Log in
    

Reklama - pod menu głównym, strona główna

Lawinowe centrum treningowe w Pięciu Stawach Polski

Przy schronisku w Pięciu Stawach Polskich powstało pierwsze w Polsce lawinowe centrum treningowe. Opracowany przez wybitnego specjalistę Manuel'a Genswein'a (twórcę detektora lawinowego Baryvox Pulse) system pozwala na samodzielne szkolenie się na symulowanym polu lawinowym.

Poprzez wybranie przycisku z programem (easy, medium, difficult) włączamy system skrzynek zakopanych w śniegu z możliwością odnalezienia ich za pomocą detektora lawinowego. Skrzynki posiadają czujnik ruchu sygnalizujący uderzenie skrzyki sondą lawinową. Jednocześnie powstal system Easy Check do sprawdzania poprawności działania osobistego detektora lawinowego. Podobny system powstał też z inicjatywy Tatrzańskiego Parku Narodowego na Kalatówkach.

  • kingaz

Ruszają zapisy na VI Polartec® Alpin Sport Tatrzański Bieg Pod Górę

We wtorek 19 marca w samo południe ruszą zapisy na VI Polartec® Alpin Sport Tatrzański Bieg Pod Górę, który odbędzie się 19 października 2013 roku w Zakopanem. Liczba miejsc jest ograniczona.


Tradycyjnie już, trasa biegu liczyć będzie 8,5 kilometra i ok. 1 072 m przewyższenia. Zawodnicy będą biec z Ronda Jana Pawła II, przez Myślenickie Turnie, aż na szczyt Kasprowego Wierchu (1 986 m n.p.m.).

Rejestracja zawodników odbędzie się za pomocą formularza zgłoszeniowego znajdującego sie na stronie www.alpinsport.pl/bieg/. Tylko 350 osób zostanie wpisanych na listę startową, więc kto pierwszy ten lepszy. VI Polartec® Alpin Sport Tatrzański Bieg Pod Górę jest również finałem Montrail Ligi Biegów Górskich.

W tym roku nastąpiły zmiany w regulaminie. W biurze zawodów ulokowanym w Bistro pod Smrekami, w piątek 18 października w godz. 15:00 - 21:00 będą wydawane numery i pakiety startowe. Natomiast w dzień zawodów, w sobotę 19 października w godz. 8:00 - 9:00 będą przyjmowane wyłącznie depozyty.

Zachęcamy do zapoznania się z tegorocznym regulaminem, który znajduje się tutaj.
 

  • kingaz

Z drugiej strony stołu - 5. edycja Gier DryToolowych o Kaziową Igłę okiem współorganizatora

Tegoroczna zima w Górach Świętokrzyskich była wyjątkowo kapryśna i zmienna – przynajmniej takie są moje odczucia, które potwierdza mój tajny arkusz kalkulacyjny zliczający przewspinane z dziabkami metry. Po świetnym, mroźnym grudniu, nastąpił fatalny w połowie styczeń, a po nim zmienny w fazach tygodniowych luty. Niemniej, pomimo przeciwności aury udało się wspólnym wysiłkiem lokalnego środowiska wspinaczkowego doprowadzić do skutku dwie duże inicjatywy: lodospad (http://brytan.com.pl/topo/lodospad-na-kadzielni/) oraz jubileuszową, 5. edycję Gier DryToolowych.

Gry Drytoolowe o Kaziową Igłę

Igła dla każdego!” – proste motto przyświecające każdej edycji.

(rys. Rafał Dzidek Stefanowski)

W tym roku, pomimo przesunięcia terminu (z 9-10 na 23-24 lutego), aż 35 osób postanowiło wziąć czynny udział we wspólnej, wspinaczkowej zabawie - ponapinać się i nadstawić tyłka na kadzielnianych zerwach. Najliczniejsza grupę stanowił ośrodek warszawski, który przebił nawet ośrodek lokalny (10 do 7), co miało miejsce pierwszy raz w historii imprezy! Ponadto wspinacze przybyli dwójkami i pojedynczo z przeróżnych, nierzadko odległych miejsc Polski. Miło nam było przywitać stałych bywalców takich jak Burdzan i Dorotka oraz debiutantów - pełna lista startujących pod koniec artykułu. Świadczy to o tym, że funkcja nadrzędna czyli „integracja środowisk wspinaczkowych” ma się dobrze. Dla mnie osobiście wyjątkowo miłym akcentem był przyjazd dwóch wspinaczy z Częstochowy, którzy musieli dość szybko wracać do siebie na zawody z cyklu ligi bulderowej. Tak wygląda parcie i motywacja – i dla takich postaw warto zawalić kilka ważnych spraw i wziąć udział w organizacji. Nieco zmartwiła mnie mała liczba Pań, ale te co były wdziękiem i dzielnością znakomicie rekompensowały niedostatek ilościowy.

Miejsce zmagań – kolejno od prawej występują: UNIMAX Ice Arena, Mała Północna (Kazalniczka, Klasyczna na lodowo, Lewy Świecznik) Międzypółnocie, Wielka Północna.

(fot. Andrzej Makar Makarczuk)

Zgodnie z planem, przed godziną 10tą zostały przedstawione zasady rywalizacji, które były proste – należało zrobić minimum 5 z przygotowanych 12 dróg mikstowych oraz lodospad aby być klasyfikowanym do finału – liczyły się wyłącznie „topy” osiągnięte w pierwszej próbie. Oczywiście nie było limitów „w górę” i można było zrobić więcej (co wykorzystał niezmordowany Marcin Karda, który szedł od lewej do prawej, i tylko późny przyjazd przeszkodził mu we wstawieniu się we wszystko) – niemniej do punktacji branych było pod uwagę 5 najwyżej punktowanych. To rozwiązanie miało na celu rozładować kolejki na drogach i bardzo dobrze się sprawdziło.

Aktualne topo Kadzielni - Mała i Wielka Północna. Każdy uczestnik otrzymał wydruk formatu A5. Na czerwono linie przygotowane i punktowane w ramach rywalizacji, na szaro pozostałe ubezpieczone linie rejonu, linia niebieska - obowiązkowy lodospad.

(oprac. Paweł dr know Olendzki, fot. Karol Herman Dąbrowski)

Ocieplało się z godziny na godzinę i przyzwoite początkowo warunki wspinaczkowe, około godziny 13stej zrobiły się nieco wymagające, by pod koniec rundy eliminacyjnej zamienić się w trudne. W przypadku Kadzielni dotyczy to głównie fragmentów trawkowych, które przestają dobrze trzymać, ale na szczęście nie wypaczyło to wyników rywalizacji ani nie zepsuło dobrej zabawy. O tych pierwszych decydowały najwyżej punktowane drogi o skalnym charakterze, to drugie to zasługa uczestników, którzy swoja postawa stworzyli atmosferę.

Kajman nareszcie w domu! Pojawiły się klamki, a teren stanął nieco dęba - końcówka Finału Damskiego z 2011r.

(fot. Andrzej Szewczyk)

Eliminacje trwały około 7miu godzin, a dzięki zastosowanemu rozwiązaniu „5 dróg z 12stu” obyło się bez pośpiechu i stania w długich kolejkach. Wszystkie drogi uzyskały przejścia, choć z przyczyn oczywistych nie wszystkie cieszyły się jednakową popularnością. Jedna z dróg o umiarkowanych trudnościach (tym samym leżąca poza kręgiem zainteresowania sportowców) czekała na pierwsze prowadzenie. Dokonał tego Janek Mondzelewski – bardzo silny wspinacz, wracający powoli do formy po kontuzji. Nazwa tej bezimiennej w wyżej załączonym topo drogi nr 1 brzmi „Lewy lutowy”. W pewnym zanotowano duży ruch na tzw. „drodze wstydu” czyli najniżej punktowanej drodze zawodów o nazwie „Chwila strachu” – część uczestników najwyraźniej postanowiła zrobić przynajmniej jedna drogę... A tak przy okazji, wstyd (nomen omen) się przyznać, ale nie mam jej do dziś w wykazie…

Wśród sportowców można było zaobserwować kilka różnych podejść taktycznych. Np. faworyt Makar reprezentował skutecznie podejście „jak chce się wygrać to trzeba być najlepszym - a najlepszy robi wszystko co najtrudniejsze – wtedy nie ma dyskusji”. Wyżej wspomniany już Marcin Karda przyjechał z zamiarem zrobienia wszystkiego, co się niestety nie udało. Była też grupa wygodnych minimalistów – mocnych ale nieco leniwych wspinaczy, którzy po dowiedzeniu się, że pula punktów która zdobyli wystarczy do wystartowania w finale odpuściła dalsze wspinanie. Być może jest trochę w tym mojej iwiny, bo przy omawianiu zasad nie wyłożyłem jasno, że może dojść do sytuacji, w której punktacja z eliminacji będzie miała znaczenie. Na szczęście jedynym „pokrzywdzonym” może być Łukasz Papież Nowak, który przegrał pierwsze miejsce o 5pkt-ów eliminacyjnych. Z drugiej strony osobiście mu mówiłem: „punktów na finał to Tobie wystarcza, ale ja bym na wszelki wypadek zrobił jeszcze Taktykę na…”. Niektórzy po prostu spadli tu i ówdzie, ale na szczęście jedno odpadnięcie nie pozbawiało szansy na udział w finale.

Eleganckie sfrunięcie...z Powiało siódemką.

Opatrzność czuwała, uczestnicy byli kompetentni, a drogi dobrze przygotowane – pomimo sporej ilości lotów, w czasie rywalizacji służby medyczne nie musiały interweniować.

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Podczas tegorocznej edycji mieliśmy do czynienia z dwiema nowinkami – merytoryczną oraz towarzyską.

Pierwsza to obecność wspinaczki lodowej jako obowiązkowego punktu programu wspinaczkowego – każdy z uczestników, który chciał być klasyfikowany „musiał” wspiąć się lodospadem o umiarkowanych trudnościach (z przedziału 3-4) i długości 25m. Na szczęście przy pomocy wykrywacza metalu udało się zlokalizować zalane grubym lodem spity i zapewnić komfortową asekurację – dzięki czemu można było uniknąć wędki. Oprócz loda obowiązkowego można było wspinać się bez żadnych ograniczeń dla tzw. „czystej przyjemności” na dużym lodospadzie położonym na prawo od Kazalniczki. Z tego co się orientuję, najwięcej z przyjemności zażył tam kolega Sznurek z Łodzi…

Gwiazdy tańczą na lodzie – Ola testuje X-Dream’y Cassina na punktowanym lodzie.

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Druga nowość z gatunku towarzysko-organizacyjnych, to obecność stoiska-namiotu firmy Namaste – w którym można było obejrzeć absolutne nowości (np. raki CASSIN Bladerunner), nabyć po atrakcyjnych cenach różne produkty, ale przede wszystkim pobrać do testowania w terenie najnowsze dziaby do CASSINa – w tym topowy model X-Dream.

Gar obfitości – znak firmowy Gier DT.

Może nie być niczego, ale grochówka i żurek przygotowane przez Młodego zawsze były, są i będą.

(fot. Andrzej Szewczyk)

W granicach godziny 16:30 dokonano podsumowania punktów zgromadzonych w eliminacjach, wyłoniono grono finalistów (Panowie) oraz skład podium (Panie) oraz dokonano prezentacji tegorocznych pucharów, wyjątkowo urodziwych.

Ona i On, a w tle lodzik...

(fot. Przemek Klenio Klentak)

W przypadku rywalizacji Pań nie trzeba było rozgrywać finału, gdyż wyniki osiągnięte w eliminacjach pozwoliły bezspornie wyłonić najskuteczniejszą tego dnia damę. Ewentualny finał mógłby jedynie wypaczyć osiągnięte rezultaty. Bezapelacyjną zwyciężczynią Gier DryToolowych 2013 została Daria Krynicka z Kluczborka, która zrobiła 5 dróg, gromadząc 280 pkt-ów, w tym takie wymagające linie jak „Banan” oraz „Taktyka na …”. Kolejne miejsce przypadło w zasadzie ex aequo Agacie Żak oraz Dorocie Kościańczuk. Obie panie zatopowały 3 razy osiągając 145 pkt-ów – ale Agata wykazała się większa motywacją i naparła na większa liczbę dróg.

Wcześniej, po krótkiej ale burzliwej dyskusji i konsultacjach dwustronnych zdecydowano, że w finale męskim wystąpi 8 zawodników i jego skład przedstawiał się następująco: na szpicy Andrzej Makarczuk - 355pkt., a dalej grupa „leniuchów” - Krzysztof Banasik, Karol Bator, Robert Nejman, Łukasz Nowak po 350pkt. I wreszcie ci, co się omsknęli - Leszek Iwan, Marcin Karda, Maciek Ostrowski po 345pkt. Tuż za nimi uplasował się Tomasz Klimczak (prezes Warszawskiej Grupy Drytoolowej) oraz Tomasz Burdzanowski. W fiale startowano w odwrotnej niż podana wyżej kolejność – decydowały zebrane punkty i alfabet.

Drogą finałową była nowo obita linia, wciśnięta na Kazaliniczce, pomiędzy finały z poprzedniej edycji, sztucznie ograniczona w swej górnej części. Temu, który ją pierwszy zrobi przypadał zaszczyt nazwania i zapisania się w historii eksploracji Kadzielni. W sprawie finału podjęto dwie bardzo brzemienne w skutkach decyzje. Pierwszą o nie dokonywaniu pomiaru czasu – było to podyktowane troska o to, aby pośpiech nie skutkował przypadkowymi odpadnięciami w czujniejszych partiach drogi. Niestety przy okazji „wylano dziecko z kąpielą” bo nie wprowadzono limitu górnego na zrobienie całości (a kwadrans, jak się później okazało, byłby całkiem racjonalny i nie powodujący zbytniego pośpiechu) przez co niektóre przejścia trwały prawie pół godziny, co skutecznie zniszczyło dramaturgię zawodów. Druga decyzja to formuła OS, a co za tym idzie zamknięcie w szczelnej strefie finalistów. O ile ta formuła sprawdziła się w poprzedniej edycji, gdy finalistów było mniej i do tego wspinano się na czas - tym razem okazała się bardzo uciążliwa, za co bardzo finalistów przepraszamy.

Piękny Maciek po straszliwej walce jako pierwszy kończy drogę finałową i nadaje jej nazwę:

Stary człowiek i może”

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Pierwszy w finale wystąpił Maciek Ostrowski, który w myśl biblijnych słów „ostatni będą pierwszymi”, po ciężkiej walce wpiął się do stanowiska jako pierwszy i dość długo jedyny. Był to wspaniały pokaz siły woli i charakteru – Maciek dosłownie wydzierał centymetr po centymetrze teren pełznąc ku górze. Zupełnie odmiennie zaprezentował się Marcin Karda, który słynie z potwornego lewara, dynamicznych ruchów i nie poprawiania dziabki na chwycie – jak przyłoży do skały to od razu ciągnie. Niestety Marcin spadł z wybraną do wpięcia w stan liną i tym samym wylądował poza podium. Po nim na arenę wyszedł Leszek Iwan, wschodząca gwiazda drytoolingu. Niestety poległ jeszcze przed drugim kruksem – wydaje się, że był to wynik braku doświadczenia w poruszaniu się w technicznym terenie, bo czego jak czego, ale siły Leszkowi nie można odmówić.

Jako pierwszy z grupy „350” wyszedł Krzysztof Banasik, najstarszy członek Grupy Młodzieżowej PZA, który wspinał się bardzo skutecznie…na tyle, że udało mu się urwać kawałek skały w ternie, który wydawał się absolutnie lity. Spadł chwile później, nieco wyżej w tzw. drugim kruksie, tuż poniżej ostatniej (przed stanem) wpinki. Taką samą wysokość osiągnęło dwóch kolejnych wspinaczy Karol Bator zwany Szpejem i pradziadek Robert Nejman. Szpeju został największym szołmenem zawodów i ulubieńcem publiczności – najpierw udało mu się spadając w pierwszym kruksie, skutecznie zabaniować do „czegoś” i utrzymać w grze, a jakiś czas później efektownie przelecieć przez pół ściany z liną wybraną do wpinki i trzymanym w zębach czekanem. Robertowi w finale zabrakło najwyraźniej wiary w ostateczne zwycięstwo, bo wspinał się bardzo dobrze i chyba brak pomysłu na rozwiązanie górnego kruksa go zdeprymował.

Następnym zawodnikiem, który osiągnął koniec drogi był startujący dopiero jako siódmy, Łukasz Nowak z Olkusza – człowiek o niewyczerpanych zasobach wytrzymałości i nie schodzącym z twarzy uśmiechu. Wydawało się, że ukończenie drogi po blisko 20stu minutach nie zrobiło na nim wrażenia.

Ostatnim startującym, po blisko dwóch godzinach odsiadki „w ciemnej, ale bardzo ciepłej dupie” był Andrzej Makarczuk zwycięzca grudniowych II Manewrów DryBoonkrowych. U nas również okazał się bezkonkurencyjny, kończąc drogę no handem, a nie jak inni wpinką do stanu, co było wisienką na torcie i pokazem supremacji. Nie będę silił się na opis jego przejścia – znakomicie zrobił to sam zainteresowany w linkowanej na końcu relacji – ale przyznać trzeba, że spiął finał znakomita klamrą symboliczną wcielając w życie te same co Maciek biblijne słowa.

Ostatecznie podium męskie wyglądało następująco:

1. Andrzej Makarczuk

2. Łukasz Nowak

3. Maciek Ostrowski.

Na kolejnym miejscu uplasował się Marcin Karda, po nim wspólnie Krzysztof Banasik, Karol Bator i Robert Nejman a stawkę finalistów zamknął Leszek Iwan. Oprawę finału niespodziewanie zagwarantowali kibice piłkarscy, którzy na nieodległym stadionie piłkarskim rykiem wspierali Koronę Kielce gromiącą Legię Warszawa.

Tegoroczni wygrani.

Powyżej piękne i dzielne Panie - od lewej: Dorotka, Daria i Agata,

a poniżej wytrwali Panowie – od lewej: Maciek, Andrzej, Łukasz

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Podczas gdy finaliści albo to siedzieli w strefie, albo walczyli ze skała i własną słabością przy ognisku trwała w najlepsze impreza z lekkim przechyłem w stronę regularnej libacji, którą przerwaliśmy na czas dekoracji.

Oprócz pucharu dla Pierwszej i Pierwszego, nagrody rzeczowe dla stojących na podium ufundowali:

MONKEY'S GRIP (www.monkeysgrip.com)

NAMASTE (www.namaste.pl)

RKS (Rzeszowska Kuźnia Szpeju)

Po dekoracji towarzyska część Gier ruszyła już pełna parą bez ograniczeń i trwała do późnych godzin nocnych – było wesoło, a nawet hucznie - szkoda tylko, że uczestniczyło w niej zaledwie kilka osób przyjezdnych.

Co dalej? Miejmy nadzieję, że starczy nam chęci i zapału aby organizować Gry DryToolowe regularnie co roku (dotychczasowe edycje odbywały się w 2004, 2005, 2006, 2011, 2013r.). Jednym z pomysłów jest przeniesienie finałów na niedzielne południe, co pozwoli rozegrać je przy świetle dziennym, a przy okazji zatrzymać uczestników sobotnich zmagań na wieczornym ognisku. Zachęcamy do dzielenia się przemyśleniami – pamiętajcie to nasza wspólna impreza i razem możemy ją kształtować.

Paweł dr know Olendzki

Lista osób, które uczestniczyły w 5. edycji Gier DryToolowych o Kaziową Igłę –kolejność alfabetyczna:

Grzegorz Adamiec (Kielce), Krzysztof Banasik (Warszawa), Karol Bator (Warszawa), Maciej Bryński (Warszawa), Tomasz Burdzanowski (Lublin), Cecylia Ciepielewska (Bełchatów), Mariusz Damasiewicz (Kielce), Patryk Dudek (Częstochowa), Ryszard Grzywa (Kraków), Leszek Iwan (Warszawa), Leszek Janowski (Kielce), Marcin Karda (Sosnowiec), Tomasz Klimczak (Warszawa), Paweł Kos (Katowice), Dorota Kościańczuk (Lublin), Marcin Kozioł (Częstochowa), Daria Krynicka (Kluczbork), Jacek Krynicki (Kluczbork), Grzegorz Książczyk (Bełchatów), Paweł Łojbo (Łódź), Andrzej Makarczuk (Łódź), Jan Mondzelewski (Rzeszów), Robert Nejman (Warszawa), Grzegorz Nocuń (Kielce), Łukasz Nowak (Olkusz), Jakub Olszewski (Warszawa), Maciej Ostrowski (Wołomin), Paweł Papka (Kielce), Wojciech Paprocki (Poznań), Bartosz Podsiadło (Olkusz), Aleksandra Romejko-Klentak (Kielce), Andrzej Szewczyk (Warszawa), Piotr Szczygłowicz (Warszawa), Bartosz Świtek (Kielce), Agata Żak (Tarnów).

Dziękujemy serdecznie wszystkim za przybycie i do zobaczenia w przyszłości!

Kilka innych spojrzeń na Gry:

Makar

Agata

brytan.com.pl

Galeria Andrzeja Szewczyka

Organizator i sponsor główny: Świętokrzyski Klub Alpinistyczny - www.ska.org.pl

Współpraca: GEOPARK Kielce - www.geopark-kielce.pl

Wsparcie sprzętowe: Unimax Kielce - http://www.unimax.com.pl/pl/kontakt

Nagrody:

MONKEY’S GRIP - www.monkeysgrip.com

NAMASTE – www.namaste.pl

RZESZOWSKA KUŹNIA SZPEJU - www.facebook.com/RzeszowskaKuzniaSzpeju

Sponsorzy:

Pizza pod Trójką (grochówka & żurek) - www.pizzapodtrojka.pl

SPEED MED POLAND (opieka medyczna) - www.speedmedpoland.pl

Partner: Nasze Skały - www.naszeskaly.pl

Patronat medialny:

brytan.com.pl

drytooling.com.pl­­

GÓRY – górski magazyn sportowy

wspinanie.pl

  • Paweł dr know Olendzki

Wielki Kościół / Hazard - pierwsze zimowe przejście

2-3 marca 2013 Petr John i Ján Smoleň pokonali drogę Hazard VIII, A5 w masywie Wielkiego Kościoła w Dolinie Małej Zimnej Wody.

Kluczowy drugi wyciąg Hazardu. Fot. arch. Ján Smoleň / james.sk

Hazard został wytyczony w 2005 roku przez duet Miro Mrava i Braňo Turček, którzy potrzebowali na przejście drogi 15 godzin (6 września). Pierwsze powtórzenie droga otrzymała w listopadzie 2009 roku (Dušan Stoupa Janák i Ricardo Jurečka)

Hazard  VIII, A5 - uważana jest za najtrudniejszą tatrzańską hakówkę (stan na marzec 2013)

Wycena: VIII, A5

Długość:  ?

Czas przejścia: ?

Lokacja:  Dolina Małej Zimnej Wody / pn. ścianie najniższej turni w grani zwanej Dziadki - najniższej turni w pn.- wsch. filarze Wielkiego Kościoła

Uroda: Sam(-a) oceń. Jeśli przeszłaś (-eś) to zaznacz ilość gwiazdek (Od 1 do 5), tak aby inni wiedzieli na co warto iść ;)

Wystawa: N

Charakter: ?

Zagrożenia obiektywne: ?

Pierwsze przejście: 2005, 6 września. Zespół: Miro Mrava, Braňo Turček

Pierwsze przejście zimowe: 2013, 2-3 marca. Zespół: Petr John, Ján Smoleň

Dojście

Opis

Opis autorów drogi:

Kluczowego wyciągu tej drogi nie da się porównać, pod względem wymagań psychicznych, z niczym, co do tej pory hakowo powstało w Tatrach [...] Jeśli ktoś ma psychiczne lub finansowe problemy, chce zabić nudę, stracił dziewczynę lub nie wierzy, niech tam bieży - na kościele Hazard czeka!

Od autorów powtórzenia, dwójki Miro Mrava – Braňo Turček, mogliśmy dowiedzieć się więcej o specyfice tej linii. Jest to wspinaczka o długości 250 metrów i trudnościach wycenionych „kosmicznie” jako VIII A5. Jak donosi Miro: „W całej drodze osadziliśmy 3 nity. Na 40 metrach kluczowego wyciągu nie ma ani jednego pewnego punktu. To oznacza, że w przypadku odpadnięcia prowadzącego, lot miałby długość 80 metrów. W ścianie zdarzają się wyjścia po 5-6 m na skyhookach, bo ściana jest na tyle gładka, że nie da się tam osadzić żadnej asekuracji. Było to psychicznie bardzo poważne. [...] Droga byłaby łatwiejsza, gdybyśmy w kolejnych wyciągach osadzili kolejne nity przelotowe, chcieliśmy jednak zrobić trudną drogę i udało się nam”. Autorzy powtórzenia nie byli pewni, czy mogą potwierdzić nadany drodze stopień trudności, jednak, porównując ją do tych, które przeszli wcześniej, uznali: to bude A5. Zdaniem Miro Mravy, jest to na pewno najpoważniejsza technicznie droga, jaką udało się przejść słowackim wspinaczom w Tatrach. Drugie przejście zajęło słowackiej dwójce 18 godzin, rozłożonych na dwa dni listopada (skorzystali z pozostawionej poręczówki).

Nikt jesze nie dodał opisu. Możesz być pierwszy!

Zejście

Sprzęt

Historia zdobywania

Nikt jeszcze nie dodał historii. Wrzuć w komentarzach!

Ciekawostki

Znasz ciekawostki o tej drodze? Podziel się nimi.

Cytaty

Znasz wypowiedzi ludzi o tej drodze? Podziel się nimi

Topo

Fot. Ján Smoleň

Masz topo? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

Zdjęcia

Masz zdjęcia? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

Filmy

Wyszperałeś w sieci filmy o tej drodze? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

Jeśli zauważyłeś nieścisłości w tym opracowaniu, lub chciałbyś coś dodać od siebie, to możesz to zrobić przez nasz system komentarzy :-)

  • Damian

Mocne lodowe przejścia Pawła Karczmarczyka w Norwegii - UPDATE

4 marca pisaliśmy o paru mocnych przejścia Pawła Karczmarczyka w Norwegii. Od tego czasu Paweł wraz z Marinem Skaar Olslundem przeszedł jeszcze Kjerrskredkvelven (Gudvangen) (ok. 1000 m długości, z czego 600 jest wspinaczkowe). W zastanych warunkach wycenili lodospad na WI5+. Cała akcja zajęła im 11,5 godziny

Kjerrskredkvelven. Fot. Paweł Karczmarczyk

Kjerrskredkvelven. Fot. Paweł Karczmarczyk

4 marca - news

Paweł Karczmarczyk przebywający na zachodnim wybrzeżu Norwegii (Sogn og Fjordane), pokonał w ostatnim czasie kilka norweskich lodowych klasyków, oraz wspólnie z partnerami wytyczył nowy wariant do Vettisfossen.

Double Whammy WI6. Fot. Paweł Karczmarczyk

21 lutego wraz z Norwegiem Øyvind Eek przeszli Double Whammy. WI6, 300 m Paweł prowadził wszystkie cztery wyciągi.

Widok z bliższa na Double Whammy WI6. Fot. Paweł Karczmarczyk

Dwa dni później z Piotrem Michalikiem i jeszcze jednym Szwedem chciał spróbować nowy wariant na Vettisfossen WI6, 250 metrów. Ten lodospad rzadko oferuje lód od samego dołu, więc zazwyczaj dolne spiętrzenie omija się rampą i diagonalnym mikstowym wyciągiem. Pozostają jednak trzy wyciągi wspinania o trudnościach WI6.

Linia wariantu Vicky Vette. Fot. Paweł Karczmarczyk

Pawłowi udało się na nowym wariancie wytyczyć dwa wyciągi (M6+ i M7+), lecz zbyt duże trudności dla partnerów i brak czasu spowodował odwrót. 5 dni później ponownie pojawił się pod lodospadem, tym razem z Martinem Skaar Olslundem. Martin dorzucił trzeci wyciąg M5, WI5 50 m, tym samym wariant otrzymał połączenie z lodospadem. Kolejne wyciągi (WI5, WI6, WI6) poprowadzili na zmianę. Całość otrzymała nazwę Vicky Vette, trudności M7+ WI6 300 m. Czas przejścia 10 godzin.

Martin na trzecim wyciągu. Fot. Paweł Karczmarczyk

Dodatkowo wczoraj wraz z Piotrem Rajskim poprowadził znany klasyk doliny Rasdalen Kjorlifossen WI5/5+, 400 metrów.

Sezoz na wspinanie lodowe się jeszcze nie skończył, więc pewnie parę ciekawych przejść Paweł zrealizuje ;)

  • Damian

Laureaci III edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego

W środę, 13 marca w 2013 roku w Warszawie nastąpiło ogłoszenie wyników III edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego „Miej odwagę!". Wygrał projekt „Pięcioma deskami dookoła Morza Czarnego” autorstwa trójki przyjaciół – Aleksandra i Macieja Lewandowskich z Gdyni oraz Małgorzaty Kołacz z Wrocławia. Dodatkowo Jury wyróżniło wyprawę „Cho Oyu 8021 – Ski Expedition” Olka Ostrowskiego i Kazika Chmiesta z Wetliny.

124 wyprawy zostały zgłoszone do III edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego „Miej odwagę!"
O wygranej zadecydowały głosy internautów (50%) oraz Kapituły (50%), w skład której weszli: Olga Morawska – pomysłodawczyni projektu, Patrycja Konopka – reprezentująca LOTTO – Głównego Partnera Memoriału, Jacek Grzędzielski – przedstawiciel marki SALEWA – Partnera Sprzętowego oraz zwycięzcy poprzednich edycji: Stefan Czerniecki i Szymon Kowalczyk. Wszystkie nadesłane projekty były oceniane pod kątem zaangażowania uczestników, ciekawej wizji projektu i sposobu jej przedstawienia przez autorów, a także pod kątem realnego budżetu potrzebnego na jego realizację.

– Burzliwe obrady za nami. Ciężko nam było wybrać jeden projekt spośród całej palety. Niesamowite, jakie ludzie mają pomysły i cele do realizacji. Memoriał był już m.in. w wenezuelskiej dżungli, czy na piaskach Sahary. Teraz kolej na podróż wokół Morza Czarnego. Zapewne będzie emocjonująco, egzotycznie i szalenie ciekawie. Zwycięzcom gratuluję, szykujcie się bo piękna przygoda przed Wami! – mówi Szymon Kowalczyk, zwycięzca II edycji Memoriału.

Pomysł zwycięskiej wyprawy „Pięcioma deskami dookoła Morza Czarnego”, zrodził się z pasji jej autorów do desek oraz zamiłowania do podróży, podczas których młodzi globtroterzy, Olek i Maciek Lewandowscy oraz Małgosia Kołacz, przemierzają ulice miast i wiosek, poznają obyczaje napotkanych kultur i na chwilę stają się częścią lokalnej społeczności. Projekt zakłada przejechanie samochodem 10 000 km w poszukiwaniu najlepszych miejsc do kitesurfingu i surfingu na morzu Czarnym oraz Kaspijskim, przemierzenie na longboardach Krymu, Sochi, Tibilisi i Istambułu, ślizg na wakeboardzie nieopodal ukraińskiej Odessy, tureckiego Samsun i Izmiru ale także, zdobycie najwyższego szczytu Europy – góry Elbrus – i zjazd na snowboardzie po jego zboczach. Ambitny plan zwycięzcy chcą zrealizować na przełomie września i października 2013 roku.

Główną nagrodą w Memoriale jest wsparcie finansowe fundowane przez Głównego Partnera Memoriału – LOTTO, umożliwiające realizację wymarzonego projektu oraz wsparcie sprzętowe marki SALEWA.
Relacje z wypraw, będzie można śledzić na bieżąco na stronie www.miejodwage.pl.

– „Wszystko zaczyna się od marzeń”. Lotto od ponad pół wieku spełnia marzenia milionów Polaków, którzy wygrywają w naszych grach. Memoriał ma przede wszystkim czcić pamięć o wspaniałym człowieku, jakim był Piotrek Morawski i filozofię jego życia. Uczestnicy Memoriału kierują się w swoich wyborach –podobnie jak Piotr – ogromną chęcią realizowania swoich marzeń. I my te marzenia z przyjemnością pomożemy spełnić – mówi Patrycja Konopka, reprezentująca LOTTO, Głównego Partnera Memoriału.

W tym roku przyznano również wyróżnienie dla projektu „Cho Oyu – Ski Expedition". Olek i Kazik planują zdobyć ośmiotysięcznik Cho Oyu i zjechać na nartach po jego zachodniej ścianie. Wyróżnieni otrzymają sprzęt marki SALEWA

– Chciałabym serdecznie podziękować wszystkim, którzy zaangażowali się w Memoriał. Zarówno uczestnikom, którzy zgłosili aż 124 projekty wypraw, ale także Internautom, który oddali 40 000 głosów. To naprawdę niesamowite. Wygrana w Memoriale to jak trafienie szóstki w Lotto. Bardzo się cieszę, że po raz kolejny możemy pomóc fajnym, młodym ludziom i zrealizować ich marzenia. – mówi Olga Morawska, pomysłodawczyni Memoriału.

Pomysł Memoriału im. Piotra Morawskiego „Miej Odwagę!” zrodził się z potrzeby uczczenia pamięci wybitnego wspinacza i himalaisty oraz promowania jego sposobu na życie – pozytywnej energii, odwagi spełniania marzeń i poszukiwania nowych wyzwań.

WSPIERAJĄ NAS:

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w Polsce jest PARTNEREM GŁÓWNYM III edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego „Miej Odwagę!" Właściciel marki LOTTO – Totalizator Sportowy już od 56 lat działa nieprzerwanie na rynku gier liczbowych i loterii pieniężnych, spełniając marzenia milionów Polaków.

Partner Sprzętowy ubiera i zaopatruje w sprzęt laureatów tegorocznej edycji. SALEWA to wiodąca marka na rynku outdoorowym, której logo z czarnym orłem to symbol zarówno niemalże 100-letniej tradycji, jaki i dynamicznego rozwoju firmy. Niezmiennie od 1935 roku, SALEWA produkuje najwyższej jakości specjalistyczny sprzęt i odzież do sportów górskich oraz wspiera najważniejsze projekty środowiska wspinaczkowego.

Honorowym patronatem Memoriał im. Piotra Morawskiego „Miej odwagę!" objęli: Polski Związek Alpinizmu, Polski Związek Kajakowy, Polski Związek Żeglarski, Fundacja Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki, TOPR i GOPR.

www.miejodwage.pl

***

Piotr Morawski (ur. 27.12.1976, zm. 08.04.2009) ̶ doktor chemii na Politechnice Warszawskiej, największy polski himalaista młodego pokolenia, jeden z najlepszych himalaistów świata. Zdobywca
6 ośmiotysięczników. Od 2007 roku pełnił funkcję wiceprezesa Polskiego Związku Alpinizmu.

Do największych osiągnięć w wysokogórskiej karierze Piotrka należy pierwsze zimowe wejście na ośmiotysięcznik Shisha Pangma, wraz z Simone Moro, ustanowili rekord wysokości wejścia zimą na K2, wraz z Denisem Urubko, a także trawers Gasherbruma I wraz z Peterem Hamorem czy pierwsze przejście południowej ściany Shisha Pangmy zimą wraz z Simone Moro. W 2009 podczas wyprawy aklimatyzacyjnej na Dhaulagiri Piotr Morawski wpadł do szczeliny lodowcowej, niestety nie udało się go uratować. Zginął mając 32 lata.

www.piotrmorawski.com

 
  • Damian