Log in
    

Ratownicy w domu nie umierają

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Znakomity wspinacz i myśliciel Wojtek Kurtyka napisał kiedyś takie słowa: krajobraz górski przepojony jest wielkimi emocjami- dramaturgią- co skłania często do dostrzegania w nim żywej i uduchowionej istoty. Wywołuję, też tęsknotę, aby pozostać jej cząstką. 22 marca 2011 roku odszedł za niebieską grań wspaniały człowiek, ratownik TOPR- Kuba Stawowy. Choć pisanie, że „odszedł” nie jest do końca prawdziwe. Bo on nadal jest i będzie w naszych sercach.

Kuba Stawowy

Kuba Stawowy

Kubuś, pisanie o Tobie w czasie przeszłym sprawia ból. I nawet słowa się nie składają. I wszystkie wydają się nieudolne. Rodzi się w człowieku wewnętrzny bunt, że to chyba pomyłka, że ty po prostu jesteś, że być może wyjechałeś na kolejne zawody i wnet się wrócisz. Nie umiem myśleć, że „coś się skończyło”. To co się stało jest niezrozumiałe, niepojęte. Przecież jeszcze kilka dni temu na wspólnym szkoleniu na Hali Gąsienicowej spotkaliśmy się. Jeździłeś skuterem, ofiarnie pomagałeś podczas kursu dla psów lawinowych i jak zwykle śmiałeś się. Bo śmiech to było coś, czym zarażałeś. Napisał ks. Twardowski, że „uśmiech to najkrótsza droga do drugiego człowieka”. Tyś tą drogę skracał maksymalnie. Nie było osoby, która przy spotkaniu się z Tobą i chwili rozmowy, nie polubiła Cie. Ciebie nie dało się „nie lubić”. Ale w tym wszystkim było drugie dno. Wynikało to z Twojego pojmowania świata i życia z dystansem, podchodzenia z humorem do problemów, gdyż smutków na tym świecie jest dość. Twój śmiech wciąż wypełnia przestrzeń naszych dusz. To było niesamowite, że dawałeś innym ludziom poczucie pewności siebie, poczucie, że wszystko się uda. Dla Ciebie nie było rzeczy niemożliwych. Żyłeś jak wolny człowiek, angażując się we wspaniałe, przeróżne działalności. To było tylko dowodem, jakim byłeś pasjonatem życia. I posiadałeś jeszcze jedną cechę: odwagę. Odwagę by żyć godnie, by żyć pięknie, by iść za głosem swojego serca. Jak wielu, którym życie „ucieka między palcami” mogłoby iść za Twoim przykładem. Czerpałeś pełnymi garściami z daru życia. Nie ważna jest ilość, lecz jakość. Ty żyłeś 26 lat. Ale esencji twojego życia, starczyłoby, aby nią kilka osób obdarować. Często podejmowałeś się trudnych wyzwań, byłeś gotowy się poświęcić bez wahania, tam gdzie inni odczuwali lęk. Czy to była wspinaczka, narciarstwo, canyoning, eksplorowanie jaskiń czy jazda na swoich ukochanych motocyklach, robiłeś wszystko z pasją, z miłością. Pamiętam jak rozmawialiśmy kilka lat temu, gdy skończyłeś służbę w wojsku i zastanawiałeś się co robić. Przeżywałeś jak każdy człowiek dylematy. I postanowiłeś pójść w ślady kochającego cię ojca- pana Janka, zawodowego ratownika TOPR. Zostać ratownikiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego stało się mottem Twojego życia. Twoimi „ojcami chrzestnymi” zostali ratownicy: Kuba Floryn i Krzysiek Długopolski. W 2006 roku złożyłeś przysięgę. Jej słowa zapadły Ci głęboko w serce…   (…) dobrowolnie przyrzekam pod słowem honoru, że póki zdrów jestem, na każde wezwanie Naczelnika lub jego Zastępcy - bez względu na porę roku, dnia i stan pogody - stawie się w oznaczonym miejscu i godzinie odpowiednio na wyprawę zaopatrzony i udam się w góry według marszruty i wskazań Naczelnika lub jego Zastępcy w celu poszukiwań zaginionego i niesienia mu pomocy (…) Kubuś czemuś nie poczekał na nas? Czy dusza twoja chciała z orłami się zbratać? Czy usłyszałeś halnego tęskne wołania? Czemuś nie poczekał? Tego dnia, gdyś ze swoim przyjacielem Wojtkiem, młodszym ratownikiem TOPR poszedł na grań Giewontu, kierowaliście się głosem serca. Nie tylko by siebie sprawdzić, ale i poznać teren w którym kiedyś może przyszłoby wam ratować ludzi. Żeby ich nie zawieść. Byliście dobrze przygotowani do tej nietrudnej acz wymagającej uwagi wspinaczki. Mieliście raki, liny i uprzęże. A przed wami cudowna grań w blasku słonka. To też Twoja cecha: umiejętność dzielenia się szczęściem. Przeżywanie z drugim człowiekiem tego co dobre i piękne, to wielka zdolność. Czemuś Kubuś nie poczekał? Zostawiłeś na grani Wojtka, który wyciągał do Ciebie ręce. I wołał: wróć się Kuba. Wszyscy ratownicy TOPRu podali by Wojtkowi ramiona tak by prześcignąć czas i przestrzeń. I podać Ci pomocną dłoń.  Zszedłbyś se Kubuś do doliny, spokojnie i bezpiecznie…              

Ty sobie już Kubeczku patrzysz z wysokości na nas, i śmiejesz się ale nam w dolinach pozostał ogromny żal, wielka pustka. Tym większa, że wypełnia serca ogromnego oceanu osób. Twoich Rodziców, Siostry Agnieszki i Brata Maćka, dziewczyny Doroty oraz przyjaciół z podwórka z którymi dorastałeś i uczyłeś się, znajomych, przyjaciół i kolegów z TOPR u oraz niezliczonej jeszcze liczby osób, których nawet trudno wymienić. Na Twoim pogrzebie żegnały cie setki ludzi. Wielu z nich przyjechało z odległych zakątków Polski. To dowód, na to kim byłeś za życia. Pilot TOPR Henryk Florkowski nadleciał śmigłowcem i nakreślił symboliczny znak krzyża nad tłumami zebranych i twoją trumną, na której spoczęła lina, czekan i hak. Gdy śmigłowiec wznosił się pionowo ku niebu, wszyscy wiedzieli, że w tym bezsłownym geście jest wymowa większa niż w tysiącach słów. Tak samo słonko wynurzyło się zza chmur i przytuliło swymi promieniami twoją trumnę. To samo słonko, do któregoś szedł we wtorek 22 marca 2011 roku. A po Tatrach niesie się Twoja ukochana piosenka: Jaworina, chlapci Jaworina, ma mila ma modre, ma mila ma modre pod ocima…

Tekst: Jakub Brzosko

Ma rację Jakub Brzosko, że pisanie o Kubie w czasie przeszłym jest rzeczą trudną, wydaje się fikcją lub rzeczą zupełnie niemożliwą, gdyż jeszcze parę dni temu razem pełniliśmy dyżur. Ileż to wspólnych tygodni służby przyszło nam razem pełnić w ciągu ostatnich lat na Kotelnicy Białczańskiej. Każdy tydzień spędzony z Kubą w pracy oznaczał, że nie będzie nudno. Ale jednocześnie Kuba, dzięki swojej nadzwyczajnej obowiązkowości oraz gotowości do wszelkich działań podejmowanych wspólnie, gwarantował pełen profesjonalizm i zaangażowanie.. Zawsze emanowała z Niego wielka radość życia i taka zwykła ludzka dobroć. Ten młodzieńczy zapał i energia były do pozazdroszczenia. Ileż dobrych słów   pod Twoim adresem słyszałem od poszkodowanych narciarzy, których transportowałeś  do naszej dolnej dyżurki, gdy opuszczałeś ją, życząc każdemu(!) szybkiego powrotu do zdrowia. Wielu mówiło: jaka to ujmująca osobowość, taki młody a swoim uśmiechem i humorem tak potrafi zdziałać, że nawet mniej boli. To naprawdę nie były jednostkowe przypadki. Właściwie każdy kontuzjowany, któremu Kuba udzielał pomocy miał podobne odczucia. Kuba leczył uśmiechem. Pamiętam, jak jeszcze zupełnie nie dawno Kuba wybierał się na zawody jako reprezentant TOPR, musiał wcześniej skończyć dyżur i upierał się, że Jego Tata przyjedzie na zastępstwo. Powiedziałem, że tylko wtedy jak Janek będzie chciał, gdyż Seniorów należy oszczędzać. Przyjechał Janek z małżonką, gdyż Zdzisia jeszcze właściwie nie była na Kotelnicy. Mam w pamięci i w oczach Jej odczucia, jaka była uradowana, gdy Kuba posadził Mamę na skuter i pokazał miejsce swojej pracy. Gdy po peregrynacji Kotelnicy czekaliśmy wspólnie pod dyżurką, na Kubę pakującego swój sprzęt, Zdzisia powiedziała do mnie; wiesz tak mało mogę nacieszyć się moim Kubą, gdyż cały czas jest poza domem. W uścisku na pożegnanie rzekłem, poczekaj już niedługo sezon zimowy kończy się i będzie w domu….Dlaczego, Kuba moje słowa nie ziściły się? Mam w pamięci wrześniowe szkolenie z dynemą, gdy Kuba zapakował mnie w trójkąt w środku ściany a wzmiankowana lina przypominała grubą sznurówkę, wtedy odwróciwszy się rzekł: „liczę na to, że wytrzyma”- jego uśmiech potwierdził to.Kuba dziękuję Ci za wszystko. Wybacz, nie byłem w Kościelisku w czwartek-miałem dyżur. „Myśl się łamie w ułomnym kształcie słowa”.

Piotr Jasieński „Szuwar”

Mieszkając poza Zakopanem, nie o wszystkim dowiadujesz się od razu. Pojawia się informacja w mediach – zginął ratownik TOPR. 26 lat. Z Kościeliska. Wyszukiwarka w twojej głowie zaczyna pracować, odrzucasz kolejne nazwiska, pozostaje kilka, jest to straszne uczucie, dzwonisz na centrale, pytasz się czy to prawda. Pada odpowiedź, że niestety tak. Pytasz się kto. Pada imię Kuby... Szok. Tak to możesz tylko określić, nawet o nim nie pomyślałeś, wydawało ci się, że jest młodszy...Nie możesz przestać o tym myśleć, odechciewa ci się wspinać, być w górach, a nawet na nie patrzeć, wiesz że to nie ich wina, ale tego nie rozumiesz, nie potrafisz, zastanawiasz się nad sensem tego wszystkiego. Nie widzisz go, bo to nie ma dla ciebie żadnego sensu. Nie wiem dlaczego tak to mną targnęło, nie znaliśmy się z Kubą tak dobrze. Być może dlatego, że razem z Kubą byłem na kursie I stopnia, być może dlatego, że to z nim szukałem całą zimną lutową nocą jakiegoś zabłąkanego turysty w Dolinie Chochołowskiej, być może dlatego że dosłownie parę dni temu spotkaliśmy się na kursie lawinowym na Hali, być może dlatego, że ciągle pamiętam kilka jego przezabawnych opowieści, choćby z pobytu w wojsku, być może dlatego, że jak każdy w TOPRze przepadam za jego Ojcem nieocenionym kierowcą,  być może dlatego, iż Kuby nie dało się nie lubić...Kiedy zobaczyłem klepsydrę na drzwiach centrali TOPR ze zdjęciem z którego spoglądał uśmiechnięty Kuba, uświadomiłem sobie, że ja go nigdy nie widziałem bez uśmiechu. Po pożegnalnym wpisie Tomka na stronie TOPR, wiem że tak go chyba wszyscy zapamiętali.

Maciek Ciesielski

Ambitny narciarz, jaskiniowiec, nurek. Wielki pasjonat gór. Młody, ale już dobry ratownik, mający wszelkie zadatki na zostanie wytrawnym górskim zawodowcem. Inteligentny, nadzwyczaj pogodny, uczynny, koleżeński, pracowity i bardzo rzetelny. Znakomity Syn świetnego Ojca. To z czym wciąż trudno się pogodzić, najtrafniej chyba ujął Tomek Wojciechowski, pisząc na stronie TOPR: "odszedł najbardziej radosny ratownik". W mojej pamięci takim właśnie pozostanie.

Piotr Konopka

Kuba Stawowy Ratownik Topr

Kubo! Tak krótko cieszyłeś się swoim życiem wspaniałym. Byłeś dla nas zawsze miły, radosny, chętny do pomocy, do pracy. Zostało jeszcze wiele spraw do załatwienia....-nie zdążyliśmy. Jeszcze wiele razy zadamy sobie pytanie dlaczego???....Widocznie tak miało być....Na zawsze pozostaniesz w naszych sercach.

Tomasz Gąsienica Mracielnik – „Father”- z rodziną

Wspinał się na Giewontową grań – nagle runął i pozostał na zawsze na niebieskich polanach. Kiedy umiera człowiek spełniony, w podeszłym wieku, to jest to naturalna kolej losu, kiedy jednak odchodzi nagle na początku drogi dojrzałego życia, to jest to tragedia, szczególnie dla najbliższych i przyjaciół. Tak zdarza się często w przypadku ludzi co kochają góry. Wówczas rodzi się pytanie: dlaczego tak się stało? Dlaczego taka nagła śmierć spotyka ludzi dobrych, kochających, radosnych, uczynnych. Dzisiaj również stawiamy sobie to pytanie, stojąc na trumną śp. Jakuba. Kochał góry i góry go kochały, być może były zazdrosne i chciały go mieć wyłącznie dla siebie. A przecież mógł pędzić spokojne życie za granicą z dala od Tatr a jednak powrócił na podhalańską ziemię, by pójść w ślady ojca, który od ponad 30 lat był ratownikiem tatrzańskim. To po Jaśku, swoim ojcu, odziedziczył to umiłowanie gór a także wiele cech charakteru: spokój i rozwagę, radość życia, pracowitość ale również koleżeńskość i towarzyskość. Tatry przyciągały go od dziecka jak magnes – chodził po jaskiniach i wspinał się. Jednak przede wszystkim chciał służyć ludziom i nieść im pomoc w górach w razie potrzeby, dlatego wstąpił w szeregi Pogotowia Tatrzańskiego. W 2006 roku w schronisku w Dolinie Chochołowskiej, razem z czterema innymi kandydatami złożył przyrzeczenie ratownicze. W następnych latach pełnił dyżury i uczestniczył w kilkudziesięciu akcjach ratunkowych. Był ratownikiem sezonowym, specjalizował się w canyoningu i ratownictwie jaskiniowym. Był lubiany nie tylko w gronie ratowników ale miał również wielu przyjaciół. Nadal szkolił się i podnosił swoje kwalifikacje wspinaczkowe, narciarskie i ratownicze. Właśnie na taką nietrudną wspinaczkową turę wybrał się z kolegą przed dwoma dniami. To był po prostu pech, potknął się w nietrudnym terenie i nagle wszystko się skończyło. Żadne słowa nie są w stanie wyrazić bólu rodziny i przyjaciół po Twojej stracie. Przez te kilka lat służby ratowniczej zżyłeś się z nami i teraz bardzo nam będzie Cię brakowało ale pozostaniesz w naszej pamięci. Kończąc przytoczę fragmenty tekstu utworu zespołu Harlem: Kiedy góral umiera, to góry z żalu sine, pochylają nad nim głowy jak nad swoim synem. Kiedy góral umiera, to nikt nie układa baśni. Tylko w niebie roziskrzonym mała gwiazdka gaśnie. Głowę jeszcze raz uniesie do góry do nieba by pożegnać góry swe, by im coś zaśpiewać. Góry moje wierchy moje otwórzcie swe ramiona, niech na miękkim z mchu posłaniu cichuteńko skonam. Ojcze mój halny wietrze powiej ku północy ciepłą drżącą swoją ręką zamknij zgasłe oczy. Spoczywaj w pokoju w tej podhalańskiej ziemi u stóp Tatr, które ukochałeś i którym oddałeś swe krótkie życie.

Apoloniusz Rajwa

Hej Giewoncie, Giewoncie. Kie umierał będę, jesce poźrem na cie…

I poźrołeś Kubuś..z bliska, źol ino ze tak wcas… Rodeś widział ten wierch jak zoden. Ani się dziwić bo piykniejsego nie nońdzies na świecie. Rodeś go widział- tak mi godali twoi przyjaciele, rówieśnicy co tu w tłumie stojom. Oni to upytali mnie coby cie w ik imieniu pozegnać. „Ujek! Przepowiedzcie co bo nom ze zolu słowa bez garła nie przeńdom…” Tak rzekli twoja koledzy coście razem wyrośli, styrmali się pierwej po jasieniak, pote po turnickach, jeżdziyli na motorak, cieszyli się sobom. Zapatrzony w ojca, wstąpiyłeś do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego coby nieść ludziom pomoc, boś nigdy nikogo bez pomocy nie ostawiył…
Hej polaniarscy chłopcy, mali ale śmieli, idom do Giewontu, choć się śniyzek bieli… 

Posedłeś na samom grań, coby zjechać na linie scyrbinom i poźreć jako oświetlić krziz na beatyfikacje Jana Pawła. I nie fto inny ino on zawołał na cie i rzok „Kubuś niechoj…” Rodzi ku niemu będziemy haw razem świetować… Rusyłeś po wierchu, idzies na niebieskie polany, a coby ci się sło lekcje, niek ci zagrajom koledzy góralskom nute…

Jan Karpiel Bułecka

Kuba był nasym przyjacielem od najmłodszych roków. Razem my se chodziyli do skoły, w hole, na styrmanie, do jaskiń, na motor, na baciarke. Z Kubusiym cas zawsze wesoło płynom. Chłop był jak dąb, mocny ciałem i duchem. Zawsze chyntny do pomocy, wyciongoł rynke do kozdego. Za tom jego uśmiychniyntom gymbusiy i serce ze złota, kochali go syćka, młodzi i starzy. Potrafił zjednać se kozdego, był dusom towarzystwa. Miłość do gór mioł w sercu zapisanom i pielengnowoł jom staranniy. Nigdy siy nie wywyższoł, zawsze godny i honorowy. Wziyno go wcas, za wcas. Nie naciesyli my siy nim dość. Ale bedziyme bocyć i jesce siy ta razem syćka zyjdziyme (...) Gdy wsiadoł na swój ukochany motorek, buzia mus się śmiała od ucha do ucha. Cieszył się terenowymi wyprawami (...) Był bardzo aktywnym człowiekiem. Nie da opisać się jak potrafił pocieszyć drugą osobę (...) Bubuś był dla mnie jak Brat i mimo, że czasem się wadziliśmy, to zawsze, bez względu na porę dnia i nocy, mogłam na niego liczyć (...) Kiedy na planie pracy ustalanym przez Naczelnika widzieliśmy w swoim składzie Kubę Stawowego, od razu wiedzieliśmy, że tydzień, który spędzimy wspólnie, będzie dyżurem niezwykłym, że będzie to tydzień pracy naznaczonej uśmiechem i radością. Z resztą takie reakcje wzbudzał nie tylko u współtowarzyszy ratowników ale u wszystkich. Począwszy od obsługi kolei, karczmy przy wyciągu, a skończywszy na turystach czy narciarzach, którzy widząc go po raz pierwszy urzeczeni byli jego pogodą życia i nie znikającym uśmiechem. Kuba, choć dyżur pełnisz teraz gdzie indziej na naszych dyżurach i w naszych sercach na zawsze pozostanie twoja roześmiana gęba.

Fragment cytatów i wspomnień o Kubie autorstwa licznej grupy przyjaciół.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież