Log in
    

Ciekawe alpejskie przejścia

Ocena użytkowników: 1 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

W maju miały miejsce dwa alpejskie przejścia, o których warto wspomnieć. Jedno w Alpach Pennińskich, drugie na Alasce.

Ghost Face

26 maja w Alpach Pennińskich Paolo Zanoli, Giovanni Pagnoncelli i Davide Gallian wytyczyli nową drogę Ghost Face (TD+, 850 m) na północno-wschodniej ścianie Hubshorn. Pomimo tego, że było to poza sezonem, warunki były zimowe.

Wspinaczka na Ghost Face. Fot. arch. Zanoli, Pagnoncelli i Gallian

Wystartowali o 6.15. Jak wspomina jeden z autorów było zimno, mglisto. Nasuwały się skojarzenia np. z północną Eigeru, Szkocją, albo Norwegią w styczniu. Mgła uniemożliwiała dobrą orientację w terenie, dlatego wspinacze wspinali się „jak puszcza”. Na szczycie byli 9 godzin po starcie. Miało być łatwo i przyjemnie, a zrobiło się z tego alpejskie TD+, łącznie musieli się wiązać na 200 metrach.

Najbardziej oczywista linia na tej ścianie jeszcze jest nie zrobiona. To tak na marginesie :-)

Ghost Face. Fot. arch. Zanoli, Pagnoncelli i Gallian

Mt. Laurens

Mark Allen i Graham Zimmerman podczas tripu na Alaskę przeszli północno-wschodnie żebro (V A1, AI4 M7, 1440 m) na Mt. Laurens w rejonie lodowca Lacuna.

Z wstępnego rozpoznania wynikało, że na szczyt wcześniej wszedł jedynie zespół Paul Roderick (Paul nazwał szczyt od imienia swojego syna) i Thomas Bubendorf. Wychodzi na to, że są dopiero drugimi zdobywcami.

Pomiędzy 9 i 15 maja Mark i Graham dwa razy podchodzili do przejścia wschodniego żebra Mt. Laurens. Za każdym razem wycofywali się ze względu na niebezpieczną wspinaczkę.

Graham Zimmerman na drugim biwaku. Fot. Mark Allen

20 maja wbili się w północno-wschodnie żebro. Pierwsza połowa drogi doskonała lodowo-śnieżna wspinaczka, przetykana mikstowym terenem. Druga połowa po biwaku to już typowe dla Alaski wspinanie w stromym śniegu. Końcówka to niebezpieczna grań - na której mieli jeszcze jeden biwak - ze słabą możliwością asekuracji i nawisami.

Na szczycie dopadła ich jeszcze burza, zmuszając do przymusowego biwaku. O świcie wiatr zelżał i rozpoczęli zejście (mieli około 12 zjazdów). Łącznie wspinali się 59 godzin i osiem schodzili.

Linia zespołu Graham-Zimmermann. Fot. arch. Mark Allen

Źródło: planetmountain.com, alpinist.com

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież