Log in
    

Z drugiej strony stołu - 5. edycja Gier DryToolowych o Kaziową Igłę okiem współorganizatora

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Tegoroczna zima w Górach Świętokrzyskich była wyjątkowo kapryśna i zmienna – przynajmniej takie są moje odczucia, które potwierdza mój tajny arkusz kalkulacyjny zliczający przewspinane z dziabkami metry. Po świetnym, mroźnym grudniu, nastąpił fatalny w połowie styczeń, a po nim zmienny w fazach tygodniowych luty. Niemniej, pomimo przeciwności aury udało się wspólnym wysiłkiem lokalnego środowiska wspinaczkowego doprowadzić do skutku dwie duże inicjatywy: lodospad (http://brytan.com.pl/topo/lodospad-na-kadzielni/) oraz jubileuszową, 5. edycję Gier DryToolowych.

Gry Drytoolowe o Kaziową Igłę

Igła dla każdego!” – proste motto przyświecające każdej edycji.

(rys. Rafał Dzidek Stefanowski)

W tym roku, pomimo przesunięcia terminu (z 9-10 na 23-24 lutego), aż 35 osób postanowiło wziąć czynny udział we wspólnej, wspinaczkowej zabawie - ponapinać się i nadstawić tyłka na kadzielnianych zerwach. Najliczniejsza grupę stanowił ośrodek warszawski, który przebił nawet ośrodek lokalny (10 do 7), co miało miejsce pierwszy raz w historii imprezy! Ponadto wspinacze przybyli dwójkami i pojedynczo z przeróżnych, nierzadko odległych miejsc Polski. Miło nam było przywitać stałych bywalców takich jak Burdzan i Dorotka oraz debiutantów - pełna lista startujących pod koniec artykułu. Świadczy to o tym, że funkcja nadrzędna czyli „integracja środowisk wspinaczkowych” ma się dobrze. Dla mnie osobiście wyjątkowo miłym akcentem był przyjazd dwóch wspinaczy z Częstochowy, którzy musieli dość szybko wracać do siebie na zawody z cyklu ligi bulderowej. Tak wygląda parcie i motywacja – i dla takich postaw warto zawalić kilka ważnych spraw i wziąć udział w organizacji. Nieco zmartwiła mnie mała liczba Pań, ale te co były wdziękiem i dzielnością znakomicie rekompensowały niedostatek ilościowy.

Miejsce zmagań – kolejno od prawej występują: UNIMAX Ice Arena, Mała Północna (Kazalniczka, Klasyczna na lodowo, Lewy Świecznik) Międzypółnocie, Wielka Północna.

(fot. Andrzej Makar Makarczuk)

Zgodnie z planem, przed godziną 10tą zostały przedstawione zasady rywalizacji, które były proste – należało zrobić minimum 5 z przygotowanych 12 dróg mikstowych oraz lodospad aby być klasyfikowanym do finału – liczyły się wyłącznie „topy” osiągnięte w pierwszej próbie. Oczywiście nie było limitów „w górę” i można było zrobić więcej (co wykorzystał niezmordowany Marcin Karda, który szedł od lewej do prawej, i tylko późny przyjazd przeszkodził mu we wstawieniu się we wszystko) – niemniej do punktacji branych było pod uwagę 5 najwyżej punktowanych. To rozwiązanie miało na celu rozładować kolejki na drogach i bardzo dobrze się sprawdziło.

Aktualne topo Kadzielni - Mała i Wielka Północna. Każdy uczestnik otrzymał wydruk formatu A5. Na czerwono linie przygotowane i punktowane w ramach rywalizacji, na szaro pozostałe ubezpieczone linie rejonu, linia niebieska - obowiązkowy lodospad.

(oprac. Paweł dr know Olendzki, fot. Karol Herman Dąbrowski)

Ocieplało się z godziny na godzinę i przyzwoite początkowo warunki wspinaczkowe, około godziny 13stej zrobiły się nieco wymagające, by pod koniec rundy eliminacyjnej zamienić się w trudne. W przypadku Kadzielni dotyczy to głównie fragmentów trawkowych, które przestają dobrze trzymać, ale na szczęście nie wypaczyło to wyników rywalizacji ani nie zepsuło dobrej zabawy. O tych pierwszych decydowały najwyżej punktowane drogi o skalnym charakterze, to drugie to zasługa uczestników, którzy swoja postawa stworzyli atmosferę.

Kajman nareszcie w domu! Pojawiły się klamki, a teren stanął nieco dęba - końcówka Finału Damskiego z 2011r.

(fot. Andrzej Szewczyk)

Eliminacje trwały około 7miu godzin, a dzięki zastosowanemu rozwiązaniu „5 dróg z 12stu” obyło się bez pośpiechu i stania w długich kolejkach. Wszystkie drogi uzyskały przejścia, choć z przyczyn oczywistych nie wszystkie cieszyły się jednakową popularnością. Jedna z dróg o umiarkowanych trudnościach (tym samym leżąca poza kręgiem zainteresowania sportowców) czekała na pierwsze prowadzenie. Dokonał tego Janek Mondzelewski – bardzo silny wspinacz, wracający powoli do formy po kontuzji. Nazwa tej bezimiennej w wyżej załączonym topo drogi nr 1 brzmi „Lewy lutowy”. W pewnym zanotowano duży ruch na tzw. „drodze wstydu” czyli najniżej punktowanej drodze zawodów o nazwie „Chwila strachu” – część uczestników najwyraźniej postanowiła zrobić przynajmniej jedna drogę... A tak przy okazji, wstyd (nomen omen) się przyznać, ale nie mam jej do dziś w wykazie…

Wśród sportowców można było zaobserwować kilka różnych podejść taktycznych. Np. faworyt Makar reprezentował skutecznie podejście „jak chce się wygrać to trzeba być najlepszym - a najlepszy robi wszystko co najtrudniejsze – wtedy nie ma dyskusji”. Wyżej wspomniany już Marcin Karda przyjechał z zamiarem zrobienia wszystkiego, co się niestety nie udało. Była też grupa wygodnych minimalistów – mocnych ale nieco leniwych wspinaczy, którzy po dowiedzeniu się, że pula punktów która zdobyli wystarczy do wystartowania w finale odpuściła dalsze wspinanie. Być może jest trochę w tym mojej iwiny, bo przy omawianiu zasad nie wyłożyłem jasno, że może dojść do sytuacji, w której punktacja z eliminacji będzie miała znaczenie. Na szczęście jedynym „pokrzywdzonym” może być Łukasz Papież Nowak, który przegrał pierwsze miejsce o 5pkt-ów eliminacyjnych. Z drugiej strony osobiście mu mówiłem: „punktów na finał to Tobie wystarcza, ale ja bym na wszelki wypadek zrobił jeszcze Taktykę na…”. Niektórzy po prostu spadli tu i ówdzie, ale na szczęście jedno odpadnięcie nie pozbawiało szansy na udział w finale.

Eleganckie sfrunięcie...z Powiało siódemką.

Opatrzność czuwała, uczestnicy byli kompetentni, a drogi dobrze przygotowane – pomimo sporej ilości lotów, w czasie rywalizacji służby medyczne nie musiały interweniować.

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Podczas tegorocznej edycji mieliśmy do czynienia z dwiema nowinkami – merytoryczną oraz towarzyską.

Pierwsza to obecność wspinaczki lodowej jako obowiązkowego punktu programu wspinaczkowego – każdy z uczestników, który chciał być klasyfikowany „musiał” wspiąć się lodospadem o umiarkowanych trudnościach (z przedziału 3-4) i długości 25m. Na szczęście przy pomocy wykrywacza metalu udało się zlokalizować zalane grubym lodem spity i zapewnić komfortową asekurację – dzięki czemu można było uniknąć wędki. Oprócz loda obowiązkowego można było wspinać się bez żadnych ograniczeń dla tzw. „czystej przyjemności” na dużym lodospadzie położonym na prawo od Kazalniczki. Z tego co się orientuję, najwięcej z przyjemności zażył tam kolega Sznurek z Łodzi…

Gwiazdy tańczą na lodzie – Ola testuje X-Dream’y Cassina na punktowanym lodzie.

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Druga nowość z gatunku towarzysko-organizacyjnych, to obecność stoiska-namiotu firmy Namaste – w którym można było obejrzeć absolutne nowości (np. raki CASSIN Bladerunner), nabyć po atrakcyjnych cenach różne produkty, ale przede wszystkim pobrać do testowania w terenie najnowsze dziaby do CASSINa – w tym topowy model X-Dream.

Gar obfitości – znak firmowy Gier DT.

Może nie być niczego, ale grochówka i żurek przygotowane przez Młodego zawsze były, są i będą.

(fot. Andrzej Szewczyk)

W granicach godziny 16:30 dokonano podsumowania punktów zgromadzonych w eliminacjach, wyłoniono grono finalistów (Panowie) oraz skład podium (Panie) oraz dokonano prezentacji tegorocznych pucharów, wyjątkowo urodziwych.

Ona i On, a w tle lodzik...

(fot. Przemek Klenio Klentak)

W przypadku rywalizacji Pań nie trzeba było rozgrywać finału, gdyż wyniki osiągnięte w eliminacjach pozwoliły bezspornie wyłonić najskuteczniejszą tego dnia damę. Ewentualny finał mógłby jedynie wypaczyć osiągnięte rezultaty. Bezapelacyjną zwyciężczynią Gier DryToolowych 2013 została Daria Krynicka z Kluczborka, która zrobiła 5 dróg, gromadząc 280 pkt-ów, w tym takie wymagające linie jak „Banan” oraz „Taktyka na …”. Kolejne miejsce przypadło w zasadzie ex aequo Agacie Żak oraz Dorocie Kościańczuk. Obie panie zatopowały 3 razy osiągając 145 pkt-ów – ale Agata wykazała się większa motywacją i naparła na większa liczbę dróg.

Wcześniej, po krótkiej ale burzliwej dyskusji i konsultacjach dwustronnych zdecydowano, że w finale męskim wystąpi 8 zawodników i jego skład przedstawiał się następująco: na szpicy Andrzej Makarczuk - 355pkt., a dalej grupa „leniuchów” - Krzysztof Banasik, Karol Bator, Robert Nejman, Łukasz Nowak po 350pkt. I wreszcie ci, co się omsknęli - Leszek Iwan, Marcin Karda, Maciek Ostrowski po 345pkt. Tuż za nimi uplasował się Tomasz Klimczak (prezes Warszawskiej Grupy Drytoolowej) oraz Tomasz Burdzanowski. W fiale startowano w odwrotnej niż podana wyżej kolejność – decydowały zebrane punkty i alfabet.

Drogą finałową była nowo obita linia, wciśnięta na Kazaliniczce, pomiędzy finały z poprzedniej edycji, sztucznie ograniczona w swej górnej części. Temu, który ją pierwszy zrobi przypadał zaszczyt nazwania i zapisania się w historii eksploracji Kadzielni. W sprawie finału podjęto dwie bardzo brzemienne w skutkach decyzje. Pierwszą o nie dokonywaniu pomiaru czasu – było to podyktowane troska o to, aby pośpiech nie skutkował przypadkowymi odpadnięciami w czujniejszych partiach drogi. Niestety przy okazji „wylano dziecko z kąpielą” bo nie wprowadzono limitu górnego na zrobienie całości (a kwadrans, jak się później okazało, byłby całkiem racjonalny i nie powodujący zbytniego pośpiechu) przez co niektóre przejścia trwały prawie pół godziny, co skutecznie zniszczyło dramaturgię zawodów. Druga decyzja to formuła OS, a co za tym idzie zamknięcie w szczelnej strefie finalistów. O ile ta formuła sprawdziła się w poprzedniej edycji, gdy finalistów było mniej i do tego wspinano się na czas - tym razem okazała się bardzo uciążliwa, za co bardzo finalistów przepraszamy.

Piękny Maciek po straszliwej walce jako pierwszy kończy drogę finałową i nadaje jej nazwę:

Stary człowiek i może”

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Pierwszy w finale wystąpił Maciek Ostrowski, który w myśl biblijnych słów „ostatni będą pierwszymi”, po ciężkiej walce wpiął się do stanowiska jako pierwszy i dość długo jedyny. Był to wspaniały pokaz siły woli i charakteru – Maciek dosłownie wydzierał centymetr po centymetrze teren pełznąc ku górze. Zupełnie odmiennie zaprezentował się Marcin Karda, który słynie z potwornego lewara, dynamicznych ruchów i nie poprawiania dziabki na chwycie – jak przyłoży do skały to od razu ciągnie. Niestety Marcin spadł z wybraną do wpięcia w stan liną i tym samym wylądował poza podium. Po nim na arenę wyszedł Leszek Iwan, wschodząca gwiazda drytoolingu. Niestety poległ jeszcze przed drugim kruksem – wydaje się, że był to wynik braku doświadczenia w poruszaniu się w technicznym terenie, bo czego jak czego, ale siły Leszkowi nie można odmówić.

Jako pierwszy z grupy „350” wyszedł Krzysztof Banasik, najstarszy członek Grupy Młodzieżowej PZA, który wspinał się bardzo skutecznie…na tyle, że udało mu się urwać kawałek skały w ternie, który wydawał się absolutnie lity. Spadł chwile później, nieco wyżej w tzw. drugim kruksie, tuż poniżej ostatniej (przed stanem) wpinki. Taką samą wysokość osiągnęło dwóch kolejnych wspinaczy Karol Bator zwany Szpejem i pradziadek Robert Nejman. Szpeju został największym szołmenem zawodów i ulubieńcem publiczności – najpierw udało mu się spadając w pierwszym kruksie, skutecznie zabaniować do „czegoś” i utrzymać w grze, a jakiś czas później efektownie przelecieć przez pół ściany z liną wybraną do wpinki i trzymanym w zębach czekanem. Robertowi w finale zabrakło najwyraźniej wiary w ostateczne zwycięstwo, bo wspinał się bardzo dobrze i chyba brak pomysłu na rozwiązanie górnego kruksa go zdeprymował.

Następnym zawodnikiem, który osiągnął koniec drogi był startujący dopiero jako siódmy, Łukasz Nowak z Olkusza – człowiek o niewyczerpanych zasobach wytrzymałości i nie schodzącym z twarzy uśmiechu. Wydawało się, że ukończenie drogi po blisko 20stu minutach nie zrobiło na nim wrażenia.

Ostatnim startującym, po blisko dwóch godzinach odsiadki „w ciemnej, ale bardzo ciepłej dupie” był Andrzej Makarczuk zwycięzca grudniowych II Manewrów DryBoonkrowych. U nas również okazał się bezkonkurencyjny, kończąc drogę no handem, a nie jak inni wpinką do stanu, co było wisienką na torcie i pokazem supremacji. Nie będę silił się na opis jego przejścia – znakomicie zrobił to sam zainteresowany w linkowanej na końcu relacji – ale przyznać trzeba, że spiął finał znakomita klamrą symboliczną wcielając w życie te same co Maciek biblijne słowa.

Ostatecznie podium męskie wyglądało następująco:

1. Andrzej Makarczuk

2. Łukasz Nowak

3. Maciek Ostrowski.

Na kolejnym miejscu uplasował się Marcin Karda, po nim wspólnie Krzysztof Banasik, Karol Bator i Robert Nejman a stawkę finalistów zamknął Leszek Iwan. Oprawę finału niespodziewanie zagwarantowali kibice piłkarscy, którzy na nieodległym stadionie piłkarskim rykiem wspierali Koronę Kielce gromiącą Legię Warszawa.

Tegoroczni wygrani.

Powyżej piękne i dzielne Panie - od lewej: Dorotka, Daria i Agata,

a poniżej wytrwali Panowie – od lewej: Maciek, Andrzej, Łukasz

(fot. Przemek Klenio Klentak)

Podczas gdy finaliści albo to siedzieli w strefie, albo walczyli ze skała i własną słabością przy ognisku trwała w najlepsze impreza z lekkim przechyłem w stronę regularnej libacji, którą przerwaliśmy na czas dekoracji.

Oprócz pucharu dla Pierwszej i Pierwszego, nagrody rzeczowe dla stojących na podium ufundowali:

MONKEY'S GRIP (www.monkeysgrip.com)

NAMASTE (www.namaste.pl)

RKS (Rzeszowska Kuźnia Szpeju)

Po dekoracji towarzyska część Gier ruszyła już pełna parą bez ograniczeń i trwała do późnych godzin nocnych – było wesoło, a nawet hucznie - szkoda tylko, że uczestniczyło w niej zaledwie kilka osób przyjezdnych.

Co dalej? Miejmy nadzieję, że starczy nam chęci i zapału aby organizować Gry DryToolowe regularnie co roku (dotychczasowe edycje odbywały się w 2004, 2005, 2006, 2011, 2013r.). Jednym z pomysłów jest przeniesienie finałów na niedzielne południe, co pozwoli rozegrać je przy świetle dziennym, a przy okazji zatrzymać uczestników sobotnich zmagań na wieczornym ognisku. Zachęcamy do dzielenia się przemyśleniami – pamiętajcie to nasza wspólna impreza i razem możemy ją kształtować.

Paweł dr know Olendzki

Lista osób, które uczestniczyły w 5. edycji Gier DryToolowych o Kaziową Igłę –kolejność alfabetyczna:

Grzegorz Adamiec (Kielce), Krzysztof Banasik (Warszawa), Karol Bator (Warszawa), Maciej Bryński (Warszawa), Tomasz Burdzanowski (Lublin), Cecylia Ciepielewska (Bełchatów), Mariusz Damasiewicz (Kielce), Patryk Dudek (Częstochowa), Ryszard Grzywa (Kraków), Leszek Iwan (Warszawa), Leszek Janowski (Kielce), Marcin Karda (Sosnowiec), Tomasz Klimczak (Warszawa), Paweł Kos (Katowice), Dorota Kościańczuk (Lublin), Marcin Kozioł (Częstochowa), Daria Krynicka (Kluczbork), Jacek Krynicki (Kluczbork), Grzegorz Książczyk (Bełchatów), Paweł Łojbo (Łódź), Andrzej Makarczuk (Łódź), Jan Mondzelewski (Rzeszów), Robert Nejman (Warszawa), Grzegorz Nocuń (Kielce), Łukasz Nowak (Olkusz), Jakub Olszewski (Warszawa), Maciej Ostrowski (Wołomin), Paweł Papka (Kielce), Wojciech Paprocki (Poznań), Bartosz Podsiadło (Olkusz), Aleksandra Romejko-Klentak (Kielce), Andrzej Szewczyk (Warszawa), Piotr Szczygłowicz (Warszawa), Bartosz Świtek (Kielce), Agata Żak (Tarnów).

Dziękujemy serdecznie wszystkim za przybycie i do zobaczenia w przyszłości!

Kilka innych spojrzeń na Gry:

Makar

Agata

brytan.com.pl

Galeria Andrzeja Szewczyka

Organizator i sponsor główny: Świętokrzyski Klub Alpinistyczny - www.ska.org.pl

Współpraca: GEOPARK Kielce - www.geopark-kielce.pl

Wsparcie sprzętowe: Unimax Kielce - http://www.unimax.com.pl/pl/kontakt

Nagrody:

MONKEY’S GRIP - www.monkeysgrip.com

NAMASTE – www.namaste.pl

RZESZOWSKA KUŹNIA SZPEJU - www.facebook.com/RzeszowskaKuzniaSzpeju

Sponsorzy:

Pizza pod Trójką (grochówka & żurek) - www.pizzapodtrojka.pl

SPEED MED POLAND (opieka medyczna) - www.speedmedpoland.pl

Partner: Nasze Skały - www.naszeskaly.pl

Patronat medialny:

brytan.com.pl

drytooling.com.pl­­

GÓRY – górski magazyn sportowy

wspinanie.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież