Log in
    

Kurcze Felek, ale stromo

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

W klapkach i sandałach wyposażeni w reklamówki turyści szturmują tatrzańskie szlaki, a później narzekają, że stromo, że słońce parzy, a w schronisku tłumy i do piwa długa kolejka.

alt
Fot. Paweł Pełka

W czasie minionych wakacji Tatry przeżywały prawdziwe oblężenie. Rekord padł w jeden z sierpniowych weekendów, gdy na szlaku nad Morskie Oko sprzedano niemal 13 tys. biletów. Tego dnia na wszystkie tatrzańskie trasy wybrało się 40 tys. osób. Aby ominąć te tłumy, na górskie szlaki trzeba wyruszyć tuż po brzasku, o 6 rano. Wtedy doliny pokonamy w ciszy i spokoju, jednak powrót z grani i szczytów będzie nam już mijać na obserwacji i rozmowach z turystami, którzy często pierwszy raz w życiu zetknęli się z górskim szlakiem.
- Nie wie pan, gdzie to Krzyżne? - takie pytania można usłyszeć na szlaku na Zawrat z Doliny Pięciu Stawów. Mimo wyraźnych oznaczeń, tabliczek turyści mylą trasy, kompletnie nie znają górskiej topografii. Rysy, Świnica czy Krywań to dla nich nierozpoznawalna, górska mieszanka. A wystarczyłoby kupić w Zakopanem za kilka złotych mapę, może jakiś niewiele droższy przewodnik i czytać wyraźne napisy na tabliczkach.
- To czarny szlak, ten kolor jest najtrudniejszy, tam nie idziemy - słychać przy rozdrożu tras w Dolinie Pięciu Stawów, skąd czarnym szlakiem można wejść na Kozi Wierch. Nic bardziej mylnego, kolory tatrzańskich szlaków zupełnie nie świadczą o ich trudności, akurat czarna trasa na Kozi Wierch należy do najłatwiejszych w okolicach Orlej Perci. O stroju i wyposażeniu turystów w Tatrach napisano już wiele artykułów. Niestety, wciąż kilka procent z nich wybiera się na skaliste trasy w klapkach, japonkach czy sandałach, a tylko solidny but powyżej kostek chroni przed skręceniem kostki. - Kurcze Felek, ale tu stromo - Edward z Katowic pierwszy raz w życiu wyruszył na tatrzańska ścieżkę. Chciał być oryginalny - zamiast Morskiego Oka wybrał Dolinę Roztoki i Pięć Stawów.W rękach przeszkadzająca we wszystkim reklamówka. - Co pan się czepia, że mam sandały na nogach? Jak się piwa napiję w schronisku, to dopiero będę po tych skałkach popylać - mówi, gdy pytamy o niezbyt odpowiedni strój do górskich wypraw. W schronisku pan Edward też przeżyje szok, nie ze względu na stromiznę, ale kolejkę do życiodajnego, złocistego trunku. Na asfaltowej Drodze do Morskiego Oka spotykamy już kompletną turystyczną amerykankę. - Jezu, za dużo tego piwa wypiłem, nie wiem, gdzie idę - narzeka młody jegomość z puszką piwa w ręku, który za bardzo nie wie chyba, gdzie właśnie się znalazł. - Nie martw się, dasz radę, to jeszcze 15 minut - podtrzymują go na duchu towarzysze, zapominają tylko dodać, że do przejścia jeszcze niemal 10 kilometrów...

więcej czytaj na stronach tygodnika podhalańskiego

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież