Log in
    

Wywiad z Ines Papert

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Ines Papert

 

To góry zmieniły moje życie. Podążam za ich liną

Długie, ciemne włosy. Lśniące białe zęby, mocne ramiona. Długie palce, które w dzieciństwie grały na pianinie i saksofonie. Aktualnie bardzo mocne, dzięki latach wspinania w skale i lodzie. Trzydziestoletnia Niemka, Ines Papert jest elegancką kobietą. Wystarczy popatrzeć na jej stronę. Elegancka, minimalistyczna, w zielono-lodowej tonacji. Żadnych deklaracji o byciu super kobietą. Czterokrotna mistrzyni świata w wspinaczce lodowej. 20 lipca 2006 roku przeszła klasycznie drogę The Camilloto-Pellesier na północnej ścianie Cima Grande...
Była pierwszą kobietą która przeszła tą drogę klasycznie, po uklasycznieniu jej przez Mauro "Bubu" Bole w 2003 roku. „To był najtrudniejszy projekt, przed wypadkiem na Marmoladzie, który wyłączył mnie ze wspinania na rok. Niemniej to był mój najważniejszy cel. Starałam się, jak to tylko możliwe, aby postawić się na nogi najszybciej jak to tylko możliwe. Nic na świecie nie dało mi takiej satysfakcji jak mój red point na tej drodze. Nie znam żadnych innych alpejskich dróg o takiej ekspozycji”.

 


Jakie wyceny mają poszczególne wyciągi drogi?
7b+, 7c+, 8b, 8a, 7a, 8a+, 6c+, 5, 5 następnie łączy się ona z Drogą Dibona, która prowadzi na szczyt.

Ines Papert na Camillotto-Pellesier

Ines Papert na drodze Camillotto-Pellesier

Najtrudniejszy wyciąg?
Szósty za 8a+. Byłam tak spompowana po pierwszych pięciu wyciągach, że dwa razy go próbowałam. Z moimi krótkimi ramionami, musiałam się tam nieźle nagimnastykować.

 


Mikst, skała, lód. Ines nigdy nie mówi „dość” i ponad wszystko nigdy nie przestała kultywować jej pierwszej miłości: gór, północnych ścian, alpejskich wyzwań.
„Mam tak wielu przyjaciół biorących udział w zawodach lodowych: Rosjan, Kanadyjczyków, Koreańczyków, Europejczyków. Mam możliwość podróżowania, poznawania wielu różnych rodzajów patrzenia na świat. Z tych powodów, nigdy nie chcę przegapić żadnego spotkania. Zawody dają mi okazję do nabycia nowych doświadczeń, pokazują ile jest warta moja siła i technika. Pomagają mi również znaleźć sponsorów, dzięki którym mam możliwość prowadzenia takiego życia, jakie chcę. Jednakże, pomimo wszystkich tych rzeczy, zdecydowałam się na rezygnację z uczestnictwa w pucharze świata. Mogę wygrać znowu te zawody, ale nie widzę w tym żadnej szansy do rozwoju. Więc, wracam definitywnie w góry. Ponadto, wraz z nowymi przepisami UIAA, zawody zmieniły swoją strukturę. Na pozytywne, lecz również negatywnie. Zalety to unifikacja zawodników i większa rozpoznawalność wśród publiczności. Z kolei wady to anty-dopingowe kontrole, które są bardziej kosztowne. A pieniędzy na te badania jest niestety mało. W końcu, nie wszystkie zawody są świetnie zorganizowane. Jeżeli wszystkie były by takie jak w Val Daone, albo Saas Fe, wtedy myślę, że wspinacze lodowi byli by więcej niż szczęśliwi. Oni widzieli by, że ich poświęcenie, treningi i czas zainwestowane w zawody są warte zachodu.

 

Co Cię najbardziej fascynuje w długich drogach?
Wspinanie w rysach jest dobrym treningiem i świetną zabawą z przyjaciółmi. Górskie drogi są dla mnie prawdziwym wyzwaniem. Wymagają powagi i dużego zaangażowania. To jest pole na którym mogę użyć wszystkich moich umiejętności. Skalne, lodowe, mikstowe ściany z dużą ekspozycją, nie przerażają mnie, jeśli można założyć sensowną protekcję. Szczerze, to szukam perfekcyjnych linii, z dużą ekspozycją.
Jestem zafascynowana północnymi ścianami. Mają wiele różnych cech szczególnych, takich jak wieczny cień. Uwielbiam znikać w ich cieniu. Również uwielbiam wchodzić na szczyty. Długie górskie drogi jak Camillotto-Pellesier, albo Symphonie de Liberte na północnej ścianie Eigeru motywują mnie do ogromnego psychicznego i mentalnego zaangażowania. Jeśli wiem, że wyjdę na szczyt bez odpadnięcia, to mi się to uda. Jeśli mam wątpliwości, to dla mnie koniec. Mentalny aspekt wspinaczki, może dać nam poważne ograniczenia.

 

Ines Papert wspina się w lodzie

Ines Papert napiera w lodzie

Przeżyłaś kiedyś moment, w którym miałaś śmierć przed oczami?
W Kanadzie, gdy wraz z moim partnerem wspinaczkowym, usłyszeliśmy nadchodzącą lawinę. Robiliśmy właśnie wycof z drogi, gdy usłyszeliśmy zbliżającą się lawinę. Nie mogliśmy się słyszeć, ani widzieć. I wtedy bałam się najbardziej. Mam duży respekt przed lawinami. Są dużym ryzykiem, nieodłącznie związanym z wspinaniem. Lodowym.
Następnie na południowej ścianie Marmolady, na Drodze Pesce. Wtedy prawie zginęłam.
 

 

Możesz powiedzieć co się stało na Drodze Pesce?
Byłam związana z Stefanem Siegriestem. Byliśmy pierwszym zespołem na tej drodze od roku. Po 200 metrach wspinania, już prawie kończyliśmy drogę. Kiedy próbowałam dojść do wielkiego skalnego ostrza, nastąpił duży obryw. Poleciałam 20 metrów, na protekcji, która nie powinna utrzymać mojej wagi, a co dopiero lotu. Lina przejechała po skale w kilku miejscach. Cud, że to wytrzymała. Paskudnie wtedy złamałam nogę, lecz było coś jeszcze.

 


To znaczy?
Wiedziałam dlaczego miałam ten wypadek. To nie była tylko kwestia pecha. Duży udział miało to, że chcieliśmy zrobić tą drogę w jeden dzień, co znacznie wpływa na asekurowanie się na drodze. Ale faktem jest to, że nie byłam gotowa na tą drogę. Miałam słabe informacje o drodze, nie wzięłam ze sobą odpowiedniego szpeju do asekuracji. Mój 4,5 letni syn Emanuel, powiedział mi „Nie idź, Mamo” i nie posłuchałam go. Byłam przekonana, że mam siedem żyć i nie przykładałam uwagi do rejonów, gdzie jest słaba skała.

 

Jak bardzo ten wypadek Cię zmienił?
Byłam zmuszona zrobić sobie dłuższą przerwę od wspinania: wiosna, lato, jesień, zima. Cały rok praktycznie bez żadnego ruchu. Zadałam sobie mnóstwo pytań. Starałam się zanalizować przyczyny błędu. Po rehabilitacji, zaczęłam się znowu wspinać. Ale to właściwie była długa praca odbudowywania zaufania. Musiałam nauczyć się znowu wierzyć w siebie i partnera wspinaczkowego. Zarówno w skale, jak i lodzie. Na początku bałam się, że nawet sztuczny chwyt na ścianie może odpaść! Zmieniło się we mnie to, że teraz potrafię się w siebie wsłuchać bardziej, zwracam uwagę na moją intuicję. Teraz bezpieczeństwo jest dla mnie na pierwszym miejscu, bez żadnych kompromisów. Jeśli warunki nie są najlepsze, to wolę zostać w domu. Nie chcę się wspiąć na wszystkie drogi na świecie w ciągu roku, albo dwóch. To było myślenie młodej, zmotywowanej dziewczyny, która nigdy nie miała żadnego wypadku prze 15 lipca 2005. Od tego sytuacja się trochę zmieniła.

 


Czy kiedykolwiek poczułaś się dyskryminowana, ze względu na to, że jesteś kobietą, która uprawia sport typowo ekstremalny, nawet bardziej od kiedy zostałaś matką?
Czasami muszę się usprawiedliwiać, że jestem kobietą. Oczywiście nie wśród wspinaczy, którzy wiedzą o co w tym sporcie chodzi. Ale wśród ludzi, którzy nie wiedzą, zdarza się to często.
Kiedy słyszę od ludzi, że wspinanie jest niebezpieczne, odpowiadam, że jazda samochodem to większe ryzyko. Jak powiedziałam wcześniej, myślę że niebezpieczeństwo w wspinaczce zależy od przygotowania, doświadczenia, przygotowania siebie na ryzyko. Jedna osoba przygotowuje się na wycof, jeśli warunki nie są idealne. Prawdopodobnie to jest najbardziej niebezpieczny punkt. W każdym wypadku decyduje się, o życiu dwóch istot ludzkich.

 


Czy myślałaś kiedykolwiek o rzuceniu wspinania, po narodzinach Emanuela?
Zaraz po narodzinach Emanuela, byłam bardzo zaniepokojona. Jak powiedziałam wcześniej, kiedy jeden wspina się ze strachem, drugi ryzykuje bardziej.. Teraz staram się sprawdzić, czy warunki są OK. Jeśli tak, to odkładam na bok wątpliwości i wspinam się. Ale nigdy nie myślałam o rzuceniu wspinania. Powiedzmy, że Emanuel zmienił moje plany w pozytywnym kierunku. Przez pewien czas nie mogłam się skoncentrować na długich górskich drogach i innych szczytach, dla których musiałabym opuścić synka na długo.
Poświęciłam się prawie tylko zawodom. Zaczęłam startować dla zabawy i wkrótce przerodziło się to w pasję. Raczej nie w aspekcie współzawodnictwa, którego nie lubię. Ale, jak powiedziałam wcześniej, dla nabrania doświadczenia, oraz oczywiście dzięki temu mogłam nie opuszczać Emanuela.

 


Hill, Destivell, Maudite, Hargreaves – jest jakaś wspinająca się kobieta, która Cię inspiruje?
Szczerze, to wszystkie one. Kobiece osiągnięcia inspirują mnie najbardziej. Dlatego, że nadal jest bardzo mało kobiet w pionowym świecie, które osiągnęły coś naprawdę specjalnego. Dla mężczyzn jest to prostsze, między innymi dlatego, że wspinają się dłużej. Jednakże liczba kobiet gotowa do zaangażowania się na trudnych drogach wzrosła. Nawet red pointowe osiągnięcia, stały się bardziej „modne” z kobiecego punktu widzenia. Jeśli spojrzymy parę lat wstecz, to zauważymy, że kobiety wcześnie przechodziły ekstremalne drogi na wędkę. Teraz to się trochę zmieniło. Myślę, że w wielu przypadkach nastąpił powrót w prawdziwe góry. Aby poczuć smak prawdziwej przygody znowu. Coś czego brakowało, przez tyle lat sportowego wspinania.

 


Skoro już rozmawiamy o wspinaniu sportowym, to co myślisz o osiągnięciach Josune Bereciartu's?
Niesamowite. Chciałabym mieć trochę jej siły. Ona niewątpliwie podniosła poziom wspinania kobiecego. Ale myślę również, że jest ona wyjątkiem i nieprędko zobaczymy kobiety takie jak ona. Czuję się naprawdę dumna, gdy widzę co ona osiągnęła. To jest dowód, że kobieta może się wspinać tak dobrze jak mężczyzna, jeśli nawet nie lepiej.

Ines Papert na zawodach

Ines Papert na zawodach

 

Jeśli masz do wyboru związać się liną z facetem, lub kobietą, to kogo wybierzesz?
Powinnam powiedzieć, że oboje. Zazwyczaj, świetnie się czuję wspinając się z kobietą, lecz problemem jest to że często kobiety preferują wspinanie w rysach i nie w górach. Aby znaleźć kobietę na tym samym poziomie przygotowania w górach i które są jednocześnie świetnymi przyjaciółkami, jest praktycznie niemożliwe. Również w lodzie, większość moich partnerów to mężczyźni, Generalnie muszę lubić moich wspinaczkowych partnerów, bez względu na płeć. Muszę wiedzieć, że mogę im zaufać i czuć się dobrze w ich towarzystwie. Przez długi czas wspinałam się z Hansi Lochner, ojcem mojego syna. Był on pierwszą osobą, z którą się wspinałam i uprawiałam alpinizm. Wcześniej, często chodziłam po górach, uprawiałam ski-touring, lub jeździłam na rowerze górskim z przyjaciółmi, którzy byli fizjoterapeutami jak ja! Z Hansim zaczełam się wspinać w południowej Ameryce i z nim zrobiłam Symfonie Wolności 8a. Pierwszy red point w ciągu dnia, w czternaście godzin. Później niestety rozstaliśmy się. Wtedy znaleźli się inni przyjaciele z którymi kontynuowałam wspinanie się, którzy byli fundamentami mojej edukacji i pasji do gór. Myślę o Harim Bergerze i jego dziewczynie Kirsten Buchmann. Stefan Siegrist jest moim aktualnym partnerem życiowym, wspinaczkowym i podróżniczym. Od niego nauczyłam się dużo o wspinaniu po długich drogach.
 

Był z tobą na Camillotto-Pellesier?
Nie, byłam asekurowana przez mojego przyjaciela Wasti, który wspierał mnie z dołu, a z góry wspierał mnie Rainer Eder, fotograf. Czułam się prawie jak na zawodach, ale z dwoma bardzo dobrymi przyjaciółmi. Byłam bardzo zmotywowana. Do tego pogoda była doskonała

 

Czy myślisz, że wkrótce kobiety będą otwierać nowe ekstremalne skalne drogi Może to część twoich planów na przyszłość?
Tak, jest to część moich planów. Ale nie jest łatwo znaleźć właściwe miejsce, gdzie nikt się nie wspinał wcześniej. Na teraz nie mam nic konkretnie zaplanowanego. Powinnam jechać do Chin w poszukiwaniu nowych możliwości wspinania się w mikście i lodzie, może nawet zrobić nową drogę. Chcę powtórzyć parę trudnych dróg w Alpach, lub Europie. Chcę też jechać do Stanów powspinać się w rysach.
Jednak jako matka, nauczyłam się, że nie należy planować długoterminowo. Wiem, że nie potrafiłam by żyć bez gór. Po wypadku na Marmoladzie, podczas długiego okresu bezczynności, albo ładując na panelu, aby wrócić do formy. Zrozumiałam, że możliwość dotykania skały, oddychania wolnością, którą czujesz dzięki wspinaniu w lodzie, wciągania płucami zapachu gór, życia wśród nich, godzina po godzinie, jest czymś, bez czego taka osoba jak ja, nie mogłaby by żyć. Mając przed oczami linię gór, uspokajam się. Kiedy wracam do Wittenbergi, gdzie się urodziłam i spędziłam dzieciństwo, to nie mogę tam wytrzymać więcej niż parę dni. Miasta męczą mnie, denerwują.
To góry zmieniły moje życie. Podążam za ich liną i  zabrała mnie ona daleko, dając mi szansę dorosnąć, stać się matką, myśleć o życiu z zupełnie innego punktu widzenia. Mam nadzieję, że dane mi będzie robić to przez bardzo długi czas.

 

Ines Papert

Wywiad zamieszczony dzięki uprzejmości Up-Climbing.com

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież