Log in
    

Rzecz o asekuracji

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

asekuracja

„Asekuracja to podstawa bezpiecznego wspinania. Jest to system, który za pomocą liny służy do zatrzymania potencjalnego upadku. Skuteczna asekuracja wymaga praktyki i zrozumienia leżących u jej podstaw praw”.

Góry – wolność i przygoda


„Ziemia i niebo przeminą, a słowa moje nie przeminą”. Słowa, słowa, słowa, bo „słowa nie tylko nazywają osoby, rzeczy, czynności, ale także uzewnętrzniają nasz stosunek emocjonalny”. I tak to już jest, że słowa potrafią być bardzo pokrętne. W naszym wspaniałym języku bardzo często stosujemy znaczenia przenośne. Nierzadko, nawet nie zdając sobie sprawy z tego faktu. A to mówimy o „gorących sercach, lodowatym spojrzeniu i wężu w kieszeni” kolegi, który używa wciąż tej samej liny, chociaż wyraźnie można policzyć sploty rdzenia w owym sznurku. Weźmy chociażby pod uwagę frazę „asekuracja z buta”. W mądrej książce „Góry – wolność i przygoda” występuje coś takiego jak „asekuracja poprzez but”. Nie mniej lub więcej, odbywa się to przy użyciu buta, i śruby lodowej – opcjonalnie, wbitego haka. Na płaskich lub łagodnie nachylonych stokach, po osadzeniu śruby lub haka, oplatamy liną buta wg następującej instrukcji: „przełóż blokujący koniec liny ponad śródstopiem i wokół kostki do ręki blokującej”.

 

asekuracja przez buta

Źródło: Góry - wolność i przygoda

 

Proste, prawda? Niby tak, ale przecież asekurować się z buta można też w inny sposób. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Po meczu piłkarskim spotykają się dwie przeciwne grupy kibiców, pałające do siebie miłością aż do śmierci. Jedna grupa ma sześciu i jeszcze dziesięciu aktywnych członków, a druga zaledwie pięciu. Co robi ta druga? Rzecz jasna, asekuruje się pośpiesznie z buta za winkiel, gdzie oczekuje na nich trzydziestu kolegów z maczetami, radośnie obwieszczając twój szczęśliwy numerek. Prawda, że to nie jest wcale takie proste? No bo jak pojąć dosłowność przekazu, gdy mamy do czynienia z taką pokrętną wieloznacznością?

 

 

„Do skutecznej asekuracji potrzebne są trzy elementy: wprawny asekurujący, stanowisko, które może utrzymać siłę odpadnięcia oraz metoda zatrzymania obciążonej liny”.

 

 

Wprawny asekurujący to „czynnik” bezpiecznego wspinania chyba najważniejszy. Bo ważne jest, by reagował on na komendy asekurowanego szybko i sprawnie. Ale jak uczy nas życie, czasami asekurujący jest tym najsłabszym ogniwem – bo pali papierosa, rozgląda się za dzierlatkami, lub – o zgrozo! – oburęcznie zabija komary w dolinie Brzoskwinki. Wprawny asekurujący może być również wprawny w niewybrednych komentarzach, a niewprawny w samej wspinaczce, chociaż pozornie może sprawiać wrażenie akuratnego. Zwróćmy chociażby uwagę na te znamienne zdania, nacechowane żartem: „Za trudno, pierd… nie idę”, „ściana jest mokra, lina za ciężka”, albo, „zostawiłem w domu ziemniaki na gazie, muszę lecieć, na razie, poza tym, wspinać to się można na Brytanie”. Trudno polemizować z tak wyraźnie przyjętym stanowiskiem.

 

A zbudować stanowisko, wbrew pozorom, nie jest łatwo. Do tego potrzeba wielu sił, wiedzy i umiejętności, a nade wszystko, rozsądku, by umiejętnie wspiąć się ponad ignorancję. Niestety, większość wspinaczy to zwyczajni ignoranci, gdyż ignorują fundamentalne prawdy, że: co pływa, kiedyś utonie, a co się wspina, musi wreszcie upaść. Szczęśliwie, dla zachowania równowagi w przyrodzie, jest grupa kanapowych wspinaczy, która serią piwnych prze-chwytów, zdeprecjonuje błotem tych, co „czekany wbijają w skałę”, i tych co za cudze pieniądze, bezczelnie, ulegają wypadkom w górach. Po co się pchał, desperat, w te góry? No właśnie, po co, przecież o wiele prościej jest hodować brzuch, niż być pokarmem dla much. I słusznie, bo „dobry gospodarz trzyma konia pod dachem”.


W świetle tych wszystkich mętnych słów, należy zatem uznać zasadność innego twierdzenia: metoda zatrzymania obciążonej liny to podstawa bezpiecznego wspinania. Aby jednak do tego doszło, nie rzadko, konieczna jest właściwa komunikacja. Musi ona, w sposób jasny, uzewnętrzniać nasz stosunek emocjonalny i nagłą potrzebę. Zatem, słowa „ku… blok”, to właśnie taka klarowna potrzeba, niosąca przekaz „o rany, wybierz cały luz i trzymaj mnie”. Po to wymyślono komendy, by za pomocą jednego słowa przekazać szereg zdań.  Poprzedzanie komend różnej maści wyjaśnieniami utrudnia zrozumienie, i co ważne, nie spełnia swojej roli. Komend używa się pojedynczo, (wyjątek stanowi słowo kur.. ktore podczas lotu przestaje być słowem jako takim, a staje się, głównie, podkreślnikiem,  zabarwieniem dramatycznej sytuacji). Komendy są tak dobrane, że stanowią wyraźny system komiunikowania (przynajmniej taka jest idea). Niestety, nawet komendy nie są wstanie ustrzec nas przed dwuznacznością!

 

W mądrej książce „Góry – wolność i przygoda”, w rubryce z komendami pojawia się taka mała, subtelna adnotacja, otwierająca możliwości nadinterpretacji. Otóż: „początkujący powinni używać bloku oszczędnie, aby nie uzależniać się od liny”. No właśnie. Nie można uzależnić się od bloku, bo zwyczajnie psycha siada. Lepiej „jeb...ć,  jeb…ć, nic się nie bać”.

 

No, chyba, że wprawny asekurujący, obdarzony ułańską fantazją nad-interpretuje…

 

dajblok

 

Rys. Witold Sas-Nowosielski

 

Autor tekstu: Piotr Picheta

 

*źródło miniaturki: http://www.mocadrenaliny.com/

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież