady, ledwo stał na nogach. Przyczyną jego niedyspozycji był pewnie wypadek z poprzedniego dnia. Był po prostu potwornie przeziębiony. To był dla mnie bardzo ciężki moment … Gdy patrzyłem na niego i widziałem jego wyraz twarzy, i to z jakim smutkiem mówi, że nie ma siły, że to koniec , że nie pójdzie dalej… Bardzo było mi przykro. On włożył w tą wyprawę tyle energii, i pracował jak wół w trakcie całej aklimatyzacji a w najważniejszym momencie, miał tak wielkiego pecha. Przecież mieliśmy zjechać z tej góry razem… To była nasza wyprawa, nasza przygoda, chcieliśmy tego dokonać wspólnie a wszystko się posypało… Po długiej rozmowie stwierdziłem że spróbuję sam. Czułem się świetnie. Pogoda była nieprzewidywalna ale to była ostatnia szansa gdyż kolejne siedem dni zapowiadały totalne załamanie pogody. Była to jedyna chwila na jakiekolwiek marzenie o szczycie. Grzegorz zawrócił z wysokości 7250m.n.p.m. i pojechał w kierunku obozu drugiego. Patrzyłem na to z potwornym smutkiem…

Nierealny atak na szczyt

Po chwili zadumy wyruszyłem żwawym tempem w kierunku szczytu. O siódmej rano dotarłem do obozu trzeciego na wysokość 7500m.n.p.m. Ku mojemu zaskoczeniu spotkałem tam hiszpańską wyprawę Carlosa Sorio, która miała w nocy wyruszyć na szczyt. Po krótkiej rozmowie okazało się, że schodzą do bazy i kończą wyprawę… Ich Szerpowie stwierdzili, że warunki nie pozwalają na dalsza wspinaczkę. W tym momencie naprawdę już sam nie wiedziałem co mam robić. Zapytałem Szerpów co myślą o moim samotnym ataku? A oni ze zdziwieniem powiedzieli, że to nie jest wykonalne i żebym lepiej zjechał do bazy. Po krótkiej walce z własnymi myślami, stwierdziłem że spróbuję. Wyruszyłem o godzinie ósmej. Było na prawdę bardzo ciężko. Większość drogi brnąłem po pas w śniegu. Pocieszającą sprawą było to, że byłem w nieustannym kontakcie radiowym z Grześkiem, Darkiem i Marcinem. Grzesiek chyba najbardziej się obawiał mojego wyjścia, szczególnie gdy nagle przyszło załamanie pogody (zaczął bardzo intensywnie padać śnieg i przyszedł mocny wiatr z chmurami). W pewnym momencie nie było nic widać. Usiadłem na bezpiecznej skale i z nadzieją czekałem na poprawę pogody. Po pół godzinie przejaśniło się na tyle by można było kontynuować atak. Ostatnie dwieście metrów dało mi najwięcej adrenaliny. Zaczęło się robić stromo, śniegu było naprawdę za dużo, wręcz musiałem iść na czworakach po to by unosić się na powierzchni. W pewnym momencie, tuż obok mnie zeszła samoistnie lawina, co bardzo mnie zaniepokoiło. Samą drogę dojścia do szczytu wybierałem czterokrotnie. Przede wszystkim dlatego, że w każdej próbie było bardzo stromo a ja zapadałem się w śniegu ponad pas. W końcu obrałem drogę zupełnie w koło, po stromych skałach, które były najbezpieczniejszą opcją. O 13 miejscowego czasu, po 28 godzinach od wyjścia z bazy, osiągnąłem szczyt! Na samym wierzchołku nie spędziłem zbyt dużo czasu. Było to niespełna 30 min. Chwilę odpocząłem, napiłem się i przygotowywałem się do tak długo wyczekiwanego przeze mnie momentu- zjazdu ze szczytu Sziszapangmy. Jeśli chodzi o wrażenia ze szczytu, to było bardzo specyficznie. Sam wierzchołek był na tyle zaśnieżony, że stałem na nim po pas w gęstej breji. Wiało niemiłosiernie ale bardzo się cieszyłem. Reszta ekipy także była szczęśliwa z tego udanego wyjścia.

Ciężki zjazd z Sziszapangmy

W końcu zapiąłem narty i ruszyłem. Byłem bardzo zmęczony, więc w trakcie zjazdu co kilka minut musiałem robić przerwy, szczególnie w górnych partiach. Podczas zjazdu musiałem być bardzo ostrożny, bo śniegu było naprawdę dużo, a do tego był on przewiany. Często podcinałem lawinki które płynęły jak potoki wokół mnie. Po dojechaniu do wysokości obozu trzeciego, czułem się już bezpieczny. Bardzo szybko pojechałem do dwójki gdzie czekali na mnie chłopaki. Zjazd trwał 40 min. Nie odpinając nart, padłem ze zmęczenia przy obozie drugim, wypiłem herbatę, pogadałem chwilę z nimi. Grzegorz w między czasie przygotował mi ładunek. Zwinęli namiot i jego zawartość. Wstałem na nogi, wrzuciłem ciężki plecak na plecy i pojechałem w kierunku bazy. Zjazd z wierzchołka do Icefallu zajął mi półtorej godziny. Gdy usiadłem pod górą i pomyślałem sobie, że chwilę temu byłem na ośmiotysięczniku, poczułem się niesamowicie. Narty naprawdę są niezwykłe- po raz kolejny sobie to uświadomiłem. Przypomniałem sobie moje początki na wsi kiedy jeździłem z okolicznej górki na drewnianych nartach. Poczułem bardzo dużą satysfakcję z tego co zrobiłem. To było moje marzenie i spełniło się; to znaczy- sam je spełniłem ;) Przykro mi tylko, że nie zrobiłem tego z Grzegorzem, bo to było bardzo ważne dla mnie. Wielka szkoda… Ale w końcu jesteśmy tacy młodzi ;) Sunt Leones zakłada takie wyprawy cyklicznie i może następnym razem wybierzemy się na wyprawę z Grześkiem i najmłodszym bratem Bartkiem, który rośnie w siłę ;) ?

Bezcenna kolacja Renzziego

Następnie Darek z Grześkiem zwinęli obóz pierwszy. Marcin przyszedł z naszym kuchcikiem do Icefallu, po to by pomóc znieść cały sprzęt do bazy. O 20 dotarliśmy do niej. Czekał tam już na nas Renzzi, który przygotował pyszną kolację. Byliśmy bardzo głodni ;) Marcin opowiadał, że Renzzi bardzo przeżywał mój atak. Po sukcesie tańczył i śpiewał z radości. Podczas ataku rozwieszał flagi modlitewne na górze obok bazy… Jeśli chodzi o wszystkich wspinaczy w bazie, to z szacunkiem przychodzili gratulować sukcesu. Do końca nie mogli uwierzyć, że dokonałem tego samotnie. Przecież mam dopiero 25 lat ;)

W bazie nareszcie mogłem się wykąpać ;) Śmieszną sprawą było to, że gdy zobaczyłem mój duży palec u nogi, okazało się, że mam duży bąbel od spodu i jest to o dziwo oparzenie od wkładek podgrzewających stopy ;) Przeliczyłem przy okazji wszystkie palce u rąk i u nóg ;) Gdy naliczyłem dwadzieścia, spokojnie położyłem się spać ;)

Fot. Kin Marcin/Red Bull Content Pool

Dalsze plany

Dwa dni czekamy na jaki, które karawaną przetransportują nasz sprzęt w kierunki bazy dolnej, z której samochodem przemieścimy się z Tybetu do Nepalu. 10 października wylatujemy z Nepalu do Polski, w której będziemy 11 października.

Dziękuję wszystkim sponsorom i osobom, które pomagały przy organizacji naszej wyprawy. Do samego końca była ryzykowna dlatego tym większe należą się brawa firmom, które w nią uwierzyły. Pierwszą z nich jest CTL Logistics kompleksowy operator logistyczny, który jest sponsorem strategicznym przedsięwzięcia. Kolejnymi jest LOTTO, Sony, TTcomm. Sprzętowo wspierali nas Salomon, Sunnto, Atomic, Pajak, a skrzydeł dodawał Red Bull.

Dziękuje również partnerom medialnym czyli National Geographic, Maleman, Art. & Business, Teleexpress, RMF FM, Spotkania z Filmem Górskim oraz agencji Joy Ride.

  • Damian

Goryonline.com

Źródła nie znaleziono