Log in
    

Na granicy życia i śmierci

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

W Dworcu Tatrzańskim Wojciech Szatkowski zapoczątkował nową serię pogadanek "Ich pasją są góry". Bohaterami jego opowieści byli wybitni himalaiści - Herman Buhl i Wojciech Kurtyka oraz Jean Marc Boivin i Douglas "King" Coombs - mistrzowie górskiego narciarstwa ekstremalnego.

W. Szatkowski opowiada o Himalaistach

Wojciech Szatkowski opowiada o himalaistach i narciarzach ekstremalnych. Fot. Tygodnik Podhalański

Dotychczasowe spotkania z cyklu Muzeum Tatrzańskie w Dworcu Tatrzańskim prowadzone przez Wojciecha Szatkowskiego dotyczyły głównie historii narciarstwa, a także ratownictwa i przewodnictwa tatrzańskiego i cieszyły się dużym powodzeniem. W maju rozpoczął nowy cykl prelekcji, poświęcony pasjonatom gór, dla których były one najważniejsze, którzy byli w stanie dla gór poświęcić wszystko, nawet własne życie. W trakcie oglądania prezentowanych filmów pojawiały się pytania: jakie są granice ludzkich możliwości i jak daleko człowiek może się posunąć w swojej górskiej pasji? Jaka jest cena tego ryzyka? Na te pytania każdy starał się znaleźć odpowiedź, zapoznając się z fragmentami górskiej biografii 4 bohaterów tego wieczoru i oglądając filmy z ich ryzykownymi dokonania górskimi. Wspinacze i himalaiści Austriak Herman Buhl i Wojciech Kurtyka na trwałe wpisali się w historię himalaizmu swoimi osiągnięciami w górach najwyższych, a górscy narciarze ekstremalni Francuz Jean-Marc Boivin i Amerykanin Douglas "King" Coombs - ryzykownymi zjazdami z górskich szczytów i ścian alpejskich przesunęli granicę ryzyka w narciarstwie ekstremalnym o kolejne stopnie trudności. Trójka wymienionych, poza Kurtyką, za swoją pasję, ryzyko i balansowanie na krawędzi życia i śmierci zapłaciłai cenę najwyższą - swoje życie.

Herman Buhl zdobył 2 dziewicze ośmiotysięczniki - Nanga Parbat (8126 m) i Broad Peak (8051 m). Na ten pierwszy wszedł samotnie w 1953 roku, co było jak na tamte czasy wyczynem niezwykłym. Po osiągnięciu wierzchołka przetrwał noc w "strefie śmierci", doznając odmrożeń, na skutek których utracił dwa palce, ale o własnych siłach zszedł ze szczytu. Po 4 latach znowu wspinał się na niezdobyty wtedy Broad Peak i znowu wykazał niezwykły hart ducha oraz upór - mimo dolegliwości wszedł na wierzchołek w Kurtem Diembergerem, który schodząc ze szczytu zawrócił, by Hermanowi towarzyszyć. Buhl niedługo cieszył się tym sukcesem, bowiem jeszcze na tej samej wyprawie próbował zdobyć z Diembergerem Chogolisę (7665 m). Z powodu pogarszającej się pogody zaczęli się wycofywać z 7300 m. Schodząc, spadł z nawisem w przepaść i pozostał w Karakorum na zawsze. Na spotkaniu został wyemitowany 90-minutowy film o wyprawie na Nanga Parbat z roku 1953 w reżyserii Hansa Ertla, ze zbiorów Museo Nazionale della Montagna w Turynie.

Wojciech Kurtyka realizował w górach swój styl i filozofię wspinania. Nie wdał się w rywalizację zdobywania Korony Himalajów, chociaż miał ku temu wszelkie dane. Realizował swoje ambitne cele. Był jednym z pierwszych, którzy alpejski styl wspinania zastosowali w górach najwyższych. Jego wizytówką jest m.in. zachodnia "Świetlista Ściana" Gasherbruma IV (7935 m), pokonana w znakomitym stylu razem z Robertem Schauerem. Kurtyka wszedł na 6 ośmiotysięczników, w tym w jednodniowych wspinaczkach na 2 nowymi drogami, południowo-zachodnimi ścianami Cho Oyu (8201 m) i Shisha Pangma (8013 m), co na początku lat 90. było niezwykłym wyczynem. Wspinał się z alpinistami zagranicznymi, którzy preferowali ten sam styl wspinania, a z Polaków jego partnerami w górach najwyższych byli Jerzy Kukuczka i Ludwik Wilczyński. Warto też wspomnieć jego przejście kilkusetmetrowego lodospadu Losar koło Namche Bazaar, dokonane w zespole z Maćkiem Rysulą, który zginął potem w Alpach. Z pewnością wyczynem był również trawers 3 wierzchołków masywu Broad Peak. Kurtyka przechodził trudną ścianę, a potem nieraz rezygnował z wejścia na sam wierzchołek, ale jego styl wspinania w górach najwyższych wzbudzał zachwyt.

Jean-Marc Boivin, alpinista, narciarz ekstremalny, wykonywał również ryzykowne loty na paralotni i skoki BASE. W Alpach zjeżdżał na nartach ścianami i kuluarami o nachyleniu do 65 stopni. Zasłynął zjazdem wschodnią ścianą Matterhornu, a także pięcioma ekstremalnymi zjazdami dokonanymi w ciągu jednego dnia. Zjechał też z Huascaranu i Pisco w Andach, jako pierwszy wykonał lot na paralotni z Mount Everestu  do bazy, a wcześniej z Gasherbrumu II i z wysokości 7600 m na K2. W lodowcu Mer de Glace wyeksplorował jaskinię lodową do głębokości 117 m. Zginął w Wenezueli w 1990 roku, w czasie wykonywania skoku BASS ze ściany obok największego wodospadu świata Salto Angel.

Douglas "King" Coombs, również alpinista oraz przewodnik wysokogórski, uprawiał z pasją ekstremalne narciarstwo pozatrasowe. Odkrył dla fantastycznych zjazdów góry Chugash na Alasce z 3-tysięcznikami, które mają największe opady śniegu. Jego warstwa, sięgająca nawet 12 metrów, trzyma się dobrze na stromych stokach, stwarzając doskonałe warunki dla narciarzy freeridowych. Coombs dokonał w tych górach niezliczonych fantastycznych zjazdów, połączonych z kilkudziesięciometrowymi skokami ze skał. W tych górach zapoczątkował również heliskiing. Narciarze wywożeni są na szczyty śmigłowcem, a potem mkną z dużą prędkością po stokach o ponadtysiącmetrowej deniwelacji.

Wywiad z Coombsem i zaprezentowany film, użyczony przez Stowarzyszenie Spotkania z Filmem Górskim, zrobił na widzach duże wrażenie. Coombs zginął we Francji w La Grave w 2006 roku. W swoim wywiadzie, którego udzielił 18 dni przed śmiercią, twierdził, że góry są żywe, trzeba je tylko umieć rozpoznać. Tym razem to rozpoznanie może było niedostateczne.

Apoloniusz Rajwa

Żródło: 24tp.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież