Log in
    

Zimowa klasyka w kotle i na zawodach

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zimowa klasyka w kotle i na zawodach czyli relacja z dokonań Jaśka Kuczery i Rafała Pietrasika oraz X Memoriał Bartka Olszańskiego.

J. Kuczera i R. Pietrasik

Innominata – 22 lutego

22 lutego wraz z Rafałem Pietrasiakiem podchodzę pod Kocioł Kazalnicy w celu spróbowania jednej z trudniejszych dróg klasyczno-zimowych po polskiej stronie Tatr – Innominaty.

Śniegu na podejściu jest dużo i w obawie przed lawinami przed wejściem na stok podprowadzający pod ścianę Kotła wiążemy się liną. Chmury schodzą nisko, lekko prószy, co jakiś czas schodzą niewielkie pyłówki. W ścianie jest trochę śniegu, więc zapowiada się małe odśnieżanie. Poza nami nikt dzisiaj nie planuje wspinaczki. Wczoraj osamotnieni na ścianie kotła były chłopaki: Maciek Bedrejczuk i Wawrzyk Kozłowski. Po dwóch dniach rozpoznania i przekopywania się pod ścianę, trzeciego dnia w ciągu załoili zimowo-klasycznie DAGa do krawędzi okapu. Dwa kluczowe wyciągi Maciek poprowadził z OS!!! Naprawdę klasa!!!

Z Rafałem dzielę się po połowie Innominatą. Ja mam do poprowadzenia trzy trudniejsze wyciągi, a Rafał trzy łatwiejsze, które ze względu na wymagającą asekurację okazują się nie być wcale takie łatwe.
I wyc. (ok. M7+) prowadzi przez skalnego „kutasa”, po którym następuje seria kilku czujnych, technicznych pociągnięć z dziabek, później robi się dość łatwo. Do stanu pozostaje jeszcze odcinek bardzo estetycznego, trawkowego wspinania.
Kolejny II wyc. (wg Rafała ok. M6) prowadzi Rafał. Słaba asekuracja i płytkie trawy sprawiają, że ten wyciąg, pomimo swoich niewygórowanych trudności technicznych, jest dość poważny.
III wyc. (ok. M4/4+?) nadal przypada Rafałowi i jest częściowo wspólny z terenem Długosza-Popki. Trawers 3/4 okazuje się nie być wcale taki łatwy.
IV wyc. (ok. M7+) jest znowu mój. W sumie zakładam dwa friendy, jeden tuż przed wejściem w trudności i jeden w trudnościach oraz jeszcze dwa przeloty po wyjściu z trudności. Kluczowe trudności na tym odcinku są siłowe i biegną przewieszoną szeroka rysą, z małą ilością stopni. Klinując dziabki pomiędzy dudniące i lekko ruchome bloczki skalne, przechodzę ten odcinek szybko, aby jak najmniej się zmęczyć. Wychodzę z trudności, wykonuję kilka czujnych ruchów momentami po lekko przesuszonych trawach i zakładam stan (w miejscu stanowiska Łozy) z jakichś pięciu punktów, bo skała trochę dudni. W sumie na ten odcinek łącznie z założeniem stanu schodzi mi jakieś 30min. Rafał idąc na drugiego przechodzi ten odcinek czysto.
V wyc. (wg Rafała ok. M6 może trudniej) należy do Rafała i zaczyna się nieprzyjemnym wyjściem nad stanowisko bez sensownej asekuracji – siadłby cienki knife, którego nie mamy. Rafał mający na swoim koncie masę super przejść na Marmoladzie w Dolomitach oswojony jest z takimi sytuacjami. Po jakimś czasie montuje stanowisko, a ja śpiesznie dochodzę do niego. Zbyt śpiesznie, bo po drodze obijam sobie żebro.
VI wyc. (ok. M8-) podobno jest kluczowy na całej drodze. Wejście w zacięcie jest trudne, samo zacięcie świetnie urzeźbione, daje możliwość dobrego klinowania dziabek i rozstawienia się na nogach. Po wyjściu z niego jest do pokonania czujna płytka i ukośne zacięcie wyprowadzające w łatwy teren. Wychodzę ponad kosówki w śniegi. Wbijam dwie dobre jedynki, montuję dwa friendy - stan gotowy.
Po niecałych 9 godzinach akcji Rafał pojawia się przy mnie. Kończymy drogę.
Przed nami jeszcze „tylko” zjazdy, które szczęśliwie dla mnie dobrze się kończą.

Innominata, M8-(?), os, 8h50min , 22.02.2012r. Zarówno prowadzący jak i idący na drugiego wspinali się na dziabkach.

X Memoriał Bartka Olszańskiego 24 – 25 lutego

Na Słowację do Doliny Kieżmarskiej wybieram się wraz z Wawrzykiem Kozłowskim, rodakiem wychowanym w Australii.
Pogoda nie rozpieszcza, sypie śniegiem i mocno duje wiatrem. Pomimo tych niedogodności pojawia się spora liczba osób (ponad 50) chcąca wystartować w zawodach i tym samym upamiętnić Bartka Olszańskiego, zmarłego tragicznie ratownika TOPR.
Jest to mój pierwszy Memoriał, w którym uczestniczę i bardzo pozytywnie zaskakuje mnie profesjonalizm w jakim impreza jest przygotowana. Drogi ułożone na zawody są rewelacyjne, bardzo techniczne, mniej siłowe, wspinanie po nich to czysta przyjemność, niestety trochę ograniczona ze względu na limit czasowy i kolejki chętnych. Wieczorna, zakrapiana piwem impreza w schronisku pozwala na zacieśnianie i zawiązywanie znajomości.

Wśród dziewczyn wygrywają skutecznie wspinające się także w górach Ilona Gawęda i Iwona Soczyńska zajmując kolejno I i II miejsce. III miejsce przypada Justynie Florczak.

Wśród panów I miejsce zasłużenie zajmuje ładnie i pewnie wspinający się 24-letni Dawid Sysak z Wrocławia. II miejsce przypada mi w udziale, natomiast III miejsce zajmuje przesympatyczny, zimowy bywalec MOKa Przemek Cholewa.

Wszystkich wspinających się zimą w górach oraz drytoolowo gorąco zachęcam do udziału w tej imprezie w następnym roku.

Pozdrawiam,
Jasiek Kuczera

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież