Log in
    

Andrzej Zawada - pionier polskiego zimowego himalaizmu

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zawada w bazie pod Mount Everest podczas pierwszej zimowej wyprawy na Mount EverestAndrzej Zawada - Maria Andrzej Zawada (ur. 16 lipca 1928 w Olsztynie – polski himalaista. Z wykształcenia był inżynierem sejsmologiem, był jednym z pionierów polskiego zimowego himalaizmu.

Data i miejsce urodzenia: 16 lipca 1928 roku, Olsztyn

Data i miejsce śmierci: 21 sierpnia 2000 roku, Warszawa.

Biografia

Zawada Maria Andrzej (pierwszego imienia nie używał) urodził się 16 lipca 1928 roku w Olsztynie. Był synem Filipa i Eleonory z Czarnieckich. Jego dziadek, Tomasz Rawicz-Zawada, brał udział w Powstaniu Styczniowym w 1863 roku. Andrzej Zawada, w wywiadzie prowadzonym przez dziennikarkę Ewę Matuszewską, mówił:„...Zawsze pociągało mnie ryzyko, pewnie mam to po dziadku Tomaszu. Jako dziewiętnastoletni gimnazjalista dowiedział się, że w zaborze rosyjskim wybuchło powstanie. Ze Lwowa przekradł się przez granice i dzielnie walczył o niepodległość Polski...”1

Ojciec, Filip Zawada, był legionistą. W 1918 roku wkraczał pod komendą generała Rydza-Śmigłego do Kijowa. Przeszedł całą kampanię wojenną w roku 1920, dosłużył się stopnia majora, ale zrezygnował z kariery wojskowej. Jako prawnik z wykształcenia, po zakończeniu walk, doktoryzował się w Wiedniu z prawa międzynarodowego. Objął placówkę dyplomatyczną w Ełku, gdzie w ramach przygotowań do plebiscytu decydującego o kształcie naszej granicy po I wojnie światowej odwiedzał polskie domy. W majątku Bobry, w Ełku (który ostatecznie w wyniku plebiscytu znalazł się po stronie niemieckiej, sześć kilometrów od granicy polskiej), poznał swoją przyszłą żonę Eleonorę Czarniecką, córkę Michała Czarnieckiego. Po kilku latach narzeczeństwa pobrali się.2

Następnie Filip Zawada, sprawujący funkcje polskiego konsula, objął stanowisko w Olsztynie. Potem, wraz z żoną i dziećmi (Andrzej Zawada miał starszą siostrę Jagodę) krótko mieszkali w Essen (była Republika Federalna Niemiec) i Tuluzie we Francji, gdzie Filip Zawada zachorował na gruźlicę i mimo leczenia w klinice w Davos, zmarł w marcu 1931 roku.3 Andrzej Zawada słabo pamiętał ojca, ale w wywiadzie dla „Tygodnika Podhalańskiego”, mówił: „...Mimo wszystko pewne zdolności dyplomatyczne po ojcu odziedziczyłem. Przydały mi się w negocjacjach z najróżniejszymi władzami, w staraniach o pieniądze na wyprawy i o zezwolenia. Ileż starań wymagało przekonanie władz Nepalu, by udzieliły polskim alpinistom zezwolenia na zdobycie Everestu zimą!...”4

Po śmierci męża Eleonora Zawada zdecydowała się powrócić z dziećmi do Polski. Przez jakiś czas nie mieli własnego domu i mieszkali u różnych krewnych. Obawiając się o zdrowie dzieci (kontakt z gruźlicą), po konsultacjach z lekarzami, Eleonora Zawada postanowiła wyjechać do Rabki, która uchodziła wtedy za najlepsze miejsce dla dzieci ze skłonnościami do chorób płucnych. Tam kupiła skromny góralski dom, wzięła pożyczkę i wyremontowała budynek. W maju 1939 roku dom był całkowicie gotów i na cześć ojca został nazwany „Filipinka”5 Dzięki temu, że znała doskonale język niemiecki, przetrwali okupację. Pracowała jako tłumacz w szpitalu, do którego przywożono żołnierzy z ranami płuc. Licząca 3 tysiące mieszkańców Rabka przyjęła wtedy 50 tysięcy żołnierzy. Dom Zawadów w Rabce stał się po wybuchu II wojny światowej, azylem dla rodziny wysiedlonej z północy. Tam też miały miejsce kursy tajnego nauczania. 6

Andrzej Zawada, jako uczeń znanej szkoły męskiej pana Wieczorkowskiego, spotykał się na co dzień z młodymi żołnierzami z Armii Krajowej, z oddziałów „Ognia”. Sam nosił przydomek „Kameleon”, ale nie brał udziału w akcjach zbrojnych (po wojnie za kontakty z partyzantami został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa – UB i przebywał w więzieniu w Nowym Targu, w słynnej celi Lenina. Uratowała go niepełnoletność, a dokumenty w Urzędzie Bezpieczeństwa dotyczące tego okresu podobno zostały zniszczone). Pracował także 3 lata w niemieckim sklepie bławatnym.7

Portret Andrzeja Zawady podczas wystawy w Istebnej(patrz news). Fot.  Wojciech Grzesiok



Tu w Rabce, podczas II wojny światowej, Andrzej Zawada miał pierwszy kontakt z górami. W wywiadzie z Ewą Matuszewską wspominał: „...Miałem chyba z dziesięć lat, gdy jeden z naszych lokatorów, a był to dość bogaty Żyd, zaproponował nam wycieczkę do Zakopanego, bardzo luksusową, bo rolls-roycem. Bardzo wcześnie zainteresowałem się techniką, toteż nic dziwnego, że największe wrażenie zrobiła na mnie kolejka na Kasprowy Wierch, nie tak dawno oddana do użytku. Podczas okupacji niemieckiej nie wolno było jeździć do Zakopanego i chodzić po Tatrach. Nie przejmowałem się tymi zakazami i często wyruszałem pociągiem do Zakopanego, gnałem w góry i późnym popołudniem wracałem do Rabki (...) Tatry ciągnęły mnie nieodparcie, ale i wyprawy na Turbacz czy zbieranie malin i jeżyn na Luboniu miały swój urok. Od tamtych czasów czuję się góralem, choć urodziłem się na Warmii, w Olsztynie. Gdy tylko znajdę się na wysokości przekraczającej dwa tysiące metrów, odżywam. Widocznie moje płuca dostosowały się do rozrzedzonego powietrza. W górach mam szybsze tętno i dużo więcej energii życiowej...”8

Po wojnie rodzina Zawadów przeniosła się do obecnej Przesieki, u stóp Śnieżki. W 1947 roku, w pobliskiej Jeleniej Górze, Andrzej Zawada w jednym ze znajdujących się tam Liceów Ogólnokształcących zdał egzamin maturalny. Następnie przez dwa lata (1947-49) studiował fizykę na Wydziale Matematyczno-Fizyczno-Chemicznym w Uniwersytecie Wrocławskim. Potem przeniósł się do Warszawy, gdzie w 1951 roku zawarł związek małżeński ze swoją pierwszą żoną Krystyną Dębczyńską. Po roku wzięli rozwód.9 Jak mówił w wywiadzie z Moniką Rogozińską: „...Małżeństwo rozbiła niedojrzałość i bieda...”.10

Naukę kontynuował na Wydziale Geofizyki w Uniwersytecie Warszawskim, gdzie uzyskał absolutorium. Tam też od 1951 roku pełnił funkcję zastępcy asystenta przy Katedrze prof. Stenca, w Zakładzie Geofizyki.11 Zdobywszy tytuł technika sejsmologa, przez około 40 lat (1952 – 1993) pracował jako sejsmolog w Instytucie Geofizyki Polskiej Akademii Nauk (PAN), zajmując się między innymi montowaniem sejsmografów i opracowywaniem pomiarów geofizycznych. Mimo, iż całe swoje życie podporządkował górom, nigdy z pracy zawodowej nie zrezygnował.12

W latach 1973-76, ukończył Studium Trenerów Alpinizmu w Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, uzyskując dyplom trenera alpinizmu II klasy ( tu także, w tym samym czasie, studiowali m.in. H. Bednarek, Z. Jakubowski, W. Jedliński, B. Koisar, R. Kozioł, J. Kukuczka, A. Matuszyk, J. Śmiałek). Tematem jego pracy dyplomowej była historia zdobywania grani głównej Tatr. Niestety wszystkie egzemplarze zaginęły.13 [ Anna Milewska odnalazła w domu jeden rękopis tej pracy]14

Andrzej Zawada zaczął się wspinać po 1950 roku, kiedy poznał środowisko Klubu Wysokogórskiego (KW) w Warszawie, w które wprowadziła go Elżbieta Kowalska ( ona po raz pierwszy związała go liną).15 Jak mówił w wywiadzie przeprowadzonym przez Stanisława Kalitę w „Górach”: „Zacząłem się wspinać, (...) kiedy była kompletna beznadzieja. Żeby móc się wspinać na graniczne szczyty organizowaliśmy jakieś alpiniady pod pretekstem wnoszenia flagi z okazji państwowego święta. Zacząłem też wtedy trenować skoki spadochronowe i nawet byłem w tym dość zaawansowany, ale wycofałem się, bo cały sport lotniczy był strasznie zmilitaryzowany (...) Tymczasem w górach była swoboda w kontaktach z ludźmi, nie tak jak w Aeroklubie, gdzie obowiązywała dyscyplina prawie wojskowa...”16 Potem, jak mówił: „....Przeszedłem wszystko jak Pan Bóg przykazał: kurs dla początkujących, dla zaawansowanych, szkolenie zimowe, obozy na Słowacji, w Alpach...”17 Pierwszym kursem na Hali Gąsienicowej, latem 1951 roku, kierował Stanisław Groński, a do instruktorów Andrzeja Zawady na różnych kursach należeli m.in. Wawrzyniec Żuławski, Jan Długosz, Andrzej Ziemilski, Jerzy Wala i Karol Jakubowski. Po raz pierwszy zimą wspinał się w sezonie 1952-53, ale w składzie obozu zimowego w kwietniu 1954 roku, należał jeszcze do grupy początkującej.18

W 1953 roku w Kole Warszawskim poznał swoją drugą żonę, historyka sztuki i wówczas taterniczkę, obecnie znaną aktorkę, Annę Milewską. Po dziesięciu latach narzeczeństwa, 27 września 1963 roku zawarli związek małżeński.19 W wywiadzie z Januszem Kaszą, Zawada powiedział: „...Swoją żonę Annę poznałem w górach, ona mnie rozumie i czeka. Podziwiam ją i kocham za jej tolerancję i cierpliwość. Bardzo jej za to dziękuję. Bez jej wsparcia nie zdołałbym zrealizować większości moich planów...”20

Andrzej Zawada począwszy od roku 1956 stał się inicjatorem i organizatorem zimowych obozów w Tatrach, głównie w Dolinie Kaczej i w Dolinie Wielickiej.21

W latach 50-tych i 60-tych dokonał kilku znaczących przejść w Tatrach Polskich i Słowackich, m.in.: I polskiego, a II w ogóle przejścia zimowego lewego filara pn.-wsch. ściany Rumanowego Szczytu, (z Władysławem Malinowskim; 25-26.IV.1956), I przejścia zimowego prawym filarem wschodniej ściany Kaczej Turni (z Krzysztofem Cieleckim i Januszem Polkowskim; 17.IV.1963), I zimowego przejścia wschodnią ścianą Ganku (z Krzysztofem Cieleckim i Jerzym Krajskim; 6-7.IV. 1963) oraz I przejścia prawego filara pn.-wsch. ściany Rumanowego Szczytu (z Teresą Puchaczewską, Piotrem Musierewiczem i Krzysztofem Tomaszewskim; 11-12.III. 1964)22

W roku 1959 Zawada kierował 19-dniowym, I przejściem zimowym 75-kilometrowej grani Tatr, od przełęczy Zdziarskiej do Huciańskiej, bez korzystania ze schronisk i grup wspierających (zespół tworzyli: Jerzy Krajski, Czesław Mrowiec, Kazimierz Waldemar Olech, Andrzej Sobolewski, Szymon Wdowiak; 27-14.IV. 1959). Ten historyczny wyczyn został zrealizowany wbrew zakazowi Zarządu Głównego Klubu Wysokogórskiego, co naraziło uczestników na kłopoty klubowe i sprawiło, że sukces nie miał żadnej oprawy prasowej. 23 „...W Tatrach również można dokonać rekordowych przejść – wspominał Zawada w reportażu Wyżej niż Himalaje – Takim przejściem było pokonanie całej grani Tatr...”24

W ramach Polskich Wypraw Geofizycznych, z Instytutu Geofizyki Polskiej Akademii Nauk (PAN), gdzie pracował, wyjechał do Wietnamu (1957), był także dwukrotnie na Spitsbergenie (1958 i 1976) i w Egipcie (1981). Podczas tych służbowych podróży wspinał się w Wietnamie ( 14.VIII. 1957 – wejście na najwyższy szczyt Indochin, Phan Si Pan o wysokości 3143 m; partnerzy: Zdzisław Kozłowski i Jerzy Wehr) i na Spitsbergenie (m.in. II wejście na Hornsundtind o wysokości 1431 m; 7-8.VIII. 1958 r.; partnerzy: Jerzy Piotrowski, Ryszard W. Schramm).25

W latach 60-tych, podczas obozów organizowanych przez Zarząd Główny Klubu Wysokogórskiego, wspinał się w Alpach, głównie w rejonie Chamonix. Najważniejsze osiągnięcia tego okresu to: II przejście drogi Bonattiego na Wielkim Filarze Narożnym Mont Blanc (Grand Pilier d’Angle Mont Blanc) – 10-14.VIII. 1965; partnerzy: Gerard Małaczyński, Jerzy Warteresiewicz, Ryszard Zawadzki oraz II zimowe przejście północnej ściany Aiguille Blanche de Peutérey – 10.III. 1968; partnerzy: Maciej Kozłowski, Jerzy Michalski, Jacek Poręba.26

„...Moja kariera w górach nie należała do intensywnych, lecz krótkich – mówił Zawada w wywiadzie dla „Gór” – wszystko było rozłożone w czasie. Nie byłem związany z żadną z istniejących wówczas w Klubie Wysokogórskim nieformalnych grup. To też miało swój wpływ na moje późniejsze działania i było powodem pewnych problemów na początku. Jako że działałem poza tymi grupami, stosowaliśmy taki podział na białych i czerwonych, byłem postrzegany jako człowiek, który się nie udziela wiele w życiu klubowym i dlatego nie zostałem zakwalifikowany na pierwszą powojenną wyprawę w góry wysokie, w Hindukusz w 1960 roku. Kierownikiem ekspedycji był Bolesław Chwaściński, partner Stanisławskiego i znawca Afganistanu, gdzie przed wojną prowadził pomiary geodezyjne. To, że nie mogłem pojechać na ten Noszak, to była dla mnie wielka tragedia. Organizowałem potem jeszcze kilka obozów zimowych na Słowacji, w Dolinie Kaczej. Nie dostałem się też później na łódzką wyprawę w Hindukusz, Wilczkowskiego. Nie wzięli mnie, bo nie miałem osiągnięć w górach wysokich, a nie mogłem ich mieć, ponieważ nie byłem na wcześniejszej wyprawie. Ciągle wypadałem z kolejnej rezerwy. Takie błędne koło. Wtedy pomyślałem, że nie tędy droga. Trzeba zorganizować własną wyprawę !...”27

W roku 1966 Andrzej Zawada został kierownikiem Komitetu Organizacyjnego Wyprawy w Karakorum, powołanego przez Zarząd Główny Klubu Wysokogórskiego. W 1969 roku zatwierdzono 6 osobowy skład wyprawy, która uzyskała zezwolenie na działalność w rejonie szczytu Malubitingu Zachodniego (7453 m.). Kierownictwo ekspedycji powierzono Andrzejowi Zawadzie, który na tydzień przed wyjazdem musiał zrezygnować, a Zarząd Główny Klubu Wysokogórskiego wyznaczył na kierownika Ryszarda Szafirskiego.28 Powodem rezygnacji był fakt, że ówczesne władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej odmówiły mu wydania paszportu, gdyż był zamieszany w przewóz przez granicę polską paryskiej „Kultury” ( tzw. „sprawa taterników”).29

W roku 1970 kierował polską grupą, polsko-radzieckiej wyprawy w Pamiro-Ałaj i Pamir, podczas której wszedł na swój pierwszy 7-tysiecznik, Pik Lenina (7134 m). Jednocześnie prowadził przygotowania do kolejnej wyprawy w Karakorum. W dniu 26 sierpnia 1971 roku, będąc kierownikiem II Polskiej Wyprawy w Karakorum, dokonał wraz z Z. A. Heinrichem, J. Stryczyńskim, R. Szafirskim I wejścia na dziewiczy szczyt Kunyang Chhish ( 7852 m.). Wejście to zostało powtórzone dopiero po 17 latach, ale inną drogą, przez Japończyków. Andrzej Zawada w wywiadzie dla „Gór”, mówił: „...Nie ma dla mnie piękniejszej góry i wspanialszego sukcesu. Tego zdania jest zresztą Józef Nyka, który uważa, że było to największe osiągnięcie polskiego himalaizmu i że już nawet wejście zimą na Everest nie miało takiego znaczenia jak zdobycie Kunyanga. To olbrzymia góra (...) całe Polskie Tatry można schować w jednym Kunyang Chhishu...”30

W roku 1973 powierzono mu funkcję kierownika I zimowej wyprawy w Hindukusz, w trakcie, której jako pierwszy człowiek przekroczył zimą wysokość 7000 metrów, zdobywając wraz z Tadeuszem Piotrowskim najwyższy szczyt Afganistanu, Noszak ( 7492 m.). W swoim artykule, Powrót do ludzi, Andrzej Zawada napisał: „...Rekord świata na Noszaku...Tak, bo przecież nikt dotąd nie zdobył jeszcze w zimie szczytu siedmiotysięcznego! Od tej chwili zaczyna się nowy etap w światowym alpinizmie wysokościowym – etap zimowych wejść na najwyższe wierzchołki naszego globu. A otworzyli go Polacy i to jest chyba największym i najtrwalszym osiągnięciem naszej wyprawy...”31

Po doświadczeniach z Noszaka, Andrzej Zawada stał się inicjatorem i światowym orędownikiem himalaizmu zimowego. W roku 1974 kierował jesienno-zimową wyprawą na Lhotse (8516m.) wraz z Zygmuntem A. Heinrichem, jako pierwszy człowiek przekroczył zimą „magiczną” granicę 8000m, spędzając na tej wysokości noc wigilijną a 25 grudnia osiągając punkt 8250m. (do wierzchołka zabrakło 250m.).32

Latem 1977 roku kierował polsko-brytyjską wyprawą w Hindukusz podczas której uczestniczył w pierwszym przejściu słynnej 1600-metrowej północnej ściany Kohe Mandaras33 (6628m.). „...Na północnej ścianie Koh-i-Mandaras – mówił Andrzej Zawada w Wywiadzie na szczycie – zrobiłem wtedy z Terry Kingiem swoją najdłuższą i najtrudniejszą technicznie drogę w stylu alpejskim. Ostra wspinaczka, środkowa partia ściany była przewieszona, dużo skalnego wspinania, strasznie to było niebezpieczne (...) Mnie pierwszego dnia spadł rak....więc robiłem dalej drogę z jednym rakiem. Miałem takie szaleństwa w swoim życiu...”34

Na przełomie lat 1979-1980 był kierownikiem zimowej wyprawy na Mount Everest (8848m.), której był pomysłodawcą zakończonej I wejściem zimowym na najwyższą górę świata ( Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki – 17.II.1980). Andrzej Zawada dotarł wówczas do Przełęczy Południowej. Mount Everest stał się pierwszym 8-tysięcznikiem zdobytym zimą. W związku z projekcją filmu z wyprawy w programie „Les Carnets d’Aventure”, we francuskiej prasie pojawiły się następujące komentarze: „...Ten niezwykły film został nakręcony 17 lutego 1980 roku, podczas zimowej premiery na Evereście, która stanowi najwybitniejsze wejście ostatnich 15 lat. Ta polska wyprawa, kierowana przez Andrzeja Zawadę, zajęła miejsce wśród najwybitniejszych dat w historii himalaizmu, obok zwycięstw Lachenala i Herzoga na Annapurnie oraz Hillary’ego i Tenzinga na Mount Evereście.”35

Wiosną 1980 roku, również pod kierownictwem Andrzeja Zawady, na Mount Everest nową drogą – prawą stroną ściany południowo-zachodniej – weszli Andrzej Czok i Jerzy Kukuczka (19.V. 1980). Kierownik wyprawy tak zrelacjonował to wejście: „...Kolejny sukces Polaków! Nowa droga na Everest. Dwie wyprawy zwycięskie i obie bez wypadku...”36

W sezonie 1984-85 Andrzej Zawada kierował wyprawą polsko-kanadyjską, która dokonała I wejścia zimowego na Cho Oyu (8201m). Szczyt zdobyli Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski (12.II.1985) oraz Jerzy Kukuczka i Zygmunt A. Heinrich (15.II.1985), trudnym i do dziś nie powtórzonym filarem południowo wschodnim. „...Kierownik wyprawy – jak pisze Józef Nyka – osobiście włączał się w prace przy wytyczaniu drogi, wnosząc znaczący wkład w techniczne przygotowanie przejścia...”37 .W swoim artykule pt. Trzy rekordy na Cho Oyu, Andrzej Zawada napisał: „...Co za radość, taka droga i to w dodatku zimą. Dwa rekordy i dwa prywatne, pierwszy ośmiotysięcznik Maćka Pawlikowskiego i drugi zimą ośmiotysięcznik Maćka Berbeki (...) Ale jeszcze raz czekały nas emocje i trzeci rekord na tej wyprawie (...) Dwa zimowe ośmiotysięczniki Kukuczki w jednym sezonie i jego drugie miejsce w tabeli zdobywców ośmiotysięczników...”.38

Zimą 1987-1988 kierował wielką międzynarodową ekspedycją (poprzedzoną rekonesansem w roku 1983), która podjęła próbę zdobycia zimą drugiego szczytu Ziemi – K2 (8611m.), zrealizowała jednak wejście na przedwierzchołek – 8035m. – Broad Peaku (Maciej Berbeka; 6.III.1988). W Wywiadzie na szczycie Andrzej Zawada powiedział: „...Czy ta wyprawa była klęską? Na tle wyprawy japońskiej, która nawet nie doszła do bazy, można mówić o sukcesie, bo my tam dotarliśmy i nawet siedzieliśmy przez trzy miesiące. Osiągnęliśmy też Czarną Piramidę (około 7100m.). Z pewnością wielkim sukcesem będzie, gdy komuś wreszcie uda się wejść zimą na K2. To największy problem zimowego himalaizmu...”39

Na przełomie lat 1988-89 był doradcą sportowym belgijsko-polskiej wyprawy na Mount Everest. Dokonał wtedy I wejścia zimowego na czwarty szczyt Ziemi, Lhotse ( 8511m.) – Krzysztof Wielicki; 31.XII.1988 roku40

Podczas sezonów 1996-97 i 1997-98 Zawada kierował wyprawami w Himalaje na nie zdobytą dotąd w zimie Nanga Parbat (8152m.). Podczas pierwszej wyprawy Krzysztof Pankiewicz i Zbigniew Trzmiel dotarli z obozu IV (7300m.), kilkaset metrów poniżej wierzchołka, ale nie osiągnęli szczytu i doznali poważnych odmrożeń. Andrzej Zawada w relacji z wyprawy zamieszczonej w „Głosie Seniora”, pisał: „...Nie jestem w stanie komentować tego wszystkiego, co przeżyliśmy. Jedno tylko pytanie, kiedy tutaj wrócimy? Czy ma się zmarnować taki wysiłek i nasze doświadczenie na tej olbrzymiej, pięknej i tak trudnej górze? Czy Polacy mimo wszystko będą pierwsi zimą na wierzchołku Nanga Parbat, od którego nas dzieliło zaledwie 300 metrów?...” 41

Podczas drugiej wyprawy na przełomie 1997-98 roku Polakom udało się dotrzeć na tzw. flance Diamir, drogą Kinshoffera, do wysokości 6500m. „...Główną przyczyną niepowodzenia ekspedycji – jak powiedział Zawada – były wyjątkowo trudne warunki atmosferyczne, jakie tej zimy panowały w północnej części Himalajów i Karakorum. Od ponad 20 lat nie notowano w tym rejonie świata tak dużych opadów śniegu...”42

Andrzej Zawada na sezon 2000-2001 planował trzecią wyprawę na Nanga Parbat. Kolejnym celem miało być K2 od rokującej większe szanse, strony Sinkiangu. Na luty 2000 przygotował rekonesans pod tę ścianę, na który zamiast niego pojechali Jacques Olek i Darek Załuski.43

Przez te wszystkie lata brał udział w pracach organizacji górskich, uczestniczył w zebraniach i wchodził w skład różnych władz. W odrodzonym w 1956 roku Klubie Wysokogórskim przez pierwszą kadencje pełnił funkcje sekretarza Zarządu Głównego, na początku lat 60-tych działał w zarządach Stołecznego Klubu Tatrzańskiego (SKT), przez kilka lat był też prezesem Koła Warszawskiego (1964 – 1971), Powoływano go też w skład różnych ciał kolegialnych, komisji, sądów koleżeńskich. Między innymi był członkiem Sądu Koleżeńskiego Klubu Wysokogórskiego oraz Komisji Rewizyjnej Polskiego Związku Alpinizmu. 44

Jak podaje Krzysztof Baran w artykule zamieszczonym w „Górach” – „...Andrzej Zawada nigdy nie został członkiem ZMP [Związek Młodzieży Polskiej] czy PZPR [Polska Zjednoczona Partia Robotnicza].45 Za to, jak podaje Józef Nyka – „...Z władzami PRL-u [Polska Rzeczpospolita Ludowa] miewał też ...”46

W dniu 10.II.1954 roku znalazł się w składzie zespołu, który na Żabim Niżnim naruszył ówczesne przepisy graniczne i był celem akcji Wojska Ochrony Pogranicza (WOP), wiele razy opisywanej i opowiadanej przez całe pokolenia taterników. W „Gazecie Łódzkiej”, Andrzej Wilczkowski, autor książki Miejsce przy stole, wspominał: „... W 1955 roku w Morskim Oku mieszkał ubecki kapuś. Brał pieniądze z UB, tylko nas nie kapował, bo się zaprzyjaźniliśmy. Czy mu się kiedyś kilka osób naraziło, czy go postraszyli, że przestaną mu płacić? Nie wiem, dość że raz zakapował. Był ciężki mróz i zima. Kilka zespołów wybrało się na Żabi Niżni. Wśród ferajny był Zawada. WOP zaczął do nich strzelać, kiedy byli w ścianie. Zawada zawołał do kolegów: Panowie! Skokami, jak w powstaniu!. A jak wiadomo, niełatwo wspinać się skokami. Postanowili pertraktować z tymi na dole. Okazało się że wopiści weszli za wysoko i nie potrafili zejść. Taternicy powiązali ich linami i bezpiecznie zwieźli na dół...”.47 Incydent ten spowodował ostre wystąpienia władz klubowych, m.in. „Uchwałę” i „Tezy” Komisji Taternictwa Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Turystyczno Krajoznawczego (PTTK), w których potępiano podobne wykroczenia, jako godzące w dobre imię „socjalistycznego taternictwa polskiego”.48


W roku 1968 za przewóz wraz z Maciejem Kozłowskim publikacji „Kultury” z Francji do Polski, jako świadek został włączony w tzw. proces taterników49. W trakcie całonocnej rewizji w mieszkaniu ekipa śledcza zajęła kilka kartonów książek i dokumentów, które w części wróciły do właściciela.50

W 1980 roku depesza do Papieża Jana Pawła II, o zimowym wejściu na Mount Everest, spowodowała m.in. cofnięcie już zapowiedzianego spotkania zwycięskiej ekipy z Edwardem Gierkiem, I Sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (KC PZPR).51

Andrzej Zawada, w magazynie „Góry i Alpinizm”, napisał: „...Nie ważne jak się wspina, ważne jak się o tym pisze...”52 Prowadził szeroką działalność publicystyczną w postaci wywiadów radiowych i telewizyjnych oraz wywiadów i artykułów w pismach specjalistycznych i ogólnych w kraju i zagranicą. Relacje ze swoich wypraw umieszczał głównie w „Taterniku” oraz w prasie ogólnopolskiej, m.in. w „Trybunie Ludu”, „Życiu Warszawy” „Polityce”, „Rzeczpospolitej”, czy „Gazecie Wyborczej”. Często wypowiadał się na łamach renomowanych alpinistycznych czasopism zagranicznych, jak np. „Der Bergkamerad”, „AlpiRondo”, „Vertical”, „Alpin Journal”. Był współtwórcą książki Ostatni atak na Kunyang Chhish (1973)53, współpracował z Saysse-Tobiczykiem w redagowaniu 5-tomowego kompendium encyklopedycznego W skałach i lodach świata (1959-1974) i dzieła zbiorowego W górach wysokich. Kompendium polskich wypraw alpinistycznych (1985). Jest także autorem przedmowy do polskiego wydania bogato ilustrowanej książki Wielkie wspinaczki, pod redakcją Chrisa Boningtona (1995), posłowia do polskiego wydania albumu Everest. Historia himalajskiego giganta, Roberta Mantowaniego (1999), oraz do polskiego wydania albumu Masyw Mont Blanc, autora Stefano Ardito (2000). Jego wypowiedzi na tematy górskie i alpinistyczne drukowane były też w tekstowo-albumowych alpinistycznych wydawnictwach zagranicznych jak np. Everest. The Best Writing and Pictures, Petera Gillmana (1993).54

Jak napisał Bogdan Jankowski w artykule, Zmarł Andrzej Zawada. Wspomnienie – „...Cenił technikę i znał się na niej (...) Jego większe wyprawy musiały mieć świetną łączność radiową, lokalną i dalekosiężną: z polską ambasadą, agencją, ministerstwem turystyki, z naszym krajem i światem (...). Z każdej wyprawy przywoziliśmy przynajmniej 40 godzin nagrań rozmów radiowych...”55 Gromadził także liczne fotografie i przezrocza z różnych gór świata, które eksponował m.in. na wystawach (wystawa fotograficzna „Zdobycie Kunyang Chhisha” była pokazywana na przykład w Pakistanie, Afganistanie i Iranie.)56 Dużą rolę przywiązywał także do filmowej dokumentacji wypraw, zapraszając do udziału w nich ekipy filmowe, dzięki czemu powstało kilka ważnych i nagradzanych na festiwalach dokumentów, zrealizowanych m.in. przez Andrzeja Galińskiego (Kunyang Chhish, znaczy góra narożna), Jerzego Surdela (Lhotse zimą), Stanisława Jaworskiego (Gdyby to nie był Everest) i innych. Duży film biograficzny o Andrzeju Zawadzie nakręciła, już w trakcie jego choroby, Anna Pietraszek pt. Andrzej Zawada – ostatnia rozmowa.57

Był członkiem honorowym szeregu organizacji górskich, zarówno polskich i zagranicznych m.in.: Polskiego Związku Alpinizmu (od 1986), najstarszego klubu alpinistycznego świata, brytyjskiego Alpine Club (od 1987), w lutym 1996 roku otrzymał członkostwo ekskluzywnego Explorers Club (Nowy Jork), a w roku 1998 elitarnego zrzeszenia międzynarodowego Groupe de Haute Montagne. 5 marca 1998 roku został także członkiem honorowym Stołecznego Klubu Tatrzańskiego (SKT).58

Za działalność górską był wielokrotnie odznaczany m.in.: Złotym Medalem za Wybitne Osiągnięcia Sportowe ( 11 XI. 1971, za zdobycie Kunyang Chhish; 25 XI. 1973, za zimowe wejście na Noszak; 6.III.1980, za zimową wyprawę na Mount Everest), Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (1980) oraz m.in. jednym z najwyższych orderów pakistańskich, Tamgha-i-Imtiaz. W dniu 7 styczniu 1972 roku odebrał honorowy Puchar Ministra Spraw Zagranicznych, za osiągnięcia sportowe na II Polskiej Wyprawie w Himalaje-Karakorum, które rozsławiły imię Polski poza jej granicami.59

W 1990 roku został jednym z założycieli „Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki.”. Celem fundacji jest wspieranie polskiego alpinizmu we wszelkich jego przejawach.60

Andrzej Zawada, po ciężkiej chorobie nowotworowej, zmarł 21 sierpnia 2000 roku, w szpitalu przy ul. Banacha w Warszawie. Został pochowany na cmentarzu na Powązkach. „...W odwiecznej walce ducha z materią, w moim przypadku zwyciężyła materia...” – powiedział z uśmiechem nim stracił przytomność.61

W dniach 18-20.V.2001 w Muzeum Sportu i Turystyki w Warszawie, odbył się IX Przegląd Filmów Alpinistycznych, zatytułowany Od Tatr po...wyżej niż Himalaje, w całości poświęcony pamięci Andrzeja Zawady (tam też miała miejsce czasowa wystawa zdjęć nosząca ten sam tytuł).62

Po jego śmierci, żona, Anna Milewska przygotowała wystawę fotograficzną pt. Andrzej Zawada - życie z pasją. Począwszy od lutego 2002 roku była ona prezentowana m.in. w Gdyni, Warszawie, Wrocławiu, Lądku Zdroju, Świdnicy, Katowicach oraz w schronisku Samotnia w Karkonoszach. Anna Milewska zadedykowała zmarłemu mężowi swój najnowszy tomik poezji pt. Odpłynęli łodzią.63

Podczas „Przeglądu Filmów Górskich” w Lądku Zdroju w 2000 roku, Zbigniew Piotrowicz oficjalnie ogłosił, że od następnego roku festiwal będzie nosił imię Andrzeja Zawady.64

W 2002 roku podczas IV Ogólnopolskich Spotkań Podróżników w Gdyni, po raz pierwszy została wręczona Nagroda im. Andrzeja Zawady (ufundowana przez Prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka). Ideą tej nagrody, przekazywanej przez Kapitułę w skład której wchodzą eksperci z zakresu: żeglarstwa, alpinizmu, speleologii, egzotycznych podróży i public relations, jest wyróżnienie młodych (do 26 lat), wybijających się podróżników.65

Zimowa wyprawa Krzysztofa Wielickiego na K2, działająca na przełomie 2002/2003 r. była poświęcona Andrzejowi Zawadzie.

Źródło: andrzejzawada.pl

Dokonania Górskie

Tatry

  • 25-26.IV.1956 - I Polskie, II w ogóle zimowe przejście lewego filara pn-wsch ściany Rumanowego Szczytu (z Władysławem Malinowskim.
  • 17.IV.1963 - I przejścia zimowego prawym filarem wschodniej ściany Kaczej Turni (z Krzysztofem Cieleckim i Januszem Polkowskim.
  • 6-7.IV. 1963 - I zimowego przejścia wschodnią ścianą Ganku (z Krzysztofem Cieleckim i Jerzym Krajskim.
  • 11-12.III. 1964 - I przejścia prawego filara pn.-wsch. ściany Rumanowego Szczytu (z Teresą Puchaczewską, Piotrem Musierewiczem i Krzysztofem Tomaszewskim.
  • 27-14.IV. 1959 - Zawada kierował 18-dniowym, I przejściem zimowym 75-kilometrowej grani Tatr, od przełęczy Zdziarskiej do Huciańskiej, bez korzystania ze schronisk i grup wspierających (zespół tworzyli: Jerzy Krajski, Czesław Mrowiec, Kazimierz Waldemar Olech, Andrzej Sobolewski, Szymon Wdowiak, Andrzej Zawada). Zespół zdecydował się nie korzystać ze wsparcia zewnętrznego, jednakże na trasie przejścia założono sześć depozytów z paliwem i jedzeniem.

Wietnam

  • Phan-Si-Pan (1957). Partnerzy: Zdzisław Kozłowski i Jerzy Wehr

Spitsbergen

  • Hornsundtind (1958). Partnerzy: Jerzy Piotrowski, Ryszard W. Schramm

Alpy

  • 1965 10-14 sierpnia, Mont Blanc, Wielki Filar Narożny (1965), Droga Bonattiego. Partnerzy: Gerard Małaczyński, Jerzy Warteresiewicz, Ryszard Zawadzki
  • 1968 10 marca, Aiguille Blanche de Peutérey (1968) -II zimowe przejście. Partnerzy: Maciej Kozłowski, Jerzy Michalski, Jacek Poręba.

Pamir

  • 1970 - Pik Lenina

Hindukusz

  • 1973, 13 lutego - Noszak. Pierwsze zimowe wejście. Zespół: Tadeusz Piotrowski, Andrzej Zawada. Patrz artykuł
  • 1977 -Kohe Mandaras (6628m npm). Pierwsze przejście 1600-metrowej północnej ściany. Partner: Terry King.
  • 1977 -Szczyt M9

Karakorum

  • 1971, 26 sierpnia - I wejścia na Khunyang Chhish. Zespół: Andrzej Heinrich, Andrzej Zawada, Ryszard Szafirski, Jan Stryczyński.
  • 1983 - Rekonesans pod K2 - zimą
  • K2 (1987-1988) - I próba zimą. Kierownik

Himalaje

  • Lhotse (1974) - I próba zimą. Kierownik.
  • Mount Everest (1979-1980) - I wejście zimą krzysztof Wielicki i Leszek Cichy. Kierownik
  • Mount Everest (1980) - Filar wiosną. Kierownik
  • Cho Oyu (1984-1985) - I wejście zimą Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski. Kierownik
  • Nanga Parbat (1996-1997) - próba zimą. Kierownik
  • Nanga Parbat (1997-1998) - próba zimą. Kierownik

Ciekawostki

  • Anegdotę o Andrzeju Zawadzie z początku lat 50-tych opisał Wilczkowski w książce "Miejsce przy stole". W 1955 roku w Morskim Oku mieszkał ubecki kapuś - opowiada autor. - Brał pieniądze z UB, tylko nas nie kapował, bo się zaprzyjaźniliśmy. Czy mu się kiedyś kilka osób naraziło, czy go postraszyli, że przestaną mu płacić? Nie wiem, dość że raz zakapował. Był ciężki mróz i zima. Kilka zespołów wybierało się na Żabie Niżne. Wśród ferajny był Zawada. WOP zaczął do nich strzelać, kiedy byli w ścianie. Zawada zawołał do kolegów: "Panowie! Skokami, jak w powstaniu!". A jak wiadomo, niełatwo wspinać się skokami. Postanowili pertraktować z tymi na dole. Okazało się, że wopiści weszli za wysoko i nie potrafią zejść. Taternicy powiązali ich linami i bezpiecznie zwieźli na dół.
  • Do instruktorów Andrzeja Zawady na różnych kursach należeli m.in. Wawrzyniec Żuławski, Jan Długosz, Andrzej Ziemilski, Jerzy Wala i Karol Jakubowski.
  • Był znakomitym gawędziarzem i duszą towarzystwa. Tworzył wokół siebie aurę. Podobno słuchało się go z zapartym tchem.
    - Potrafił tak opowiadać, że ci, którzy słyszeli anegdotę po raz piąty, otwierali usta. Opowiadał ze swobodą i swadą - wspomina Wojciech Święcicki, prezes Polskiego Związku Alpinizmu.
  • Podjął wiele akcji, które zmieniły wszystko - wspomina Krzysztof Pankiewicz. - To on wymyślił zimowy himalaizm. Nikt wcześniej tego nie robił. Gdyby nie on, Krzysiek Wielicki i Leszek Cichy nie weszliby na Everest zimą.
  • Najpierw był wartościowym wspinaczem, potem jako 60-70-latek dowodził wyprawami z zacisza namiotu. To naturalne - twierdzi Wojciech Święcicki.
    - To, że na tych wyprawach sam się nie wspinał, było jego atutem - zaznacza Andrzej Wilczkowski. - Nie ma nic gorszego niż kierownik wyprawy z ambicjami wejścia na szczyt. On musiałby powiedzieć do kogoś: "Ja idę na szczyt, a ty zostajesz." I wtedy nie ma kierownika. Lider może iść na szczyt, ale wtedy, gdy zespół się załamuje. Wtedy kierownik powinien pociągnąć innych za sobą. Andrzej Zawada to był najlepszy kierownik polskich wypraw i prawdopodobnie już nigdy takiego nie będziemy mieli.
  • Dlaczego Andrzej Zawada wspinał się i prowadził wyprawy na ośmiotysięczniki właśnie zimą? Na to pytanie odpowiada sam Zawada w przedmowie do "Wielkich wspinaczek" pod redakcją Chrisa Boningtona:
    - Jest to wyzwanie sportowe najwyższej próby, zdobywać najwyższe szczyty najtrudniejszymi drogami w najbardziej niebezpiecznych warunkach, jakie natura stwarza właśnie zimą. By ocenić trudności, wystarczy porównać dwie liczby: pięć
    osób na szczycie Everestu zimą i około 650 w okresie wiosenno-jesiennym. Przecież jeszcze nie wszystkie ośmiotysięczniki zostały zdobyte zimą, nie mówiąc o wspaniałych ścianach czy filarach. Pozostało wiele do zrobienia przed ambitnymi wspinaczami, których nie cieszą łatwe zwycięstwa.
    Zimą w górach pogoda może być taka jak w sezonie wiosenno-jesiennym, ale może zmienić się też w horror. Huraganowe wiatry, mróz do 50 stopni, ryzyko odmrożeń.
  • Wysoki, przystojny. Nienagannie ubrany. Na wyprawę zabierał zawsze marynarkę, na wypadek, gdyby musiał coś załatwiać, gdzieś się oficjalnie pokazać. Krzysztof Pankiewicz opowiada, że jadąc na wyprawę na Nanga Parbat, którą kierował Andrzej Zawada, wziął ze sobą... garnitur.
    - Na wyprawach nosił czapkę z lisa - wspomina Wielicki. - Na imprezach pierwszy wchodził na parkiet, ostatni schodził. Wyrzucał młodym, że stoją po kątach, a on, starszy, musi obtańcowywać dziewczyny. Zresztą robił to z przyjemnością.
  • Na wyprawie było obojętne, kto wejdzie na szczyt. Ważne, żeby weszli Polacy. Często podkreślał: "My, Polacy", "My, pierwsi". On czuł dumę narodową poprzednich pokoleń.

Cytaty

  • "...moi koledzy, z którymi się wspinałem, byli przeważnie wspaniałymi ludźmi. Andrzej Zawada był na pierwszym miejscu. To, że mówię o nim, o jego błędach i czasem słabościach, to gwoli sprawiedliwości, a zarazem prawdy o naszych wspólnych akcjach." Andrzej Szafirski
  • "Nieodżałowany Andrzej, który - niestety, "minon sie", był moim przyjacielem. To, co opowiadam o Nim, przy piwku, jest prawdą, której nikt nie zna. Opowiadałem to wszystko, gdy Andrzej jeszcze żył i miał się dobrze. Andrzej Zawada był wspaniały i dumny. Nigdy, nigdzie nie wspomniał, że zostawiłem go jako partnera przy zejściu z Przełęczy Południowej. On wiedział doskonale, że to nie miało miejsca." Andrzej Szafirski
  • "Andrzej był tak dobry technicznie, że zostawienie go, w moim pojęciu, na ciągu poręczówek, nie było "zostawieniem partnera," jakby to chcieli interpretować niektórzy moi "przyjaciele." Bardzo mi żal, że Andrzeja już nie ma między nami. Będzie żył w mojej pamięci na zawsze. Andrzej był wielki i pozostanie takim. "Andrzej Szafirski
  • "Najważniejsze w życiu to unikać miernoty. Za wszelką cenę unikać miernoty!" Andrzej Zawada
  • "Jest to wyzwanie sportowe najwyższej próby, zdobywać najwyższe szczyty najtrudniejszymi drogami w najbardziej niebezpiecznych warunkach, jakie natura stwarza właśnie zimą. By ocenić trudności, wystarczy porównać dwie liczby: pięć osób na szczycie Everestu zimą i około 650 w okresie wiosenno-jesiennym..." Andrzej Zawada

Zdjęcia

  • Autor: Fot. Bogdan Jankowski
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada
  • Autor: For. Arch. Andrzej Zawada

Filmy

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież