Log in
    

Reklama - pod menu głównym, strona główna

Wezwanie do zwrotu Ropeman 3 Wildcountry

Wczoraj firma Wild Country wezwała wszystkich użytkowników przyrządu Ropeman 3 do wycofania ich z użytku i zwrotu do sprzedawcy, lub lokalnego dystrybutora.

 

Według specjalistów z Wild Country, mogą wystąpić sytuacje w których przyrząd nie będzie pracował tak jak powinien (np. podczas akcji ratowniczej w szczelinach lodowcowych), przez co istnieje ryzyko obrażeń, lub śmierci.

Małe, ale jednak jest.

Zwróć Ropemana 3 do swojego sprzedawcy, lub dystrybutora, a otrzymasz Ropemana 1, lub 2 + karabinek

Więcej informacji znajdziesz na www.wildcountry.co.uk

  • Damian

Slovak Direct na Denali

Brytyjczycy Andy Houseman i  Nick Bullock na początku wakacji powtórzyli Slovak Direct (VI WI6 M6+ A2) na południowej ścianie McKinley. Cała akcja zajęła im 84 godziny, w tym 27 godzin akcji non stop (z czego 16 godzin było nieplanowane). Przedstawiamy film z tego przejścia :-)

Andy na trawersie ponad kluczowym wyciągiem, drugiego dnia wspinania. Fot. Nick Bullock

Więcej o samym przejściu możecie przeczytać tutaj.

  • Damian

Stawka większa niż śmieci – wyniki i podsumowanie

A więc pierwsza edycja akcji ‚Stawka większa niż śmieci’ zakończyła się – można chyba powiedzieć – sukcesem. Dopisali i uczestnicy (biorąc pod uwagę koniec sezonu) i sponsorzy, którzy bardzo fajnie zareagowali na sam pomysł.

 

W ubiegłą sobotę miał miejsce finał całej akcji, który odbył się w Rzędkowicach podczas II Dni Otwartych Wspinania organizowanych przez Fundację Górską Echo. Niejako „klamrą” zamykającą nasz konkurs miało być wspólne sprzątanie Skał Rzędkowickich, na którym poza samymi organizatorami, reprezentacją „Naszych Skał” oraz kilkoma osobami biorącymi udział w konkursie nie pojawił się absolutnie nikt. 

Doskonale zdajemy sobie sprawę z faktu, iż pogoda była wybitnie wspinaczkowa, jednak nie sądziliśmy, że poświęcenie 1,5-2 godzin  na sprzątanie skał stanie się aż takim problemem dla naszej wspinaczkowej braci :( Mamy jednak nadzieję, że cała ta rzesza Zapaleńców, która wzięła udział w konkursie, entuzjazm mediów i sponsorów, uzmysłowi ludziom jak proste i potrzebne jest zbieranie śmieci w skałach - nie tylko tych swoich. A awaryjna rolka niebieskich woreczków, w plecaku pełnym żelaza powinna stać się nieodłącznym wyposażeniem każdego wspinacza!

Pod tym linkiem możecie zobaczyć ile śmieci udało się nam zebrać.

 

A teraz przejdźmy do rzeczy!

A więc poniżej po ciężkich obradach jury na jurze w Rzędkowicach na godzinę przed rozdaniem nagród miejsca wyglądają mniej więcej jak niżej… nie przyjmujemy ‚reklamacji’ ani protestów - obradowaliśmy tak aby się nie pozabijać bo każdy miał swoje zdanie ;)

 

Klasyfikacja generalna, jeśli tak ja można nazwać :)

1. Miejsce - Sylwek Malach i Maciej ‚Lesser’ Gajewski - Black Diamond Camalot C4 (po 3 szt ‚na głowę’)

Sylwek Malach na Mnichu

Maciek Gajewski

2. Miejsce – Maciej Dobrzański i Piotrek Czarnecki – 2x Zestaw Kości DMM Wallnut
3. Miejsce – Szymon D – Zestaw ekspresów Black Diamond Hoodwire Quickdraw Set x6

Pozostałe nagrodzone kategorie znajdziecie na stronie akcji.

Więcej o akcji przeczytacie tutaj (również galeria zdjęć).

  • Damian

Fowler i Ramsden zdobywają Shiva

Mick Fowler i Paul Ramsden po siedmiodniowej dokonali pierwszego przejścia Prow of Shiva (6142 m) na północno-zachodniej ścianie Shiva w indyjskich Himalajach. Następnie 2 dni zjeżdżali dziewiczą południową-wschodnią flanką.

Imponująca Shiva. Fot. berghaus

Shiva leży w trudno dostępnym rejonie Lahaul. Na szczycie człowiek stanął dopiero w 1988 roku (Junko Tabei – pierwsza zdobywczyni Everestu).

Brytyjczycy nie mieli nawet fotografii ściany, przez co nie wiedzieli czego się spodziewać.

Wspinaczka na Shivie. Fot. berghaus

Sama ściana okazała się jednakże piękna, w świetnej jakości granicie i zalanych lodem rysach aż do samego wierzchołka. Charakter wspinania przypominał Mickowi Fowlerowi nieco wspinaczkę na rodzimym Ben Nevis. Do samego końca nie byli pewni sukcesu. Swoją drogę wycenili na ED.

l

Mick Fowler. Fot. Paul Ramsden

Więcej o przejściu Mick Fowler pisze na swoim blogu

Przyszłorocznym celem Micka jest wschodni Tybet. Znając jego skuteczność i ambicję, to będzie naprawdę świetne przejście.

Źródło: climbmagazine.com, berghaus.com

  • Damian

Kronika TOPR 29.10.2012

Pod koniec tygodnia zawitała w Tatry zima. Pierwsze opady śniegu,jeszcze niewielkie, tylko pobieliły Tatry. Intensywne opady śniegu przewidywane są w poniedziałek i wtorek. Jest to już 3-ci opad śniegu, który zgodnie z ludowymi przepowiedniami powinien już pozostać w Tatrach. Zobaczymy czy się to sprawdzi, bo synoptycy przewidują nadejście jeszcze ciepłych dni. W minionym tygodniu po Tatrach wędrowało już zdecydowanie mniej turystów. Do tego dołożyła się kiepska pogoda jaka panowała w weekend, która zniechęciła turystów do wysokogórskich wycieczek. Ale i tak ratownicy mieli trochę pracy.

W dniu 24.10. po godz. 11.30 zakopiańska policja powiadomiła TOPR, że w niedzielę 21.10. zaginęła 80-letnia mieszkanka Poronina. Tego dnia widziana była pod Wielką Krokwią. Ekipa ratowników wraz z psami lawinowymi wyruszyła na poszukiwania w rejonie Skoczni, Olimpu, Dol. Białego. Tego dnia poszukiwania nie przyniosły rezultatu.

Po godz. 14-tej z Hali Gąsienicowej do szpitala przewieziono 43-letnią turystkę z Wieliszewa skarżącą się na silne dolegliwości brzuszne.
W dniu 25.10 kontynuowano poszukiwania zaginionej mieszkanki Poronina. Sprawdzono rejon Nosala, Dolinki Reglowe, rejon wszystkich skoczni. I tego dnia poszukiwania nie przyniosły rezultatu.

 

W dniu 26.10 gdy ratownicy przygotowywali się do dalszych poszukiwań o godz. 7.50 dotarła do nich informacja, że poszukiwana dnia poprzedniego w godz. późno wieczornych powróciła do miejsca zamieszkania.

W dniu 27.10. o godz. 18.40 do TOPR zadzwonili dwaj starsi  turyści z  Warszawy informując, że znajdują się na Ścieżce nad Reglami, przy odejściu szlaku do Dol. Białego. Zrobiło się ciemno, oni nie mają światła, proszą o pomoc w zejściu. Z pomocą pospieszyło dwóch ratowników, którzy sprowadzili turystów do Zakopanego.

W dniu 28.10 przed godz. 15-tą z Hali Gąsienicowej do szpitala przewieziono 41-letnią turystkę ze Zgierza, która upadając doznała urazu kolana.
W tym samym czasie do TOPR dotarła informacja, że podczas zejścia z Chudej przełączki do Dol. Tomanowej w rejonie Czerwonego Żlebu doznała bolesnego urazu stawu skokowego, uniemożliwiającego dalsze samodzielne schodzenie, 32-letnia turystka z Dobrzejewic. Z pomocą pospieszyła 8-mio osobowa ekipa ratowników. Po dotarciu do poszkodowanej i zaopatrzeniu w noszach Konga zniesiono ją na Ornak i dalej samochodem przewieziono do szpitala.

W sobotę 27.10 na Symbolicznym Cmentarzu pod Osterwą wspominano tych, którzy w ciągu roku ponieśli śmierć po słowackiej i polskiej stronie Tatr.
W okresie 1.11.2011 r.- 27.10.1012 roku, na terenie działania TOPR śmierć ponieśli:
1. 22.12.2011. Andrzej Aksamit na Nosalu w wyniku upadku z wysokości
2. 4.02. 2012. Tomasz Głowacki na Przeddomańskim Wierchu podczas wędrówki na biegówkach
3. 19.02.2012 Joanna Wolf-Szczerba w Żlebie Marcinowskich- wypadek lawinowy
4. 4.03.2012. Bartosz Miłosz Goc na szlaku pomiędzy Świnicą a Zawratem w wyniku upadku z wysokości
5. 4.03. 2012. Marian Jarczyk  w Koziej Dolince w wyniku upadku podczas zejścia z Zadniego Granata
6. 7.03. 2012.  Anna Zawodniak w wyniku upadku z Grani Jarząbczego W. do Dol. Jarząbczej
7. 8.04.2012. Jerzy Stanczykiewicz podczas jazdy na nartach na Kotelnicy Białczańskiej, najprawdopodobniej w wyniku zawału serca
8. 30.04. 2012. Krzysztof Kloch w wyniku upadku podczas zjazdu Rysą z Rysów.
9. 30.04. 2012. Marta Lebiedzik podczas zejścia Rysą z Rysów i zderzenia ze zjeżdżającym narciarzem
10. 29.05. 2012. Rafał Bujno w wyniku upadku ze szlaku pomiędzy Świnicą a Zawratem do Dol. pod Kołem
11. 2.06.2012. Kazimierz Prugar nad Morskim Okiem najprawdopodobniej w wyniku zawału serca
12. 3.06.2012. Jadwiga Ziętek w wyniku upadku ze szlaku pomiędzy Świnicą a Zawratem do Dol. pod Kołem
13.    9.06. Andrzej Urazov w wyniku upadku z rejonu drabinki nad Kozią Przeł.do Kozie Dolinki
14. 23.06. Krzysztof Sadlej w wyniku upadu ze ściany Zamarłej Turni w czasie samotnej wspinaczki
15. 23.06. Józef Alibożek w wyniku upadku z progu Żlebu Kulczyńskiego
16. 6.07. Waldemar Warszawski w wyniku rażenia piorunem w rejonie Pieca
17. 10.08. Miroslav Sulik w wyniku upadku ze szlaku pomiędzy Świnicą a Zawratem do Dol. pod Kołem
18. 15.08. Ryszard Truskal w wyniku upadku z wysokości podczas zejścia z Kościelca
19. 13.08. 2012. Julian Abramczyk Lecki  odnaleziony w rejonie Myślenickich Turni. Poszukiwany od lutego 2012 r.
20. 31.08. Marcin Kuraś w wyniku odpadnięcia podczas wspinaczki Żlebem Drege,a
21. 4.09.2012. Józef Szaniawski w wyniku upadku ze szlaku pomiędzy Świnicą a Zawratem do Dol. pod Kołem

 

Opady śniegu znacznie utrudnią wędrowanie po Tatrach. Wygląda na to, że mimo, że spodziewane jest ocieplenie śnieg szybko a może wcale już nie zniknie. Tak więc planując na najbliższy czas wyjścia w Tatry j należy liczyć się z w pełni zimowymi warunkami. Po zmianie czasu na zimowy należy pamiętać, że zmrok zapada już znacznie wcześniej.

Źródło: topr.pl

  • Adam Marasek

Atak Rozpaczy Artura Hajzera wydany po raz drugi

"Atak rozpaczy" to książka, która opisuje barwny światek polskiego himalaizmu w latach 80. XX wieku – okresie największej chwały, gdy nasi wspinacze stanowili ścisłą czołówkę światową, niejednokrotnie wyznaczając nowe trendy. Jerzy Kukuczka, Krzysztof Wielicki czy Wojtek Kurtyka to tylko niektórzy partnerzy górscy Hajzera opisani w tej książce. Swobodna narracja, pogłębiona analiza trendów w himalaizmie oraz humor autora sprawiają, że książkę tę czyta się z wypiekami na twarzy. 

Atak Rozpaczy Artura Hajzera

Fragment przedmowy Artura Hajzera (udostępnione przez wydawcę)

Od napisania książki Atak rozpaczy minęły dwadzieścia trzy lata, a od jej wydania dziewiętnaście lat. Ostateczną wersję maszynopisu (już po korekcie
wydawnictwa „Sport i Turystyka”) wziąłem ze sobą do bazy wyprawy pod zachodnią granią Everestu wiosną 1989 roku. Zygmunt Andrzej Heinrich – zanim zginął na tej wyprawie w lawinie – zdążył książkę przeczytać i zapewniał mnie, że jest OK. Już wcześniej pozytywną recenzję dla wydawnictwa napisali Andrzej Paczkowski i Janusz Kurczab – pamiętam, że zalecali pisownię Kangchenjunga i tego trzymam się do dzisiaj. Książka miała mieć nakład 30 000 egzemplarzy, ale po 4 czerwca nowa sytuacja na rynku wydawniczym przerosła wyobrażenie i możliwości „Sportu i Turystyki”, które zanim przeszło w prywatne ręce i stało się częścią wydawnictwa „Muza”, było tak grzeczne, że odesłało mi egzemplarz maszynopisu, rozwiązało umowę, a zwrotu zaliczki nie chciało. Książkę Kukuczki sobie zostawili, a mojej nie chcieli – wcale im się nie dziwię. 

Rynek książki górskiej w Polsce był, jest i będzie trudny./.../ Jej fragmenty przypomniał mi po latach, cytując ją na sali sądowej podczas rozprawy  rozwodowej, adwokat mojej pierwszej żony. Ostatnio, w 2011 roku, kapituła Złotego Jaja, przyznając mi tę „zaszczytną” nagrodę, przywołała moją wyrażoną w książce opinię, że himalaizm zimowy może być łatwiejszy niż letni. Ten drugi przypadek jest o tyle ważny, bo oznacza, że Andrzej Machnik
zdecydował się sięgnąć po moje dzieło i wynotował fragmenty. 

Czyżby jego wartość odkryto po latach? Jest spora szansa na to, że nastąpi renesans zainteresowania tą pozycją literacką gremiów sądowniczych, kapituł, różnej maści komisji. Czytając teraz książkę – ku mojej wielkiej uciesze – natknąłem się na taki opis: „Byliśmy podekscytowani. Nikt z nas nie wspinał się wcześniej po czymś tak wielkim – trzy kilometry pionu”.

Wybrane fragmenty z książki (udostępnione przez wydawcę)

Nasze kontakty z wielkimi miały jednak charakter oficjalny i grzecznościowy. Szczególnie Wojtek Kurtyka zbudował wokół siebie mur: groźna mina, ciemne okulary, walkman i kordon przedstawicielek płci pięknej odgradzały go od otoczenia w sferach wizualnej, akustycznej i fizycznej. Całe dnie przylepiony do plażowego leżaka wsłuchiwał się w ulubiony jazz, eksponując swoje niewątpliwie piękne ciało. Zdaje się, że ta fascynacja jazzem nie była specjalnie na rękę otaczającym go paniom. Taki obraz Wojtka zachowałem w pamięci na kilka następnych lat. Po raz drugi spotkaliśmy się dopiero jako uczestnicy tej samej wyprawy na Manaslu, w 1986 roku. 

Rankiem nasz błogi sen został brutalnie przerwany: obudził nas straszliwy łomot. To Rafał w ciężkich butach wbiegał po drewnianych schodach, krzycząc:
– Widziałem ją! Jest niesamowita, wspaniała! Jego entuzjazm i radość przypominały zdziwienie dziecka, które po raz pierwszy zobaczyło na ulicy
Murzyna. Zazdrościłem mu. Nie wpadłem na to, by o świcie, gdy monsunowe mgły jeszcze śpią, popatrzeć ze wznoszącego się nad Namche wzgórza na południową ścianę Lhotse.

Środowisko alpinistyczne jest niepowtarzalnym konglomeratem przedstawicieli wszystkich profesji, ludzi bardzo różnych, którzy potrafi ą jednak znaleźć wspólny język. Profesor szanuje górnika, a górnik studenta i na odwrót. Wydaje się, że wśród alpinistów nie ma podziałów, a przynależność do określonej grupy zawodowej nie jest żadnym kryterium. Jednak przyglądając się im uważniej, można dostrzec, że jakby niezależnie od swojej otwartości na ludzi różnią się między sobą, podzieleni są na specyficzne podgrupy. Najłatwiej wyróżnić dwie, różniące się ideologią: elitę i cyganerię. Znajdują się one
na krańcach osi różnych postaw, jak dwa bieguny.

/.../Liczniejsza jest grupa druga – cyganeria. „Cyganie” na widok urzędu słabną, programowo odcinają się od wszelkiej papierkowej roboty i w ogóle wszystko olewają. Do życia wystarcza im minimum socjalne, sprzęt i skała. Trudności finansowe zmuszają ich do działania w górach najłatwiej dostępnych: w Tatrach, rzadziej w Alpach; w tej kategorii alpinistycznej potrafi ą być bardzo dobrzy. Co więcej, charakteryzuje ich totalna bezinteresowność. To ostatni Mohikanie taternictwa takiego, jakiego nauczyli nas Chmielowski, Stanisławski, Groński. Jeszcze tylko „emeryci” i  Himalajskie Dziadki nie dbają o sprawy materialne, choć często zajmują oni wysokie stanowiska i potrafią być sprawnymi organizatorami. Kwestie materialne interesują natomiast grupy „kominiarzy” i „przewalaczy”, ale ich scharakteryzujemy przy innej okazji. 
Czasami zdarza się, że któryś z „cyganów” uprze się, żeby pojechać w Himalaje. Niechęć do organizacyjnego wysiłku zmusza go wtedy do wiszenia wysoko na linie, w oparach farb, lakierów i rozpuszczalników, co nadal jest najpewniejszym, choć męczącym sposobem na zdobycie niezbędnych funduszy.

– Krowy idą lodowcem! – krzyknął przerażony Rafał. Tak! Szerpowie przeprowadzali przez przełęcz Menlung (5600 m) całe stado jaków. Robili to nocą, aby zwierzęta nie oślepły na słońcu. Krowy, choć niejedna była poraniona, doskonale dawały sobie radę w lodowcowym terenie. Pokonały przełęcz bez lin poręczowych i zakładania obozów, w czystym stylu alpejskim. Kiedy rano wyszliśmy z namiotu, wydawało nam się, że wszystko to nam się śniło. Niestety przeczyły temu świeże ślady krwi na śniegu. Poza tym, wytężywszy wzrok, widzieliśmy, jak w dole Szerpowie opuszczają zwierzęta pojedynczo, w specjalnych uprzężach, z niewielkiego skalnego progu, który zagradzał wejście w dolinę. 

W wyprawie na Lhotse /Ryszard Pawłowski/ należał do grona faworytów, był drugim kandydatem do zdobycia szczytu. Jest alpinistą o żelaznej odporności psychicznej, konsekwentnym, czasami, jak teraz, upartym. Obstawał przy drodze jugosłowiańskiej nawet wtedy, gdy większością głosów zdecydowaliśmy, że będziemy wspinali się śladem Czechów. Był nieprzejednany. – Olewam was – stwierdził. Mówcie sobie co chcecie, ja jutro idę tam! – wskazał palcem „płucka”, charakterystyczną formację skalną, w której okolicach Jugosłowianie mieli obóz I. 
Ledwo skończył mówić, „płucka” splunęły – potężna lawina z hukiem runęła w dół, przysłaniając całą dolną część urwiska. Był to kolejny, dwunasty głos w dyskusji. Głos ściany, która jakby chciała przestrzec: „Rysiu nie rób tego, posłuchaj kolegów.” W końcu Rysiek dał się przekonać.

O autorze

Artur Hajzer (ur. 1962), taternik i alpinista, należący do ścisłej czołówki polskiego himalaizmu; z wykształcenia kulturoznawca (absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach). Był współzałożycielem i prezesem firmy Alpinus, która produkowała m.in. wyposażenie alpinistyczne i turystyczne. Obecnie prowadzi firmę HiMountain. 

Dalszą część biografii Artura znajdziecie pod tym linkiem: Artur Hajzer

Wydanie/rok: wydanie II, październik 2012
ISBN 978-83-61968-11-5
Liczba stron: 256 (kolor), oprawa broszurowa
Format: A5
cena det. 34,90 zł

Więcej o książce znajdziecie na stronie wydawnictwa

Książka już dotarła do redakcji, więc niedługo możecie się spodziewać recenzji ;)

  • Damian

Goryonline.com

Źródła nie znaleziono