Log in
    

Reklama - pod menu głównym, strona główna

Galeria Gankowa / Środkowy Lód (280 m, M7+, WI6+)

Środkowy Lód (Centrálny L'ad) M7+, WI6+ - to nowa kombinacja na Galerii Gankowej. Jest to zarazem prawdopodobnie pierwsze zimowo klasyczne przejście Galerii i do tego jakim stylem! Ta kombinacja to połączenie dróg Centrálny Kút (słow.: Środkowe Zacięcie) i Drogi Studnički. Autorami tego przejścia są: Riči Nyéki, Mišo Sabovčík i Adam Kadlečík.

:-) Fot. James.sk

Wycena: M7+, WI6+

Zagrożenia obiektywne: ?

Nachylenie: 90 stopni i więcej

Długość / liczba wyciągów: 6?

Czas przejścia: ?

Wysokość podstawy n.p.m.: ?

Lokalizacja: Galeria Gankowa

Namiary GPS: ?

Wystawa: ?

Czas podejścia: ?

Uroda: sam oceń, jeśli przeszłeś (gwiazdki u góry artykułu)

Pierwsze przejście:  2012, 30 grudnia. OS. Zespół: Riči Nyéki, Mišo Sabovčík i Adam Kadlečík

Dojście

Opis

Nikt jesze nie dodał opisu. Możesz być pierwszy!

Zejście

Sprzęt

Historia zdobywania

Ta kombinacja to połączenie dróg Centrálny Kút (słow.: Środkowe Zacięcie) i Drogi Studnički.

Pierwsi próbowali przejść tą kombinację Maťo Krasňanský i Dodo Kopold, jednak po pokonaniu trzech wyciągów zjechali pod ścianę.  

W końcu w drogę wstawiła się słowacka trójka: Riči Nyéki, Mišo Sabovčík i Adam Kadlečík. 30 grudnia 2012 przeszli drogę w stylu OS!

Ciekawostki

Znasz ciekawostki o tym lodospadzie? Podziel się nimi.

Cytaty

Znasz wypowiedzi ludzi o tym lodospadzie? Podziel się nimi

Topo

Centralny Lód. Fot. james.sk

Masz topo? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

Zdjęcia

Fot. James. sk

Masz zdjęcia? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

Filmy

Wyszperałeś w sieci filmy o tym lodospadzie? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

  • Damian

Porcja mocnych górskich, zimowych przejść

Oj nazbierało się ostatnimi czasy przejść o których warto wspomnieć :-). I tak:

Lacelle Qui Reste

20 grudnia 2012 Rafał Sławiński i Eamonn Walsh wytyczyli Lacelle Qui Reste (40 m, WI6) na Mt. Wilson w Kanadzie.

Lacelle Qui Reste. Fot. Rafał Sławiński

Ten urokliwy lodospad zwrócił już uwagę Rafała i Guy'a w 2004 roku. Lecz wtedy nie udało im się wstawić w niego. Pięć lat później Guy Lacelle ginie w lawinie. W końcu Rafał Sławiński zdecydował się na poprowadzenie go z Eamonnnem Walshem.

Jeszcze jedna fota lodospadu. Fot. Rafał Sławiński

Lodospad znajduje się na lewo od Les Miserables i wymaga długiego podejścia. Sławiński i Walsh najpierw wspięli się Oh Le Tabernac, następnie systemem półek osiągnęli podstawę drogi.

Jak wypowiada się Rafał na swoim blogu: „Guy would have liked it.”

Via Valeria

6-7 stycznia 2013 Gianni Canale i Aldo Mazzoti wytyczyli nową drogę na zachodniej ścianie Crozzon di Brenta w Dolomitach. Via Valeria (270 m, VI ice, M4+, VI+ UIAA) dedykowana została Valerii Brunelli.

Via Valeria. Fot. Giani Canale

Piękna i długa propozycja. Do tego dziewicza! Coś takiego nie zdarza się często, więc Gianni Canale i Aldo Mazzotti postanowili to wykorzystać 6 stycznia rozbili namiot u podstawy Crozzon di Brenta, przewspinali trzy wyciągi, zjechali, a następnego dnia dokończyli pozostałe wyciągi do charakterystycznej półki, na której kończył się lód. 270 metrowa droga posiada na stanowiskach spity (haki za słabo siedziały).

Giorgio Bertagnolli podczas pierwszego powtórzenia. Fot. Cristian Defant

Droga doczekała się już pierwszego powtórzenia. 12 stycznia przeszli ją Giorgio Bertagnolli i Cristian Defant

Nowe lodowe drogi w Austrii

Na przełomie grudnia i stycznia w Austrii pojawiło się kilka lodowych propozycji z najwyższej półki: Spongebob (WI7), Lucky Strike (WI6), Rätselburg (WI7+) i Schwarzer Engel (WI7+, M7, E6). Pierwsze trzy, w dolinie Ötztal, to sprawka Heiko Wilhelma, Mathiasa Nössiga i bardziej znanego polskiej publiczności Hansjörga Auera. Ostatni to realizacja Markusa Puchera i Aloisa Krenna, którzy działali w grudniu 2012 w Maltatal, gdzie wytyczyli Schwarzer Engel (WI7+, M7, E6, 160 m), który stał się jednocześnie jednym z najtrudniejszych lodospadów Austrii.

Schwarzer Engel. Fot. Norbert Schittenkopf

Spongebob (WI7, 65 m)

Pierwsze przejście: Hansjörg Auer i Heiko Wilhelm 30/12/2012

Lucky Strike (WI6, 45 m)

Pierwsze przejście: Hansjörg Auer i Heiko Wilhelm 01/01/2013

Lucky Strike. Fot. arch. Hansjörg Auer

Rätselburg (WI7+, 80 m)

Pierwsze przejście: Hansjörg Auer i Mathias Nössig 03/01/2012

Źródło: planetmountain.com, blog Rafała Sławińskiego, 

  • Damian

Zimowa wyprawa PZA na Broad Peak 2012/13 - Skardu

Dotarliśmy do Skardu 15 stycznia. Po 12 dniach przerwy tutejsze lotnisko w końcu zaczęło działać. Całe szczęście, bo drogi do Skardu dalej są nieprzejezdne. Szczęśliwie dla nas mrozy zelżały i teraz pogoda jest dobra - świeci słońce i jest tylko kilka stopni poniżej zera.

Skardu. Fot. polskihimalaizmzimowy.pl

Z powodów logistycznych na czas nie dotarli z Hunzy nasi porterzy wysokościowi Shaheen i Amin, więc przymusowo musimy tu spędzić dodatkowy dzień. Organizujemy pozostały sprzęt, pakujemy wory na trekking i robimy ostatnie zakupy. Skardu to mało urokliwe miasto, otoczone jest co prawda górami i wielkimi ścianami, ale według Maćka Berbeki wcale się nie zmieniło w ciągu ostatnich 20 lat i panuje tu mówiąc lekko - nieład. Do tego w całym mieście nie da się spotkać ani jednej kobiety (wszystkie siedzą w domach), co niewątpliwie wpływa negatywnie na walory estetyczne tego miejsca ;).

Jutro z rana ruszamy jeepami do Askole, postaramy się przesłać jakąś relację ze startu karawany pieszej do bazy.
Nastroje w grupie panują dobre, nawet niewielkie różnice wieku między uczestnikami nie mają wpływu na tematykę dyskusji, czyli góry i wszystko co z nimi związane ;).

Pozdrawiamy
Uczestnicy zimowej Wyprawy na Broad Peak 2012/13

Zobacz galerię zdjęć z wyprawy

  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. Polski Himalaizm zimowy
  • Autor: Fot. arch. Polski Himalaizm zimowy
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. Polski Himalaizm zimowy
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: polskihimalaizmzimowy.pl
  • Autor: Fot. arch. Polski Himalaizm zimowy

  • Damian

RP - krótka historia czerwonego punktu

Zapewne każdy z nas choć raz zastanawiał się nad znaczeniem zwrotu „red point”. O ile „on sight" na pierwszy rzut oka dość łatwo możemy wytłumaczyć sobie intuicyjnie, o tyle zwrot „red point” pozostaje dość enigmatyczny, prawda? No bo cóż może oznaczać czerwony punkt? Jaka jest jego konotacja ze wspinaczką skalną? Skąd się wziął? Czy może chodzi o krew? A może o jakąś czerwoną skałę, na którą wspinał się autor tego zwrotu?

 

Przyznajcie się, ileż to razy przy drogach wspinaczkowych „Nie dmuchaj mnie w autobusie” (VI, Dolina Będkowska), „Złowieszczy charkot odbytnicy” (VI.1+/VI.2, Wzgórze 502) wpisywaliście RP, nie mając przy tym bladego pojęcia, co tak naprawdę to oznacza. Ja przyznaję się bez bicia – przez lata posługiwałem się tym oznaczeniem, chociaż nie wiedziałem skąd ono się wzięło. Zapewne od razu rodzi się wątpliwość: po co niby mam to wiedzieć? RP to przecież styl wspinaczkowy, którym oznaczam drogi robione co najmniej drugi raz. Wystarczy. A ja na to odpowiem: – bylymynyly. – No właśnie, jaki jest sens posługiwania się językiem, którego nie pojmujemy?

W pierwszej połowie dwudziestego wieku wspinaczka skalna postrzegana była jako nieodłączny element górskiej przygody. Alpiniści wychodzili z założenia, że każdy wspinacz powinien poruszać się po skale na wysokim poziomie, ponieważ zawsze istniało ryzyko napotkania trudności skalnych w drodze na wierzchołek wielkiej góry. Było to słuszne założenie, które paradoksalnie z wysokich gór zaprowadziło część ludzi na skalne pipanty (czytaj: niskie, przydrożne skały). W latach 50 zaczęto kultywować poobiednie wspinaczki (jako treningi), które dość szybko wyewoluowały w odrębną dyscyplinę – wspinaczkę skalną (w tym wielkościanową). I tu zaczęły pojawiać się problemy, ponieważ skalne trudności stawały się coraz większe, a ich pokonywanie nie było już tylko kwestią akceptacji ryzyka. Potrzebne były do tego również zwierzęca siła, gibkość i wyspecjalizowana technika, czyli atuty, których nie posiadali wszyscy wspinacze. Ci słabsi zaczęli masowo posługiwać się technikami sztucznych ułatwień (wisieli na przelotach, a wielkie ściany padały), a ci mocniejsi, tzw. „prekursorzy czystego stylu” oskarżali ich o mało wartościowe przejścia i nieetyczne podejście do wspinaczki.

Wojna o klasyczny styl nabrała na sile, gdy wymyślono pierwsze przyrządy do własnej protekcji (m.in. kości wspinaczkowe). Od tego momentu czysty styl stał się obsesją mocnych wspinaczy, którzy walcząc o słuszną sprawę, zaczęli masowo wybijać haki, podkreślając przy tym ich destrukcyjny wpływ na skałę! Czy naprawdę chodziło o przyrodę? Jasne, że nie - był to tylko pretekst. W efekcie końcowym i tak najważniejszy był czysty styl, który miał odsiewać plewy od ziaren! Niestety, strażnicy czystego stylu szybko sami zagonili się w pułapkę. Mocy im nie ubywało, jednakże cele, ktore wybierali, stawały się tak trudne technicznie, że bez znajomości sekwencji wyspecjalizowanych ruchów niemal nieosiągalne klasycznie "od strzała" (za pierwszą próbą). Przez krótką chwilę wydawało się, że wspinaczka dotarła do swojego maksimum!

I wtedy pojawili się Kurt Albert i Wolfgang Gullich. Ci dwaj niemieccy wspinacze z Frankenjury wprowadzili w 1986 roku „red pointing”, czyli oznaczanie dróg wspinaczkowych o klasycznym potencjale. Każda „niechodzona droga” otrzymywała czerwone kółko, które dla innych wspinaczy było informacją o powstającym projekcie, a gdy taka droga została pokonana klasycznie, kółko wypełniane było czerwoną farbą. Zanim jednak doszło do klasycznego przejścia i zamalowania koła, Ci dwaj mocarze wieszali linę, godzinami ćwiczyli atletyczne ruchy, poznawali sekwencje chwytów,  możliwości asekuracyjne, a gdy wreszcie opatentowali drogę, stawali pod ścianą, dobierali sprzęt i rozpoczynali wspinaczkę.

Red pointing” jako proces pracy nad drogą został szybko przejęty przez innych wspinaczy, ponieważ oferował zestaw taktycznych działań (wówczas obsesyjnie zwalczanych), które w efekcie końcowym prowadziły do jedynego i słusznego przejścia klasycznego. Było to o tyle istotne, że „red point” nie wchodził w otwarty konflikt z arbitralnym podejściem do czystego stylu, a jednocześnie dawał możliwość pokonania najtrudniejszych ścian po uprzednim ich rozpoznaniu. Na tamte czasy było to rewolucyjne rozwiązanie, które gwałtownie przyspieszyło rozwój wspinaczki sportowej.

Współczesne RP znacząco różni się od tego z lat 90. Popularność wspinaczki i społeczny nacisk na bezpieczeństwo nieodwołalnie zmieniło zasady w tym świecie. Do asekuracji na drogach sportowych często mamy komplet ringów lub spitów, loty są tak naprawdę delikatnymi przysiadami, sprzęt, którym się posługujemy jest naprawdę znakomity, a ryzyko upadku – przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa – praktycznie zerowe. Tylko jedna rzecz nie uległa zmianie. Do pokonania najtrudniejszych dróg wciąż potrzebne jest atletyczne przygotowanie, zwierzęca siła, taktyka, technika i odrobina psychy.

Źródło: climbe.pl

  • Piotr Picheta

Karkonoskie ostrza do czekana Nomic

W zeszłym tygodniu dotarła do naszej redakcji partia mikstowych ostrzy do czekanów NOMIC, produkcji Karkonoskiej :-) Szybko zostały przykręcone i do Nory na małe testy. Niedługo pojadą na bardziej wymagające  - dla ostrzy - wspinanie w tatrzańskim mikście i lodzie. Tymczasem parę fotek, opis i pomocne linki.

Ostrza na Nomic'ach

Dwa u góry to Karkonoskie, a na dole oryginalne Petzla (akurat nie miałem mikstowego pod ręką, więc jest lodowe).

Oryginalne ostrze firmy Petzl

Karkonoskie ostrze. Ząb atakujący posiada zdecydowanie więcej materiału

Pierwsze wrażenia z użytkowania są bardzo pozytywne.

Kilka uwag:

  • Ostrze będzie zdecydowanie bardziej trwałe, dzięki większej ilości materiału na zębie atakującym. Jak jest z wytrzymałościom samej stali, to się jeszcze przekonamy (stawiam, że będzie dobrze).
  • W ostrzu dorzucono pióropusz na górze, który będzie pomagał przy steinpulerze. Jeszcze nie miałem ewidentnej okazji korzystać z niego, lecz to rozwiązanie powinno się sprawdzić.
  • Nie ma wycięcia na młotek. Z jednej strony niewiele osób używa. Z drugiej strony dzięki wycięciu byłyby lżejsze, co ma przełożenie na trudnych drytoolach, oraz w górach (mniej do noszenia).
  • Otwory na obciążnik do lodu. Fajnie (czyt. lżejsze), tylko że ostrza dedykowane są do mikstu. i stal na czubku ma grubość 4 mm. Co może powodować, że lód będzie się bardziej kruszył. Oczywiście nie jest to wielki problem, na łatwych drogach, lecz zapewne na WI6 będzie to robiło różnice (tutaj to moje dywagacje, bo do łojenia na WI6 mi jeszcze daleko).
  • Podobno niedługo ma być lżejsza wersja (3 mm na czubku). Aktualnie jedna sztuka waży 142 g (oryginalne 129 g).

Opis na allegro.pl

Ostrza są owocem paru miesięcy testów i prac.
Wykonane są z atestowanej  hartowanej cztero milimetrowej stali sprężystej. Ostrza twardością i wytrzymałością nie odbiegają od oryginału a pod względem żywotności go przewyższają.
Dzieje się tak dzięki lepszej odporności naszego materiału na ścieranie oraz kosmetycznej zmianie dolnego profilu pierwszego zęba, który w oryginale niezwykle szybko się tępił.

 

Zdjęcie ostrza ze strony na allegro.pl

Ostrza wyposażone są w pióropusz zwiększający funkcjonalność czekana.
Wszystkie ostrza są zabezpieczone przed korozją za pomocą oksydowania przez co ich szata graficzna może być niejednolita.

Wszelkie otwory są identyczne jak w oryginalnych ostrzach. Ostrza nie posiadają wcięcia na młotek który i tak w nomic był porażką a mało kto go używał. Cena ostrzy jest niska gdyż składa się na nią wyłączne materiał i robocizna :) a nie zarobek wielkiej korporacji... Naprawdę warto z resztą za takie pieniądze warto wytestować ;)
W razie pytań proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny 603887985 (posiadam większą ilość tych ostrzy)
Dlaczego wybrać nasze ostrza.

 

Jeszcze jedno

są bardziej odporne na ścieranie od tradycyjnych przez co zwiększa się żywotność ostrza są cięższe od petzlowskich o 18 gram co znacznie zwiększ efektywność wbijania ostrza drytoolowego przez zmianę dolnego profilu pierwszego zęba dają możliwość ostrzenia według własnego uznania są sprężyste przez co zwiększa się efektywność klinowania w rysach.

Link do aukcji

Link do opinii na sammute.blogspot.com

  • Damian

Lód przy Wielickiej Próbie WI4/II

Lód przy Wielickiej Próbie (WI4/II) - dwuwyciągowy lodospad w Dolinie Wielickiej. Trudności WI4 ma tylko, jeśli jest dobrze wylany, lecz niestety przez ostatnie lata tak nie było (trudniej).

W akcji Maciek Ciesielski. Fot. Jan Wierzejski

Wycena: WI4/II

Zagrożenia obiektywne: Lawiny na podejściu i na pierwszym wyciągu.

Nachylenie:

Długość / liczba wyciągów: 2 wyciągi

Czas przejścia:

Wysokość podstawy n.p.m.:

Lokalizacja: Tatry / Dolina Wielicka

Namiary GPS:

Wystawa:

Czas podejścia:

Uroda:

Pierwsze przejście: 

Dojście

Opis

Lodospad znajduje się w pierwszym na prawo od Wielickiej Próby kominie (kilkadziesiąt metrów). Spity stanowiskowe (1 stanowisko - 1 spit, 2 stanowisko - 2 spity połączone łańcuchem - w jaskini pod blokiem zamykającym komin). Oba wyciągi można połączyć w jeden. Wyjdzie wtedy jeden 56-58 metrowy wyciąg.

Zejście

Sprzęt

Historia zdobywania

Nikt jeszcze nie dodał historii. Wrzuć w komentarzach!

Ciekawostki

Znasz ciekawostki o tym lodospadzie? Podziel się nimi.

Cytaty

Znasz wypowiedzi ludzi o tym lodospadzie? Podziel się nimi

Topo

Lód przy Wielickiej próbie. Fot. tatry.nfo.sk

Masz topo? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

Zdjęcia

Masz zdjęcia? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

Filmy

Wyszperałeś w sieci filmy o tym lodospadzie? Podeślij linka w komentarzach, a chętnie zamieścimy!

  • Max