Log in
    

Olga Morawska: Nie obrażam się na góry

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Piotr Morawski był zdobywcą sześciu ośmiotysięczników i jedną z największych nadziei polskiego himalaizmu. Zmarł 8 kwietnia 2009 na Dhaulagiri. "Góry były motorem jego życia" - mówi w drugą rocznicę śmierci wspinacza jego żona, Olga Morawska.
"Od tego czasu zmieniło się praktycznie wszystko. Jestem wdową, a nie jeszcze tak jak dwa lata temu mężatką, której mąż odnosi wspaniałe sukcesy. Wydałam dwie książki o Piotrku. I dwa razy pojechałam w Himalaje. To było zawsze moim wielkim marzeniem, ale inaczej sobie wyobrażałam spełnienie tego marzenia niż wyjazd, żeby zbudować Piotrkowi grób" - powiedziała Olga Morawska.

Piotr Morawski w Himalajach

Piotr Morawski zginął w wieku 32 lat, 8 kwietnia 2009 roku podczas wyjścia na Dhaulagiri. Celem jego wyprawy była wówczas zachodnia ściana Manaslu, a Dhaulagiri miało stanowić jedynie etap aklimatyzacji. Niestety wpadł do 25-metrowej szczeliny i zaklinował się na 20 metrze. Nie udało się go uratować. Zgodnie ze swoją wolą został pochowany w Himalajach - jego ciało opuszczono do szczeliny.

"Nie wiedziałam, jaka była wola Piotrka, bo o takich rzeczach nie rozmawialiśmy. Gdyby powiedział, że w razie śmierci chciałby spocząć w Himalajach powiedziałabym mu, że ma więcej nie jechać. To była moja decyzja. Nie widziałam sensu sprowadzania tu ciała, bo jeśli nie żył niewiele by to zmieniło. Skoro zginął w górach, które tak kochał to chyba tak miało być. I przede wszystkim istniało duże ryzyko, że przy transporcie jego ciała może ktoś zginąć - a tego bym sobie nie mogła darować" - mówi Olga Morawska.

"A pół roku po śmierci Piotrka jego przyjaciel z Polskiego Związku Alpinizmu powiedział, że nie chciał mi tego wcześniej mówić, żeby nie wywierać żadnej presji, ale Piotrek jako wiceprezes PZA napisał do Ministerstwa Sportu pismo, w którym wypowiadał się, że bezsensowne jest sprowadzanie ciał alpinistów i himalaistów do Polski i że PZA jest przeciwko. Ulżyło mi. Gdy się jest z kimś blisko można nie rozmawiać na pewne tematy, ale i tak się wie, co ta osoba by zrobiła" - dodaje Olga Morawska.

Początkowo nic nie wskazywało na to, że Piotr Morawski poświęci swoje życie górom. Był zdolnym, młodym naukowcem. Swoją karierę i drogę życiową wiązał z Politechniką Warszawską, na tej uczelni obronił doktorat i został pracownikiem naukowym. Na drugim roku studiów doktoranckich otrzymał szansę pojechania na Narodową Zimową Wyprawę na K2. Żona sama go do tego wjazdu zachęciła.

"Niestety to byłam ja. Uważam, że w życiu należy spełniać marzenia i jeśli coś nas uszczęśliwia to to robić. Piotrek odmówił pojechania na K2. Jego odmowa brzmiała tak: +Dziękuję za propozycję, ale nie mogę, bo Olga i uczelnia+. I gdy ja się o tym przypadkiem dowiedziałam to wyjaśniłam mu, że taką propozycje otrzymuje się raz w życiu i jeśli faktycznie to kocha to powinien z niej skorzystać. Tylko myślałam naiwnie, że on pojedzie raz, a potem wróci i będzie opowiadał o niej swoim wnukom. Nigdy nie sądziłam, że zostanie himalaistą i nasze życie się zupełnie zmieni" - mówi Olga Morawska.

Podczas tej wyprawy Piotr Morawski wraz z Denisem Urubką dotarli do wysokości 7650 m, co stanowi najwyższy punkt, jaki kiedykolwiek osiągnięto zimą na K2.

"Wydawało mi się, że to tylko przygoda. A Piotrek już chyba wtedy wiedział, że to jest coś większego - nie przygoda, a pasja. Poznał środowisko, himalaistów. Poczuł, że to jest coś, w czym jest dobry i ma szansę odnosić sukcesy"

Piotrek Morawski

Podczas wyprawy zimowej na Sziszapangmę w sezonie 2003/2004 dokonał pierwszego zimowego przejścia południowej ściany. Rok później - 14 stycznia 2005 roku - Piotr Morawski i Simone Moro jako pierwsi himalaiści zdobyli ten szczyt zimą. W tym samym roku Morawski obronił pracę doktorską zatytułowaną: "Wpływ kształtu, wielkości i polarności cząsteczek na równowagi fazowe. Wpływ wysokiego ciśnienia do 1,5 Gpa".

A później przyszły kolejne sukcesy w górach wysokich. W 2006 roku w ramach wyprawy "Tryptyk Himalajski" zdobył dwa ośmiotysięczniki: 24 kwietnia wraz ze Słowakiem Peterem Hamorem Czo Oju, a 9 lipca Broad Peak po samotnym ataku szczytowym. W ramach Tryptyku Himalajskiego zdobył również wraz z Piotrem Pustelnikiem wschodni wierzchołek Annapurny (8010 m n.p.m.). W 2007 roku o 12-godzinnej akcji szczytowej w zespole polsko-słowackim, wraz z Peterem Hámorem i Dodo Kopoldem zdobył szczyt Nanga Parbat.

Realizując projekt "Trawers Gaszerbrumów od I do III", zdobył Gaszerbrum I (25 czerwca 2008) i Gaszerbrum II (6 lipca 2008). Zginął podczas polsko-słowackiej wyprawy, której głównym celem było wejście nową drogą na zachodniej ścianie Manaslu w Nepalu.

"Dopóki ktoś odnosi sukcesy to jest się z tego bardzo dumnym i nikt nie mówi +szaleniec+. Tak było dopóki Piotrek żył. A po jego śmierci pojawiły się komentarze - jak on mógł wyjeżdżać i zostawiać rodzinę. Punkt widzenia się nagle bardzo zmienia i słyszy się zupełnie inne uwagi. Ale ja byłam bardzo dumna z tego, co robił i z tego, że moi synowie mają świetnego tatę, dzięki któremu poznają ciekawych ludzi. Po śmierci Piotrka zaczęłam przeglądać jego notatki i znalazłam tam dedykację dla mnie i dla naszych synów. To było jak pomachanie z zaświatów, bo bardzo chciałam, żeby nas doceniał za to, że czekamy i że jesteśmy tacy dzielni. Na pytanie, co jest najważniejsze w życiu Piotrek pewnie zawsze odpowiadałby, że rodzina. Ale motorem jego życia na pewno były góry" - mówi Olga Morawska.

Piotr osierocił dwóch synów Ignacego i Gustawa. "Góry nie są tematem tabu w moim domu, ponieważ ja bardzo lubię góry. Zawsze były dla mnie ważne. Odpoczywam tam i nabieram spokoju. Widać jego historia na tym świecie miała trwać 32 lata. Nie ma w tym niczyjej winy. Na góry się nie obraziłam. Nasz starszy syn Ignacy jeździ już na nartach. Nie zachęcam moich dzieci do wspinania, ale nie zamierzam im zabrać jakiegoś kawałka świata, jakim są góry. Góry są obecne, rozmawiamy o nich tak, jak i o Piotrku".

Olga Morawska zorganizowała w 2010 roku pierwszy Memoriał im. Piotra Morawskiego - "Miej odwagę", którego celem jest jest wsparcie najbardziej interesujących projektów poznawczych, wspinaczkowych, narciarskich lub podróżniczych. "Mam nadzieję, że dzięki nagrodzie, jaka tam jest fundowana, czyli możliwości realizacji jakiegoś wielkiego marzenia wyjazdowego czy podróży dla młodych ludzi ocalę go od zapomnienia".

"Młodzi wspinacze mogliby się od niego nauczyć tego, żeby się nie poddawać. Piotrek był osobą bardzo pokorną wobec własnych porażek. Wyciągał wnioski, analizował, co było nie tak i próbował jeszcze raz. I przede wszystkim bardzo lubił się wspinać. Jemu nawet nie chodziło o to, żeby wejść na wierzchołek tylko, żeby być w tych górach i się wspinać. Atrakcją było dla niego wytyczanie nowych dróg, czyli robienie czegoś po raz pierwszy. To go bardzo pociągało - dużo czytał o wyprawach z początków XX wieku, bo ci ludzie robili coś jako pierwsi. I to go także pociągało we wspinaniu zimowym" - mówi Olga Morawska.

"Był najważniejszą osobą w moim życiu i człowiekiem bez którego sobie nie wyobrażałam życia. A dwa lata temu nagle odszedł. Początkowo myślałam, że sobie nie poradzę i że życie bez osoby, którą się kocha najbardziej nie ma sensu. Ale życie jest zaskakujące i okazuje się, że wydeptujemy nowe ścieżki. Bo trzeba żyć mimo wszystko i pomimo wielkiej straty, jaką jest śmierć najbliższej osoby" - dodaje.

Rozmawiała: Jagoda Mytych (PAP Life)

Źródło: PAP

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież