Log in
    

Być albo nie być

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 
Sezon nie zaczął się jeszcze na dobre, a już są ofiary śmiertelne wśród tatrzańskich turystów. Zima w górach to czas podwyższonego ryzyka dla wszystkich, którzy chcą chodzić po szlakach turystycznych, zjeżdżać na nartach czy snowboardzie w świeżych śniegach poza trasami czy też wspinać się w odległych rejonach górskich, do których często dociera się, pokonując m.in. niebezpieczne żleby. Dla nikogo nie ma taryfy ulgowej.

Jest kilka przyczyn wypadków zdarzających się w górach. Jednak chyba największym, podstawowym jest brak wyobraźni i realnej oceny własnych umiejętności. Aby wyeliminować lub zminimalizować ten aspekt, należy zdobyć odpowiednie doświadczenie w poruszaniu się zimą po górach (najlepiej pod okiem fachowca – doświadczonego przewodnika wysokogórskiego), a także poznać metody ratowania się z opresji i umiejętnego zastosowania ich w skrajnych sytuacjach, które najczęściej zaskakują. Jednakże fundamentalną zasadą powinna być świadomość, że człowiek nie ma szans zwyciężyć z górskim żywiołem, więc dla własnego bezpieczeństwa powinien nauczyć się współistnieć z nim i poznać jego prawa. 

Czas

Pierwszym czynnikiem, działającym zimą w górach na niekorzyść człowieka, jest czas. Planowanie zimowych wyjść (szczególnie w wyższe partie gór) ma się nijak do przewodnikowych czasów, a tym bardziej podawanych czasów letnich. Nierzadko zimowe czasy przejść są 2- lub 3-krotnie dłuższe niż, letnie. To, co latem wydawać się może miłym kilkugodzinnym spacerem, zimą może zamienić się w koszmar. Choćby trasa z Kuźnic (1000 m n.p.m.) na Halę Gąsienicową (ok. 1500 m n.p.m.) latem pokonywana w 2 godziny, zimą, przy zaśnieżonym i zawianym szlaku, może okazać się nie do przejścia. Brnąc po kolana czy nawet głębiej w zaspach, jest się skazanym na łaskę i niełaskę takiego „śnieżnego bagna”. W zasadzie trudno szacować czas przejścia takiego odcinka, nie mówiąc o olbrzymim wysiłku, jaki trzeba będzie włożyć w samo przemieszczanie się. Już choćby tylko z powodu ogromnych zasp należałoby odpuścić sobie wędrówkę tego dnia (takie zaspy nie występują przy najniższym, I stopniu zagrożenia), gdyż stanowią one potencjalne ryzyko zejścia lawiny.

Wiatr i temperatura

Jeśli w skrajnych warunkach (np. w „kopnych śniegach”) dojdzie taki czynnik, jak wiatr, sytuacja skomplikuje się jeszcze bardziej. Przede wszystkim odczuwana niska i tak temperatura obniży się jeszcze bardziej, co wywoła reakcję obronną organizmu, aby zachować stałą temperaturę ciała, co oznacza jeszcze większe zapotrzebowanie energetyczne. Przy nieodpowiednim ubraniu, organizm szybko wychładza się i może dojść do hipotermii. Po drugie wiatr ogranicza widoczność, niosąc ze sobą śnieżny pył, a nieraz i zamarznięte kawałki śniegu czy lodu. Zawieje i zamiecie śnieżne były już nieraz przyczyną śmierci, nie dając człowiekowi kompletnie szans na wyjście z huraganowej matni. Na dodatek wiatr natychmiast zawiewa ślady, po których można by wrócić w bezpieczny teren (np. choćby do zwartego lasu, dającego jako takie schronienie). Czynnikiem znacznie obniżającym kondycję psychiczną człowieka jest „wyjący” wiatr. Poza wszystkim najzwyczajniej w świecie może on nas „zwalić z nóg”, nie pozwalając kontynuować marszruty (czy podejścia na nartach ski-turowych). Innym, niezwykle groźnym zjawiskiem podczas wiatru jest odkładanie się mas śnieżnych na odkrytych odcinkach grani oraz w żlebach. W tym pierwszym przypadku wiejący wiatr (w Tatrach najczęściej z kierunku południowego i zachodniego, ale nie jest to reguła!), „odkłada” masy śniegu, które piętrzą się i rosną, jakby zawijając się i zwisając nad wschodnimi zboczami. Takie zwisające śniegi („nawisy”) można uruchomić nieświadomie, idąc granią, która już nie jest granią, a „wiszącym balkonem”, pod którym zieje przepaść. Innym niebezpieczeństwem jest „nawiany” śnieg w głębokich żlebach, depresjach i rozległych polach śnieżnych. Może się wydawać złudnie, że idziemy w bezpiecznym terenie, po skalnej, lekko zaśnieżonej grani, ale schodząc do żlebu natrafiamy na głębokie zaspy, które są jak „zawieszone pułapki” i po nawet niedużym nacisku na strukturę śniegu możemy uruchomić śmiercionośnego „rollercostera”, z którym nagle zaczynamy spadać w otchłań.

Lawiny

akcja-pod-rysami
Największe spustoszenie sieją zimą lawiny, które można podzielić na 3 rodzaje: lawiny pyłowe (tworzą się z lekkiego puchu, unosząc w powietrzu duszący pył śnieżny), deski śnieżne (są to ułożone jakby „deskowato”, jedna na drugiej, warstwy śniegu, który padał przy różnych temperaturach – klasycznym przykładem jest warstwa świeżego śniegu, który zsuwa się po zmrożonej czy wręcz zalodzonej warstwie spodniej) i lawiny gruntowe (zdzierające ze stoków wszystko, co napotkają – ten typ lawin powstaje z ciężkiego, mokrego śniegu, zazwyczaj wiosną).

Istniejąca 5-stopniowa skala zagrożenia lawinowego informuje nas o potencjalnym zagrożeniu. Ale należy pamiętać, że aktualny stopień zagrożenia lawinowego jest tylko informacją o panujących warunkach. Dla lepszego zrozumienia problemu można stwierdzić, że wraz ze wzrostem stopnia zagrożenia lawinowego wzrasta proporcjonalnie powierzchnia obszarów o szczególnie „słabej wytrzymałości” w stosunku do pozostałego obszaru. I to właśnie my możemy mieć pecha i znaleźć się w takim miejscu. Nigdzie na świecie służby lawinowe nie są w stanie przewidzieć stanu zagrożenia lawinowego, wg którego można być w 100% bezpiecznym. Nie wolno zawierzać tylko i wyłącznie suchym danym i liczbom. Góry są żywiołem, a tym bardziej zimową porą dochodzić może do nagłych zmian struktury śnieżnej, co w konsekwencji grozi zejściem lawiny. Warto bardzo dokładnie zapoznać się z definicjami stopni zagrożenia lawinowego i stosować się do zawartych tam ograniczeń i wskazań.

Można by mnożyć przykłady i udowadniać, że góry zimą są wyjątkowo niebezpieczne, ale trzeba też powiedzieć, co można zrobić, aby – chodząc po nich – być w miarę bezpiecznym. Jest kilka żelaznych zasad, których nie wolno łamać:

1. Nigdy nie chodzimy samotnie w góry. Podczas zejścia lawiny mamy szansę, że towarzysz powiadomi TOPR lub sam nas odkopie.

2. Przed wyruszeniem na wyprawę zapoznajemy się z aktualną prognozą pogody oraz stopniem zagrożenia lawinowego i przewidywanymi zmianami pogody.

3. Zostawiamy dokładne informacje o planowanej trasie naszej wędrówki (w domu, w pensjonacie, osobie zaufanej np. sms-em itp.), a o ewentualnych zmianach trasy natychmiast powiadamiamy te osoby. W przypadku braku kontaktu z tymi osobami wskazane jest zawrócenie z trasy, nawet jeśli perspektywa kontynuacji nowo obranej trasy jest bardzo kusząca. W razie wypadku ratownicy TOPR będą przeszukiwać inny rejon (narażając swoje zdrowie i życie), niż ten w którym doszło do wypadku!

4. Zestaw ABC.
akcja-pod-rysami2
Zimowy turysta, wspinacz czy narciarz nie powinien wyruszać w góry bez tzw. zestawu ABC, w którego skład wchodzą: detektor lawinowy, sonda lawinowa i łopatka lawinowa. Ważne jest, aby wszyscy uczestnicy wycieczki czy ski-tury posiadali taki zestaw i umieli go obsługiwać, gdyż może to stanowić o czyimś życiu lub śmierci!

Z pomocą detektora lawinowego ustawionego na funkcję SEARCH (szukanie) możemy odebrać sygnał innego detektora, ustawionego na funkcję SEND (wysyłanie), nawet z kilkudziesięciu metrów. Akcja ratunkowa prowadzona natychmiast po zatrzymaniu się lawiny może okazać się jedyną szansą uratowania poszkodowanego. Trzeba pamiętać, że najszybszy czas dotarcia ratowników to kilkadziesiąt minut. Przez pierwsze 15 minut od zasypania szanse przeżycia wynoszą ponad 90% , po 30 minutach co najmniej połowa zasypanych już nie żyje…

więcej czytaj na stronach tygodnika Podhalańskiego

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież