Log in
    

K2 & BroadPeak 2010 Polish Expedition: Miotk: trudna decyzja na K2 i powrót do Polski

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

K2Do 23 lipca włącznie mieliśmy kilkudniowe załamanie pogody i spory opad śniegu. Z drugiej strony pojawiła się informacja, że 27 lipca i może 29 lipca będą dobrymi dniami do atakowania szczytu ze względu na słaby wiatr i ogólnie przyzwoitą pogodę.

 

Aby móc wykorzystać pierwsze, lepsze okno pogodowe trzeba było jutro wyjść do góry. U wszystkich pojawił się dylemat czy bezpieczne jest wychodzenie dzień po kilkudniowym opadzie i czy okno pogodowe jest na tyle długie, że uda się przeprowadzić bezpiecznie cały atak szczytowy. Każdy w swojej głowie ważył za i przeciw. Ja ostatecznie nie zdecydowałem się wyjść następnego dnia do góry, bo obawa przed potencjalnymi lawinami była zbyt duża. Liczyłem że może okno pogodowe 29 lipca będzie moim sprzymierzeńcem.

 

24 lipca ostatecznie w górę wychodzą na drogę Cesena 4 zespoły: Gerlinde z Ralfem, Kinga z Fabrizio, Tamara z Darkiem i Fredrick z Treyem. Reszta została w bazie. Dzień okazał się bardzo wietrzny, ale wszystkie 4 zespoły dotarły do C2. W tym samym czasie na drodze na zebrze Abruzzich atak szczytowy załamał się kompletnie. Kilku wyprawom lawina zabrała namioty i wyprawy np. włoska i koreańska zdecydowały się nie tylko na powrót do bazy , ale również zakończenie akcji górskiej w ogóle.

 

25 lipca reszta naszej ekipy wyszła do góry z zamiarem atakowania szczytu 29 lipca. Dla mnie było jasne, że ze względu na kończący się urlop będzie to moje ostatnie wyjście do góry, o czym poinformowałem resztę naszej wyprawy. Gdy dochodziłem w strasznej wichurze i wszędobylskich pyłówkach do C2, podczas łączności okazało się, że okna 29 lipca nie będzie, natomiast istnieje dalej szansa na okno 27 lipca. Po tej informacji reszta naszego składu wycofała się do bazy, widząc brak sensowności parcia do góry. W C2 nocowałem więc tylko ja i Tomek, który stwierdził, że jutro schodzi do bazy na odpoczynek. A ja siedziałem w namiocie gotowałem i główkowałem co tu dalej robić. Jestem jeden dzień za grupą atakującą, która doszła dzisiaj również w potwornym wietrze do C3. Wymyśliłem szaleńczy plan dogonienia następnego dnia grupy atakującej poprzez szybkie ranne wyjście do C3, potem dwugodzinny rest i wyjście w kierunku ramienia. Plan ambitny, ale na inny podczas ostatniego wyjścia nie było miejsca.

 

26 lipca budzę się o 4:30 rano, aby po szybkim śniadaniu wyjść około 6-tej w kierunku obozu 3-ego. Dalej wieje niemiłosiernie, nie widać oznak aby jutro miał być summit day. Zawiane ślady i poręczówki nie pomagają mi w szybkim parciu do góry. Około 11-tej docieram do C3. Nasz namiot jest kompletnie zasypany śniegiem, z trudem udaje mi się dostać do środka.

 

Grupa atakująca około 9-10 wyszła w kierunku ramienia K2 znowu w huraganowym wietrze. A ja siedzę w namiocie i znowu przeprowadzam skomplikowany (jak na 7000m) proces myślowy. Gonić ich czy schodzić na dół? Czuję się bardzo dobrze, zmęczony jestem, ale nie tak znowu bardzo. Ale czy tak naprawdę czuję się tak aby wyjść na ramię, jutro wejść na szczyt i jeszcze zachować bezpieczną ilość energii na zejście. Na pewno nie. To by było szaleństwo. Dodatkowo  niestabilna pogoda i tak naprawdę brak partnera powodują, że decyduję się z bólem serca na zejście na dół do C2. Szkoda. Liczyłem na więcej na K2. W międzyczasie wieczorem grupa atakująca późnym wieczorem bardzo zmęczona wiatrem, miejscami śniegiem po pachy, dociera około 100 metrów od ramienia K2, gdzie rozbija obóz 4. Ogromne wyczerpanie i niestabilna pogoda powodują, że decydują się jutro wracać do bazy. Tak załamuje się brawurowy pierwszy atak szczytowy na K2 2010.

 

27 lipca o 5-tej rano zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wyruszyłem z C2 i zszedłem szczęśliwie do bazy, gdzie po krótkim odpoczynku zabrałem się do pakowania moich rzeczy ponieważ 28 lipca razem z 2 porterami zacząłem kilkudniowy trekking do cywilizacji. Potem jeszcze dwudniowa podróż Karakorum Highway. Samolot mam zarezerwowany na 7 sierpnia.

 

Smutno mi się rozstawać z członkami mojej wyprawy. Stworzyliśmy zgrany i zróżnicowany zespól, gdzie każdy czuł się potrzebny. Trzymam teraz kciuki, że nadejdzie w końcu dobre, kilkudniowe okno pogodowe, które pozwoli na zdobycie szczytu!

Do zobaczenia w Polsce!
Marcin Miotk

Żródło: www.wspianie.pl

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież