Log in
    

Błędy wspinaczkowe

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Sezon skałkowy już w pełni, więc podsyłam nieco odświeżony tekst o błędach wspinaczkowych. Pamiętajcie, że im mniej takich błędów popełnicie, tym większa szansa na wieloletnie cieszenie się tym wspaniałym sportem :-)

"Wzorcowa" postawa asekurującego, podczas przewiązywania partnera. Fot. Damian Granowski

Gdybyśmy chcieli wymienić wszystkie błędy wspinaczkowe jakie można popełnić, to by się tego trochę uzbierało... tak na kilka grubych tomów ;) Poniżej przedstawiam chyba 10 najczęstszych błędów, które prowadzą do wypadków we wspinaczce. Każdy z tych błędów potencjalnie może się zakończyć nagłym końcem kariery wspinaczkowej.

Do kompletu polecam również przeczytanie: "Tysiąc pincet sposobów na zabicie się podczas wspinaczki...".

Siedzący asekurant. Czy to jest na pewno dobra pozycja do wyłapywania lotów? Fot. dg

Brak węzła na końcu liny!

Jest to chyba najczęstszy, najbardziej pospolity powód wypadków we wspinaczce. Węzeł na końcu liny zapobiega „wyjechaniu” z liny podczas zjazdów, lub opuszczania podczas wspinaczki na wędkę. Jeśli lina wyjedzie z przyrządu asekuracyjnego, to nie mamy szans jej utrzymać... W najlepszym wypadku skończy się na chwili strachu, w najgorszym sosnowym piórnikiem.

Zjeżdżając, lub będąc opuszczanym na wędkę pamiętajmy zawsze o zawiązaniu węzła na końcu liny. Nieważne że mamy np. 15 metrów zapasu. Liczy się wypracowanie nawyku.

Niedziela pod Wysoką w Będkowskiej. Mogłoby wyglądać nieco inaczej, gdyby był węzeł na końcu liny. Fot. arch. Tomasz Stanek

 

Zakładanie wędki ze szczytu skały

Kolejny częsty powód odejścia do krainy wiecznego wspinu. Wypadki podczas zakładania wędki, spowodowane są głównie nieostrożnością, brakiem wyobraźni przy dojściu do stanowiska. Większość stanowisk jest założonych w „prostym” terenie. Czasem wystarczy przejść te dwa metry na żywca po półeczce i można przyautować się do stanowiska. Ta pozorna łatwość dojścia jest najgorsza. Skała ponad stanowiskami jest często krucha, zarośnięta i wystarczy jedno poślizgnięcie i spadamy na dół.

Dlatego zawsze jeśli czujemy, że istnieje zagrożenie spadnięcia na dół asekurujmy się stanowiskiem linowym z dobrego punktu (czasem trzeba zjeżdżać, czasem wystarczy poręczówka).

Kramnica. Gość zjeżdża na 50 metrowej linie ze szczytu Kramnicy i zakłada wędkę z dwóch spitów (z różnych dróg) w połowie. Najsmutniejsze jest w tym to, że to był mój pierwszy samodzielny zjazd (8 lat temu ) :-). Patrząc z dzisiejszej perspektywy, lepiej wydać kilka stówek na kurs ;). Fot. arch. Damian Granowski

Wspinanie się na żywca w „łatwym terenie”

Duża część wypadków zdarza się właśnie w takim „łatwym terenie” który przechodzimy na żywca, bo tam „ się nie odpada”.

Jeśli wspinasz się na żywca to twój wybór. Powinieneś wiedzieć, że czasem nawet nie nasz błąd może być przyczyną wypadku... Słyszałem historię instruktora, który prowadził kurs na Żabim Koniu w Kobylanach. Mieli wielowyciągówki, on oczywiście poruszał się obok nich na żywca. W pewnym momencie zwój liny przeleciał bardzo blisko niego. Zrzucający linę, nie przejmował się co jego lina może wyrządzić wspinaczom na dole.

Niedoświadczony, albo co gorsza nieodpowiedzialny asekurant

Poniżej sytuacja z życia wzięta:

Popołudnie na Zakrzówku, jacyś goście wspinają się na rysce na problemówce na wędkę. W pewnym momencie asekurant zdaje sobie sprawę, że na odwrót wpiął przyrząd asekuracyjny. Pada nieśmiertelne pytanie ;)
- dobrze stoisz? - jednocześnie wypinając przyrząd z karabinka i odwracając.
- W miarę. A co?
- a nic...

Zadajmy sobie pytanie czy osoba której mamy zawierzyć życie, jest na tyle odpowiedzialna? Często też (zwłaszcza początkujący) nie jesteśmy wstanie określić czy nasz asekurant ma wystarczające doświadczenie w tej materii.

Poniższy, przejaskrawiony filmik może nieco dodać w tym temacie ;).

Źle zawiązany węzeł:

W najlepszym przypadku źle zawiązany węzeł, będzie trochę słabszy. W najgorszym może się rozwiązać, a my polecimy na spotkanie z Matką Ziemią. Dobrym przykładem jest świetna amerykańska wspinaczka Lynn Hill, która podczas wspinaczki skałkowej w Buoux w Francji. Nie zawiązała ósemki do uprzęży. Gdy doszła do topu, obciążyła linę i wyleciała. Uratowała się prawdopodobnie dzięki temu, że udało jej się wyprostować w czasie lotu, oraz wpadnięciu najpierw na drzewo. Skończyło się na złamaniu miednicy

Zawsze dokładnie sprawdzaj węzeł, zarówno swój jak i partnera, którego asekurujesz.

Większość osób podczas wspinania wiąże się ósemką, są jednak osoby, które lubią się wspinać na skrajnym tatrzańskim. Oba węzły mają swoje plusy i zalety. Jednak bardziej "idioto odporna" jest ósemka. Ma mniejszy margines błędu, w przeciwieństwie do skrajnego.

W przeciągu ostatniego roku miały miejsce 2 znane mi wypadki, których być może udałoby się uniknąć gdyby wspinacze wiązali się ósemką. Lecz to tylko gdybybanie... Poniżej porównanie obu węzłów i ewentualne +/-.

 

Ósemka

- Znana każdemu w skałach (więc inni bez problemu ocenią czy mamy ją dobrze zawiązaną)

- Najbardziej bezpieczna, nawet jak zawiążemy ją nie do końca, to jest szansa, że węzeł i tak zaciągnie się podczas lotu

- po locie ciężka do rozwiązania

Ósemka. Żródło: www.guidedolomiti.com

Skrajny Tatrzański

- nie każdy zna ten węzeł, dlatego inni mogą nie orientować się, czy węzeł jest OK.

- po locie łatwy do rozwiązania

- Niestety w trakcie wspinania również może być łatwy do rozwiązania, dlatego ZAWSZE skrajnego zabezpieczamy ! Idealnie byłoby wiązać się skrajnym podwójnym, ale wielu osobom się nie chce, dlatego polecam zderzakowy podwójny.

Podsumowując skrajny jest wygodnym węzłem. Szybko się go wiąże, jest łatwy do rozwiązanie. Niestety ma też więcej potencjalnych niebezpieczeństw. Wybór czy go stosować należy do Ciebie. Osobiście na wielowyciągówkach wiążę się zawsze ósemką (mam komfort psychiczny, że węzeł się raczej nie rozwiąże, np. podczas przeciskania się przez komin). W skałach często wspinam się na skrajnym z zabezpieczeniem.

Skrajny Tatrzański z zabezpieczeniem (polecam jednak zabezpieczać podwójnym zderzakowym). Fot. pages.swcp.com

Rutyna

Jedna z rzeczy która może nas zgubić. Wraz z latami doświadczeń w operacjach sprzętowych nabieramy biegłości w posługiwaniu się sprzętem. Co nie zawsze jest dobre, czasem zdarza się, że o czymś zapomnimy, lub źle to zrobimy, czyli np.:

a) niezapięcie, niedopięcie uprzęży. Może spowodować, że wylecimy z uprzęży, przy obciążeniu liny,
b) źle zawiązany węzeł (patrz wyżej),
c) węzeł na linie ( bo zapomnieliśmy o klarowaniu liny),
d) niezakręcenie karabinków (spada wytrzymałość karabinka, nawet o 60%, możliwość wypięcia),
e) i wiele innych...

Dlatego zawsze pamiętajmy o tym że rutyna zabija. Zawsze sprawdźmy wszystko dwa razy, zanim wbijemy się w skałę. Te kilkanaście sekund może nam uratować życie.

Brak doświadczenia, wyobraźni, brawura, porywanie się na za trudne drogi

Tu chyba nie trzeba dużo tłumaczyć. Wspinanie jest sportem który wymaga odpowiedniego przeszkolenia, zdawania sobie sprawy z występujących zagrożeń (których jest nie mało). Brak wyobraźni, brawura prędzej czy później doprowadzą nas do wypadku.

Wspinajcie się rozważnie, zdobywajcie stopniowo doświadczenie, wspinajcie się z lepszymi od siebie, dokształcajcie się na kursach.

Pamiętaj. Nie łap się ekspresów ;)

Brak Kasku

Brak kasku w kruchym terenie to duże ryzyko... Z jednej strony kask nie fajnie się nosi, z drugiej niewygoda zostaje wynagrodzona gdy spadnie nam na łeb kamień (gdy mamy oczywiście kask). A spadające kamienie ze skały to codzienność w górahc. Chociaż spadające kamienie to nie jedyne ryzyko (podczas odpadnięcia możemy uderzyć głową w skałę).

Zawsze rozważcie czy warto w skałach ubrać kask. Niektóre skałki są bardziej lite, niektóre mniej. Zawszej istnieje jednak ryzyko oberwania się nawet małego kamienia.

Podczas wspinania na własnej, drytoolingu kask jest bardzo zalecany. (wyobraźcie sobie co może zrobić czekan króry spadnie ci na głowę ;)

Zawsze lepiej być kamieniodawcą niż kamieniobiorcą, dlatego wstawaj wcześniej, aby być pierwszym zespołem w ścianie ;).

Elaborat Makara na temat kasków wspinaczkowych.

Uszkodzony sprzęt

Uszkodzenia sprzętu są tematem na dłuższy artykuł, dlatego tu tylko wymienię parę przykładowych:
a) Przetarcie, lub przecięcie liny, taśmy. (liny, taśmy mogą się uszkodzić na ostrych skalnych krawędziach. Nigdy nie chodzimy po linie w rakach!). Dlatego należy im co jakiś czas robić okresowy przegląd.
b) potencjalne uszkodzone karabinki, przyrządy asekuracyjne (karabinek duraluminiowy który spadł z dużej wysokości, może mieć mikro pęknięcia, które go osłabiają, dlatego zaleca się takie karabinki przeznaczyć np. Do wieszania sprzeju, itp.). Nie sprzedajemy ich na allegro! ;)
c) wspinanie się do starych haków. Warto je dobijać młotkiem (haki lubią się "luzować"). Niestety zazwyczaj nie jesteśmy wstanie ocenić, czy hak jest dobry. W tatrzańskich ściana tkwi zapewne setki kilogramów złomu.

Oczywiście używaj tylko atestowanego sprzętu!

Nie wypinanie ostatniego ekspresu z liny przy opuszczaniu

Dość często widoczny błąd w skałkach. Gdy jesteśmy opuszczani, to często mamy wpięty do uprzęży ekspres, który jest wpięty do liny. Ma on na celu zjazd w linii drogi, w przypadku gdy droga ma przewieszony/diagonalny przebieg. Przy tym patencie musimy pamiętać, aby zanim wypniemy ostatni ekspres to najpierw wypinamy ekspres z łącznika w uprzęży. Jeśli będzie wahadło to tylko my je wykonamy i nie porwiemy asekuranta. Ku przestrodze, zamieszczam wypowiedź jednej osoby, która została porwana i złamała jedno żebro przy uderzeniu w skałę.

"Warto przybliżyć co się stało, nie wiem czy uda się to opisać dokładnie. Mój partner zjeżdżał z drogi robionej wcześniej dość mocno na lewo, chcial pozdejmować ekspresy. Wpiął się uprzężą w linę przy skale, żeby móc je pościągać - jakby sie nie wpiął to byłby za daleko by je dosięgnąć. Blisko dołu już, wypiął ostatni ekspres ze ściany, ale nie wypiął się z liny w związku z czym zaliczył spore wahadło a ja razem z nim - ponieważ ekspres trzymał obie liny! Ja lżejsza ok 17 kg więc nie miałam szans utrzymać się stabilnie, poleciałam na skały, który wystawały z ziemi. Zorientowałam się po wszystkim, ze jedną ręką trzymałam line pod przyrządem, a drugą nad, nie wiem jak to się stało, chyba musiałam ją przełożyć jak mnie szarpnęło, nie wiem dlaczego..."

Brak przygotowania

  • Brak profesjonalnego szkolenia. Jest sporo osób, którzy zostali przeszkoleni "koleżeńsko". Nie twierdzę, że znajomy nie przeszkoli Was dobrze. Zwróćcie uwagę jednak, że rzadko kto jest wstanie poświęcić nam 3-6 dni i rzetelnie przeprowadzić  szkolenie wspinaczkowe.
  • Często w skałkach zdarzają się przypadki: brania nieadekwatnej ilości sprzętu na daną drogę. Np. Za mała ilość ekspresów, wspinaczka na prowadzeniu na linie statycznej (sic!)
  • Zawsze zorientujmy się jaka ilość sprzętu będzie nam potrzebna na danej drodze!
  • A w górach: tak samo nieadekwatna ilość sprzętu na daną drogę (np. Za mało kości, itp.) co może prowadzić do dużych odległości pomiędzy przelotami, nie zawsze dobrej jakości.
  • Często też zespoły wbijają się w złą drogę itp.
  • "Niechlujność". Bądź perfekcjonistą, dbaj o porządek w uprzęży, dzięki czemu jeśli coś będzie nie tak, to masz większą szansę zauważyć..
  • Owijanie się liny wokół łydki. Potencjalne obrócenie głową w dół podczas lotu.
  • Druga wpinka "na wyciągnięcie". Potencjalny lot do gleby.
  • Zwracaj uwagę na zagrożenia obiektywne takie jak możliwe załamanie pogody, lawiny, powagę drogi, itp.
  • przed wypadem w góry, przepatrz internet, pisma górskie w poszukiwaniu informacji o danej drodze. Sprawdź pogodę, dobierz partnera odpowiedniego I weryfikuj te wszystkie warunki na bieżąco
  • Free soloing can be deadly, even if it looks great in the photos. From a Climbing Editorial (Źródło: winterclimb.com)

Zdjęcie jest podobno autentyczne. Gość "asekuruje" żonę i kroi nożem ser. Fot. Climbing.com

Pouczający artykuł "50 typowych błędów wspinaczy" znajdziecie na climbing.com.

Damian Granowski

Wrzucę jeszcze ciekawy cytat Wojtka Święcickiego z forum wspinanie.pl. Do przemyślenia ;)

Warto też zauważyć, że wielu wspinaczy - z różnych powodów - nie rozwija swojego repertuaru daleko ponad to, czego nauczą się na kursie lub dowiedzą się od bardziej zorientowanych kolegów. Jeśli nie mają okazji wspinać się z lepszymi czy też podpatrywać odpowiednie wzorce, to poruszają się do końca swojego wspinaczkowego żywota po kartach elementarza... 

W kwestii apoteozy na temat myślenia, to nie mam nic przeciwko, a nawet przeciwnie. Zachęcam do analizowania różnych sytuacji, wyciągania wniosków i podejmowania decyzji wynikających z przesłanek. Jest jedno ale. Otóż we wspinaniu, a już w taternictwie i alpinizmie prawie zawsze, dochodzi do takiej sytuacji, kiedy napór okoliczności sprawia, że jedynym orężem stają się odruchy i nawyki. I wówczas nic nie zastąpi wykutych na blachę i wdrukowanych w podświadomość najprostszych rozwiązań...

Komentarze   

+5 #4 Maro 2015-09-15 13:22
Pit Schubert w książce "Bezpieczeństwo i ryzyko w skale i lodzie" zdecydowanie odradza węzeł skrajny tatrzański na podstawie analizy wielu wypadków z rozwiązanym węzłem.
Cytować
+3 #3 Maja 2015-09-14 17:58
bardzo fajny artykuł i potrzebny! niektórym może trudno w to uwierzyć ale te błędy zdarzają się często :0
Cytować
+1 #2 Damian Granowski 2014-08-31 21:11
Cytat:
Dlaczego jest to najsmutniejsze i niebezpieczne?
Bo to akurat były moje błędy. Ze zjazdami wtedy nie najbardziej sobie radziłem ;)
Pozdrawiam serdecznie
Damian
Cytować
0 #1 Karolina 2014-08-26 21:10
"Kramnica. Gość zjeżdża na 50 metrowej linie ze szczytu Kramnicy i zakłada wędkę z dwóch spitów (z różnych dróg) w połowie. Najsmutniejsze jest w tym to, że to był mój pierwszy samodzielny zjazd (8 lat temu ) :-). Patrząc z dzisiejszej perspektywy, lepiej wydać kilka stówek na kurs ;)"

Dlaczego jest to najsmutniejsze i niebezpieczne?
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież