Log in
    

Refleksje przy zbieraniu śmieci, czyli śmieciologia stosowana

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Ponieważ mój tekst o śmieciach w najnowszych "Tatrach" się nie ukazał, więc część III, równie ważna jak dwie pierwsze.

 

 

Śmierdząca sprawa

Do grupy nie-śmieci zaliczyć należy także odchody. W pojęciu większości defekacja na łonie natury jest nawet czymś właściwym, powstaje prosty ciąg skojarzeń - kał - gnojówka - nawożenie i wszystko pięknie rośnie. Kupa jest organiczna, więc łono natury jest dla niej miejscem jak najbardziej właściwym.

Zapominamy, że w naszych mieszkaniach, przechodząc z pokoju do kuchni, nie uskuteczniamy slalomu wśród kup, na kupy jest ubikacja, od kup odgradzamy się, spuszczając wodę, pilnując, żeby drzwi toalety były zamknięte. W przyrodzie zaś kupa nam nie przeszkadza - usadzamy ją w kosówce tuż przy szlaku, albo nawet na szlaku (taki ekstremalny przypadek zaobserwowała moja koleżanka – pan robił kupę na środku szlaku na Kościelec), za kamieniem tuż przy szlaku, za drzewem tuż przy szlaku i obok przenośnej toalety ustawionej tuż przy szlaku, bo w samej toalecie przecież śmierdzi. Wspinacze mają swego rodzaju rytuał - przed założeniem uprzęży i związaniem się liną robią ostatnią kupę, zwaną często kupką-nerwówką. I w przypadku defekacji zarzut zanieczyszczania środowiska odpierany jest koronnym argumentem - rozłoży się. A właśnie, że niekoniecznie.

Kał rozkładają bakterie glebowe, lecz środowisko gleb górskich, ze względu na trudne warunki (niskie temperatury, krótki okres wegetacji), nie zawiera ich dużo. W górskiej glebie mało jest cząsteczek humusu (próchnicy), a więc nie ma środowiska glebowego przyczyniającego się do rozkładu tego, co nań spadnie, często w przewadze są kamienie (jak np. pod ścianą - ulubionym miejscem defekacji wspinacza polskiego). Sprawa nawożenia też nie jest oczywista – nawóz, czyli gnojówka, to odchody stworzeń roślinożernych, a człowiek, jak wiadomo, do takich nie należy.

Ponieważ jesteśmy ludźmi cywilizowanymi, naszym kupom towarzyszy prawie zawsze papier toaletowy lub chusteczki higieniczne (czasy gazetki zdecydowanie minęły). I znowu pada koronny argument - przecież to celuloza, się rozłoży (dotyczy to także podpasek, choć te rozkładają się nieprawdopodobnie długo ze względu na swoją złożoność). Owszem, rozłoży się zapewne prędzej niż butelka (butelki, zarówno plastikowe, jak i szklane, rozkładają się setki lat, trzeba więc przyjąć, że nie rozkładają się w ogóle), ale może jej to zająć nawet pięć lat. Tak więc, jeśli zajrzymy np. za szpaler kosówki rosnącej wzdłuż popularnego tatrzańskiego szlaku, zobaczymy rząd kup znaczących, niby orle gniazda na Jurze, drogę turystów ku wyniosłym szczytom. Trzeba też pamiętać, że przy szlakach rosną jagody czy maliny, które turysta lubi po drodze skubnąć. A wraz z owocem leśnym może skubnąć również tasiemca czy innego pasożyta. Właśnie z powodu nieznającej granic ni kordonów defekacji.

Co więc robić? Najlepiej nie robić. Zrobić przed lub donieść do schroniska. A jeśli się nie da? Dobre rady na ten temat można wyczytać w książce „Jak się załatwiać, żeby nie załatwić lasu”. W amerykańskiej książce „Góry – wolność i przygoda” tej delikatnej kwestii poświęcony jest cały rozdział. Podano kilka takich metod, że boki zrywać, i trzeba być stachanowcem ekologii, fanatykiem ochrony przyrody, nie mieć zmysłu powonienia, by być w stanie je zastosować. No właśnie, instrukcje, co robić z odchodami, śmieszą, lecz to, co robią nasze odchody z przyrodą, wcale śmieszne nie jest. Najprościej jest zastosować „technikę buta” - zrobić butem dołek, odgarnąć darń, zrobić, wrzucić papier (jeśli do foliowego worka nie jest się w stanie) i butem zakopać.

Śmiecie, które są śmieciami

Druga grupa czyli śmiecie-śmiecie to przedmioty uznane za takie, które piękna przyrody swą obecnością kalać nie powinny. Należą do nich butelki (szklane i plastikowe), jednorazowe kubki, puszki po piwie i konserwach, reklamówki i papierki, tzw. sreberka. Co więc robi turysta, aby nie psuć harmonii górskiego krajobrazu? Sreberka doskonale można schować pod kamieniem lub płytko zakopać, reklamówkę puścić z wiatrem, niech poleci gdzieś dalej, butelki i puszki doskonale kryje kosówka - trzeba się tylko dobrze zamachnąć, żeby wpadły głębiej, i po sprawie.

No dobrze, może ktoś powiedzieć, to śmiecenie odbywa się tylko w wąskim pasie przy szlakach, i to przy tych najbardziej uczęszczanych. To prawda - im mniej popularny szlak, tym czyściej. Ale nie do końca. Pewnego dnia wybrałam się lasami z Hali Gąsienicowej na Kopieniec - droga powrotna była inna niż dojściowa. Oczywiste jest, że nie poruszałam się po szlakach. Na swoją obronę mogę powiedzieć, że pod koniec wycieczki niosłam już dwa pięciolitrowe worki śmieci. Skąd się tam wzięły? Dlaczego nikt ich nie sprzątnął? Nie były to odpadki pozostawione przez drwali, były to butelki po napojach, puszki i podpaski. A dlaczego jeden z szałasów na Polanie Waksmundzkiej w czerwcu był zwykłym śmietnikiem? A dlaczego w malinach na Hali Gąsienicowej znalazłam stare ramy okienne, resztki polowych łóżek i kawałki słupa wysokiego napięcia z drutem i płaty blachy? Ile lat to wszystko tam leżało?

Schronisko jako broń obosieczna

Choć trudno w to uwierzyć, nikt w Tatrzańskim Parku Narodowym nie prowadził dotąd kompleksowych badań nad wpływem schronisk tatrzańskich na ekosystem. Powstały poświęcone temu problemowi prace magisterskie, lecz Park ich egzemplarzami nie dysponuje. Zdarzały się też pojedyncze artykuły, jak tekst doktora Tomasza Zwijacza-Kozicy, który ukazał się w kwartalniku „Parki Narodowe” (nr 1/1999) pt. „Pięć Stawów od zaplecza, czyli schroniska tatrzańskie a przyroda”.

Dyrektor TPN Paweł Skawiński w wywiadzie dla miesięcznika „Góry” przytacza opinię, że schroniska owszem, zanieczyszczają, ale jednocześnie „kanalizują” śmiecie. Jest w tym coś z prawdy, jednak jako zbieracz śmieci odniosłam wrażenie, że śmiecie, które zbieram, w większości pochodzą właśnie ze schroniska. Tak zwany prawdziwy turysta, który wybiera się przez Halę np. do Pięciu Stawów, ma już wałówkę, rzadko zatrzymuje się w schronisku, a jeżeli już, to je coś i pije na miejscu, po czym rusza dalej. Gros osób zapełniających szlaki tatrzańskie to ludzie, których celem jest „tylko schronisko z całą gamą usług” (T. Zwijacz-Kozica) i ewentualnie najbliższy staw. To oni właśnie kupują soki w kartonach, wodę w butelkach czy piwo w puszce i to oni, po wesołej konsumpcji na łonie natury, opakowania te rzucają, gdzie popadnie. Tacy „turyści” w lecie chodzą często bez plecaków, niosą więc butelki w ręku, a to przecież takie niewygodne... 
Student geografii UW Michał Brennek na potrzeby pracy magisterskiej liczył miejsca wyrzucania śmieci i defekacji w pobliżu schronisk tatrzańskich w Polsce i na Słowacji. Autor badań podkreśla, że są to dane szacunkowe, jednak warto je przytoczyć, bo są bardzo wymowne. Badania prowadzone były w sezonie i po, przy szlakach w pobliżu schronisk. I tak Chochołowska - 100 miejsc (defekacja i śmiecie), Ornak - 72, Kalatówki - 100, Murowaniec - ponad 100, Morskie Oko - 100, droga do Morskiego Oka (mimo toalet koło Wodogrzmotów) - 200. Dla porównania, wielkości dla schronisk na Słowacji (co prawda przy znacznie mniejszej liczbie miejsc noclegowych i mniejszym ruchu turystycznym) to od 2 do 21 po sezonie do maksimum 40 w sezonie.

Utopia większa

Co więc robić, żeby było czysto? Co robić, żeby ludzie przestali śmiecić? Nie wiem. Wiem tylko, że pospolite ruszenie pod hasłem „Sprzątanie świata” to działanie tyleż efektowne, co doraźne. Sugestywne spoty w telewizji z wanną śmieci tyleż efektowne, co krótkodystansowe. Wydaje się, że śmiecenie jest głęboko zakorzenione w polskiej mentalności, a chorobą, którą można nazwać „tolerancja dla śmieci”, zdają się dotknięci zarówno szarzy obywatele, jak i osoby, których obowiązkiem jest dbanie o czystość.

Pierwszą rzeczą, którą wymienia każdy, komu zadaję pytanie o sposoby zapobiegania śmieceniu, jest edukacja. Tak, na pewno, jednak aby przebudować świadomość ekologiczną Polaków, trzeba żmudnej pracy nad paroma pokoleniami. To działanie długofalowe, na którego skutki trzeba długo czekać.

Najprostszym sposobem na to, aby w Tatrach było czysto, jest oczywiście ograniczenie ruchu turystycznego, to jednak raczej nie nastąpi, bo nikt dotąd nie wymyślił, jak to należy zrobić. Poza tym za biznesem „turystycznym” stoją zbyt duże pieniądze.

Za T. Zwijaczem-Kozicą (patrz ww. wymieniony artykuł) można by się też „zastanowić nad przyszłą funkcją schronisk górskich w Parku Narodowym, zwłaszcza że żadne z nich nie jest odległe od cywilizacji o więcej niż trzy godziny”. Można, ale takie rozważania nie przejdą w czyny, ponieważ i w tym przypadku gra idzie o zbyt duże stawki, a schroniska tatrzańskie to bardzo, bardzo dochodowy interes.
To tyle, jeśli chodzi o utopię.

...i utopia mniejsza

Co więc można zrobić teraz, zaraz?
Należy odpowiednio motywować ludzi do tego, żeby nie śmiecili, stosując chytre psychologiczne sztuczki. Naklejki „Zabierz śmiecie swe ze sobą one stęsknią się za tobą” wywołują śmiech, bo są po prostu infantylne. Trzeba chyba zacząć inaczej, odwołać się do psychiki, a nie do poczucia humoru: np. „Prawdziwi ludzie gór znoszą swoje śmiecie” (pij mleko, będziesz wielki).

Ten pomysł budzi wśród moich znajomych najwięcej kontrowersji - wysokie mandaty za rzucenie choćby jednego śmiecia. Mandaty niewyobrażalne i oburzająco wysokie (300, 500 złotych?), które wzbudzą trwogę i sprawią, że każdy zastanowi się pięć razy, nim rzuci cokolwiek na ziemię. Mandaty nagłośnione tak, że każdy, kto przekracza bramkę Parku, dokładnie wie, jakiej są wysokości i że mogą zostać wyegzekwowane. Miłośnicy wolności powiedzą: „Toż to terror!”. Może i terror, ale może poskutkuje?

Ściąganie tych kwot to zupełnie inna sprawa. Już słyszę głosy, że kto ma to robić, nie ma tylu ludzi itp. Pewnie nie ma, ale parę spektakularnie i z przytupem wypisanych kar być może podziała odstraszająco.

A co może zrobić w kwestii czystości Tatr tzw. „szary obywatel”? Nie śmiecić. Tylko tyle. A na każdą wycieczkę zabierać reklamówkę i zbierać śmieci zostawione przez tych, którzy śmiecą. I zwracać uwagę (bo jako obywatel ma do tego prawo), i nie przymykać oczu, i piętnować. Nie odpuszczać ani na chwilę. Bo być może tylko to uratuje nas przed utonięciem w śmieciach.

Beata Słama

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież