Log in
    

„Wspinaczka na własnej asekuracji w teorii i praktyce” – garść uwag, spostrzeżeń i refleksji po lekturze

Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Żywię przekonanie, że recenzja pełni podwójną rolę: stanowi subiektywną ocenę książki, dokonywaną jednakowoż przez osobę kompetentną w zakresie takiej ewaluacji, a ponadto: jest informacją dla odbiorców, mającą ich zaciekawić, zachęcić do lektury.

Księżniczka, 2013 r.

Jeżeli chodzi o poradniki wspinaczkowe, to trzeba je czytać co najmniej dwukrotnie. Raz - prawym okiem znawcy zagadnienia, i drugi - lewym okiem, powiedzmy, zaawansowanego kursanta. I dopiero wtedy patrzeć, czy i jak dzieło się broni.

Święty, 2015 r.

 Porada okładka

„Wspinaczka na własnej asekuracji w teorii i praktyce” autorstwa Dariusza Porady wydana przez wspinanie.pl to nowa pozycja na rodzimym rynku wydawniczym skierowana do osób zainteresowanych wspinaniem. Już sam tytuł sugeruje, że mamy do czynienia z podręcznikiem skierowanym do określonej, wąskiej grupy docelowej. Znajduje to potwierdzenie w słowach autora, który na pierwszych stronach napisał: „Podręcznik jest adresowany do tych, którzy ukończyli kurs wspinaczkowy, zawierający w programie elementy wspinania na własnej asekuracji lub wspinają się tradowo samodzielnie”. Takie zdefiniowanie odbiorcy skutkuje całkowitym pominięciem ogólnych podstaw wspinaczkowych i skoncentrowanie się wyłącznie na zagadnieniach charakterystycznych dla wspinania na własnej asekuracji. Nie określono natomiast przedmiotu opracowania – z lektury książki wynika, że traktuje ona o jednowyciągowym wspinaniu skałkowym, uprawianym indywidualnie - „sportowo”, na drogach wyposażonych w stałe stanowiska zjazdowe. Do tego na Jurze. Naszej Jurze.

 

 

Autor to licencjonowany instruktor taternictwa PZA z 27-letnim stażem szkoleniowym i 40-letnim stażem wspinaczkowym. Książka wydana jest w poręcznym formacie, nadzwyczaj starannie – intrygująca matowa okładka i kredowy papier stanowią właściwy nośnik dla estetycznej, czytelnej kompozycji graficznej oraz dużej liczby kolorowych fotografii. Pod tym względem wydawnictwo robi bardzo duże wrażenie. Warty podkreślenia jest fakt, że to dopiero siódmy ogólnodostępny polski podręcznik wspinaczkowy w ponad stuletniej historii zorganizowanego wspinania w naszym kraju.

Pierwsze zdziwienie pojawia się już po wzięciu książki do ręki, gdy stwierdzamy, że ma jedynie 160 stron. Zdziwienie przeradza się w zdumienie, gdy przeglądając zauważamy, iż wypełniają ją przede wszystkim zdjęcia, a tekst stanowi raczej dodatek do tychże. W stupor wpadamy, gdy po wnikliwej analizie doliczamy się 49. stron pozbawionych treści, co stanowi bez mała trzecią część publikacji. Na tę liczbę składają się: strony tytułowe, dedykacje, reklamy (tych wcale nie tak dużo), "przekładki" z tytułami rozdziałów, puste rewersy tych przekładek oraz fotografie wspinaczkowe (większych lub mniejszych mistrzów wspinaczki z kraju i ze świata). Co do tych ostatnich - kilka mogłoby z powodzeniem pełnić funkcje dydaktyczne, a nie tylko ilustracyjne, gdyby opatrzyć je odpowiednim podpisem. Ta rozrzutność wynika z rygorystycznego przestrzegania założeń kompozycji graficznej, co przy mnożeniu rozdziałów prowadzi do takich absurdów, że dwa następujące po sobie - „Terenowo/tradowo” oraz „Formacje” - zajmują stron dziesięć, podczas gdy treść znajduje się jedynie na trzech i pół! Z całym szacunkiem dla dbałości o estetykę, ale to co nieodzowne przy  wydawnictwach albumowych, w przypadku niewielkich podręczników okazuje się marnotrawstwem.

Jeżeli chodzi o język, to w miejsce charakterystycznej dla podręczników lapidarności, rzeczowości i „chirurgicznej” precyzji otrzymujemy soczystą potoczystość, która w kilku miejscach wymyka się spod kontroli, nabierając cech chaotycznego strumienia świadomości. Za przykład niech posłuży fragment z rozdziału „Wspinaczkowe rady, sposoby i inne”, dotyczący asekuracji w przerysach(1):

asekurowanie w przerysach wymaga używania dużych camów. […] Ja używam dwóch do asekurowania się czasem nawet na odcinku paru metrów. […] Zaczynam od zainstalowania, jak najwyżej dosięgnę, pierwszego cama z wpiętą do niego liną asekuracyjną. Potem wspinam się aż do momentu, gdy sięgnięcie po dolnego cama (wpiętego oczywiście do liny lub jednej żyły) jest coraz mniej możliwe. Następnie "podsuwam" drugiego cama na wysokość moich ramion lub wyżej. Wspinam się wyżej, "pchając" pierwszego cama w górę. I tak do momentu gdy formacja uniemożliwia ich dalsze przesuwanie.

Chodzi tu najprawdopodobniej o trywialne przesuwanie dwóch mechaników – pod i nad sobą, ale przyznam, że pewności nie mam - zatem trudno w takiej sytuacji dokonywać oceny sensowności prezentowanej metody. Bywa też, że autor stosuje uproszczenia i skróty myślowe mogące prowadzić czytelnika na manowce – tak mamy np. w przypadku akapitu poświęconego linom potrójnie certyfikowanym (ten sam rozdział, str. 121.). One nie mają – tak jakby chciał autor – „małej średnicy” i nie wymagają „dużych umiejętności od asekurującego”. A przynajmniej nie zawsze. Możemy domyślać się, że te uwagi dotyczą tylko i wyłącznie przypadku zastosowania takiej liny jako pojedynczej, bo przecież standardowe liny połówkowe, nie mówiąc już o bliźniaczych, mają średnice mniejsze. Ale czy przy studiowaniu podręcznika powinniśmy się czegokolwiek domyślać lub uznawać za prawdopodobne?

Aby nie popaść w śmieszność i nie wyprodukować recenzji niewiele ustępującej wielkością recenzowanej pozycji, skoncentruję się na kilku spośród kilkunastu rozdziałów(2). Tych obszerniejszych lub takich, które wydają się istotnie z uwagi na poruszane zagadnienia, pomimo swojej skromnej objętości. Z tego samego powodu nie przedstawię wszystkich pomyłek, nieścisłości i niezręczności jakie znalazłem, czy też uwag, jakie mi się nasunęły po lekturze - niniejszy tekst nie pretenduje do wyczerpującego opracowania krytycznego. Ponadto - najwięcej można by napisać nie o tym co w książce jest, ale czego nie ma, a być powinno(3).

Rozdział 4. „Skale trudności”. Po krótkim wstępie z informacjami ogólnymi (o tym dlaczego istnieją skale i jakie czynniki wpływają na trudność) dostajemy krótki opis kliku wybranych skal trudności, tych najpopularniejszych: UIAA, krakowskiej, francuskiej, amerykańskiej czy w końcu jednej prawdziwie tradowej – brytyjskiej (skala E). Autor świadomie rezygnuje z formy tabelarycznej, będącej jednocześnie porównaniem skal uzasadniając to słowami: „Nie pokusiłem się o porównanie skal trudności […] ponieważ w mojej opinii są nieprzeliczalne. Proste tabele porównawcze zamieszczane w internecie, prowadzą do przykrych nieporozumień”. Może prowadzą, może nie – ale co najmniej przykrym nieporozumieniem jest napisanie, że drugi człon skali brytyjskiej E7 6c „jest w skali francuskiej i oznacza trudność sportową”. To nieporozumienie ma co najmniej dwa i pół stopnia w skali Kurtyki. Bardziej zabawnym niż przykrym jest passus dotyczący drogi Elder Statesman i wycenienia jej przez Jamesa Pearsona na HXS – można powiedzieć, że prawie nic tu się nie zgadza. W tym samym rozdziale dostajemy także wizję skali W/R/X – z próbą zdefiniowania każdego z oznaczeń. Całkiem ciekawe, autorskie koncepcje, choć z nie wszystkim można się zgodzić - np. odpinanie w trakcie wspinania jednej z żył czy asekuracja przez dwóch asekurantów nie powinny stanowić o klasie R. Podobnie jak używanie dużych camów lub tri-camów o klasie W. Szkoda, że zabrakło podania przykładów kilku konkretnych dróg dla każdego z oznaczeń – zyskałoby to wymiar praktyczny, a tak pozostaje w sferze czystej teorii. Z kolei taki właśnie praktyczny wymiar mają dwie strony opracowane przez Marcina Flowera Poznańskiego, na których przybliża on nam, w oparciu o swoje wyspiarskie doświadczenia, tajniki skali E na przykładach konkretnych jurajskich linii. To zdecydowanie najjaśniejszy punkt tego rozdziału i jeden z jaśniejszych w całej książce.

Rozdział 5. „Trenowo/tradowo”. To króciutka impresja na temat tego co ulubił sobie autor. Nie wychodzi poza utarte i znane standardy – mamy więc wymienione: Jurę (gdzie autor znalazł „miejsca naprawdę urzekające” ale też i takie, które jego „partnerka określiła po prostu: …fuj, co za paskudne miejsce!”) , Rudawy (z Sokolikami) oraz czerwone piaskowce kieleckie. Zadziwiające, że akurat ten krajobrazowy rozdział został zilustrowany małymi i najbrzydszymi w całej książce zdjęciami. Nie przeczytamy tu nic o rejonach Kotliny Jeleniogórskiej (ze sztandarową Witoszą, gdzie aktualnie bije serce polskiego tradu), Gór Izerskich czy Karkonoszy. Ba, nie pada ani jedno słowo o Hejszowinie – wielkim, wspaniałym rejonie o specyficznej, ponad stuletniej tradycji wspinaczkowej. Co  dziwi tym bardziej, że wspomniane zostały obite skałki w Jerzmanicach-Zdroju, w których są: „ładne linie rys”. Ale czy w Hejszy ładnych rys nie ma?

Rozdział 7. „O klinowaniu”. Z pełnej gamy formacji, z jakimi przychodzi się mierzyć wspinaczom autor zdecydował się omówić  rysy – i jest to strzał w dziesiątkę – wspinanie w nich to trudna i bolesna sztuka. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że - poza nielicznymi wyjątkami - w zaniku. Tym bardziej cieszy, że rozdział poświęcony technikom klinowania jest najlepszym w całej książce – zasługa w tym przede wszystkim doskonałych zdjęć i nowatorskiego podejścia do ujęć. Otóż autor zdecydował się na pracę z fotografem głównie w „studio”, na wymodelowanych rysach, co pozwoliło na komfortową pracę i utrwalanie poszczególnych pozycji i ustawień rąk oraz stóp również z wnętrza rys. Osiągnięty efekt wizualny - i tym samym dydaktyczny - jest wyśmienity. Omówione i przedstawione zostały praktycznie wszystkie rozmiary rys – w kolejności od najwęższych (na palce) do najszerszych (przerysy). Do pełni szczęścia brakuje tylko skorelowania poszczególnych rozmiarów rys z rodzajem i rozmiarami sprzętu używanego do asekuracji(4).

Rozdział 9. „Fetysz sprzętu”. Tu nareszcie czuć, że to prawdziwy żywioł autora – ilość poświęconego miejsca robi wrażenie – bite 27 stron - najobszerniejszy rozdział w książce. Ale żeby było jasne – pod pojęciem „sprzęt” kryje się wszystko to, co osadzamy w skale, czyli wszelkie rodzaje kości (klinowe, mimośrodowe, mechaniczne, hybrydowe). Karabinki, ekspresy czy zszywane pętle nie są tu ani przedstawione, ani omówione - liny, uprzęże, przyrządy asekuracyjne czy asekuracyjno-zjazdowe również. Rozdział jest bogato ilustrowany fotografiami w większości wykonanymi specjalnie na potrzeby podręcznika – ledwie kilka zdjęć pochodzi z archiwów producentów. Świadczy to o gigantycznej pracy jaka została wykonana oraz o osobistym dostępie autora do omawianego sprzętu. Jednak cóż czytelnikowi z tego, że ma heksy na dwunastu zdjęciach (w tym pięciu „w akcji”) skoro nie wynika z nich, że np. te produkowane przez CAMP (Carvex) nie mają górnej ścianki w kształcie trapezu, co stanowi niedogodność przy osadzaniu poprzecznym, zwłaszcza w nieregularnych, jurajskich rysach i de facto je dyskwalifikuje (choć CAMP ma też swojego asa w postaci rozmiaru jedenaście). Próżno szukać tej istotnej informacji również w tekście poświęconym tym kostkom. Rozumiem, że może nie wypada wytykać braków czy niedoskonałości konkretnym produktom, ale wypada i należy wskazywać produkty wyróżniające się jakąś pozytywną cechą, jeżeli ma się ambicje stworzenia czegoś więcej, niż katalog sprzętu. Pozostając jeszcze na chwilę przy heksach - brakuje omówienia w jakich rozmiarach są produkowane, a w jakich warto je nabyć(5), a próby zrozumienia stanowiska autora co do rodzaju montowanych cięgieł (drut vs taśma) zakończyły się niepowodzeniem.

Część poświęcona kostkom klinowym, choć przegadana jest zdecydowanie lepsza – jedna z niewielu ścisłych informacji, jaka pojawia się w tej części wymaga uzupełnienia. Na str. 84. autor napisał: „Należy pamiętać, że zainstalowane kostki o małych rozmiarach koniecznie trzeba zdublować, gdyż ich nominalna wytrzymałość to przedział 3 kN do 6 kN. Przy większym run oucie może okazać się, że pojedyncza kostka to za mało […]”. Żeby było jasne - autor najwyraźniej nie ma tu na myśli mikrokostek (kostek RP), bo o tych mowa jest dalej, tylko po prostu - małe rozmiary kostek. Otóż w przypadku najpopularniejszych i najczęściej polecanych u nas kości (DMM Wallnuts), sprawa nominalnej wytrzymałości przedstawia się następująco: rozmiar 1 – 7 kN, rozmiar 2 – 9 kN.

Najwięcej miejsca poświęcono „skomplikowanym produktom myśli inżynierskiej” -  kościom mechanicznym. Zaprezentowano niemal wszystkie dostępne na rynku modele (a na pewno te popularne i cenione, z pominięciem wyrobów czeskich), a w opisie poruszono wszystkie możliwe aspekty dotyczące budowy: liczbę cięgieł, osi i krzywek i ich wzajemnych kombinacji. Omówiono zasadę działania i pochylono się nad karbowaniem krzywek, mechanizmami spustowymi, linkami łączącymi, sposobami ochrony cięgieł oraz rodzajami zastosowanych taśm. Ale w tym całym natłoku informacji nie znalazłem sprawy fundamentalnej tj. omówienia różnic w zakresie pracy pomiędzy modelami jedno-, a dwuosiowymi. Zamiast sformułowania jasno i klarownie tej najpraktyczniejszej informacji, dostajemy na str. 108. wyciąg z zaleceń poszczególnych producentów - „Wild Country sugeruje instalowanie mechanika w pozycji rozwarcia między 25 a 75% krzywek całkowitego zakresu ruchu, Black Diamond dla Camalotów C4 zaleca od 50 do 90%. Walijski DMM zaleca różne wartości dla swoich produktów, miedzy 30 a 60% dla jednoosiowych mechaników i 40 do 90% dla dwuosiowych.” – z którego ewentualnie  możemy się domyślić się, że zasada taka istnieje. A przynajmniej u DMM’a, bo jak to wygląda np. pomiędzy niebieskimi – WC (3.5) i BD (3) - na podstawie tak sformułowanych danych nie jest łatwo rozstrzygnąć(6). Drobna uwaga do tabeli ze str. 101., systematyzującej podział camów na grupy wielkościowe – zakres pracy żółtego C3, mieści się w całości w zakresie niebieskiego C4(0.3). Zatem, albo żółty awansuje do grupy małych mechaników, albo niebieski spada do mikrofriendów. Wielkimi nieobecnymi tej części są Link Cams (Omega Pacific), doskonałe na do zdublowania setu mechaników , przez niektórych uważane za wunderwaffe, zwłaszcza na wspinaniu wielowyciągowym. Za to pół strony poświęcono egzotycznym wynalazkom Big Bro (Trango).

Podsumowując rozdział – dużo teorii i sporo praktycznych uwag dotyczących osadzania - ale nie dowiemy się z niego, jak i od czego zacząć kompletowanie sprzętu do wspinania na własnej. I nie chodzi tu o gotowe zestawy sprzętu, dostosowane do poszczególnych rejonów wspinaczkowych (rodzajów skały) - brak jest informacji dotyczących podstawowych i najczęściej używanych rozmiarów. W książce pada sformułowanie, że takie czy inne elementy wykraczają ponad zestaw standardowy - ale nigdzie tego zestawu standardowego nie zdefiniowano(7). Podobnie rzecz ma się z dublowaniem przelotów – w omawianym rozdziale jest dwukrotnie o tym mowa (w kontekście małych kostek i mikrofriendów), ale nigdzie nie jest powiedziane, jak to zrobić. A przecież rozwiązań jest kilka – i jest to zagadnienie niebagatelne.

Rozdział 10. „Wspinaczkowe rady, sposoby i inne”. Zaczyna się szczegółowym omówieniem kasków wspinaczkowych oraz rozważaniami na temat zasadności ich używania. Następnie poruszone zostają kwestie: wyboru liny (pojedyncza vs połówkowa) oraz sposobu łącznia jej z uprzężą – najpoważniejsze zagadnienia z omawianych w całej książce, a potraktowane zgoła niepoważnie. Jak powszechnie wiadomo, użycie liny podwójnej i wpinanie jej naprzemiennie radykalnie podnosi bezpieczeństwo prowadzącego. Nie tylko dlatego, że można się mniej przelecieć z wybraną liną do wpinki - o czym jest mowa w tekście, ale również dlatego, że loty (zwłaszcza te dłuższe) wyłapywane są przez dwa punkty – o czym nie ma ani słowa. W takiej sytuacji wydaje się, że punktem wyjścia dla wspinania na własnej asekuracji powinno być użycie liny podwójnej – i zamiast analizować, czy „sytuacje w których lina połówkowa jest niezbędna” wystąpią, jak radzi autor, zastanowić się, czy są jakieś powody aby z liny podwójnej rezygnować.

W kwestii łączenia lin z uprzężą mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją. Oprócz dwóch uznanych, sprawdzonych i stosowanych powszechnie węzłów – podwójnego skrajnego i ósemki - autor proponuje nam węzeł sklepowy(8). Uzasadnia to enigmatycznymi słowami: „Gdy każdy centymetr objętości węzła się liczy, używam węzła zderzakowego, wiązanego jako pętla nie zaciągająca się.”(9) i ilustruje zdjęciem nr 176 na str. 122. Powtórzmy – węzła zderzakowego, a nie podwójnego zderzakowego. Przyznaję szczerze, osłupiałem - z sytuacji, w których gabaryt węzła może przeszkadzać przychodzą mi do głowy tylko: ciasny komin lub przerysa. Ale nie te autor miał na myśli, bo na takie okazje wiąże się konserwatywnie ósemką, która „prawidłowo zawiązana, praktycznie nie ma szansy się poluźnić i rozwiązać podczas szamotania się w trudnych miejscach” – zatem musi być coś naprawdę specjalnego. W żadnym ze znanych mi podręczników wspinaczkowych nie spotkałem tej metody. Może słabo szukałem, a może to wynalazek na miarę XXI w. i wkład polskiej myśli szkoleniowej w światowe dziedzictwo tradowego wspinania? Oby! Reszta rozdziału poświęcona jest mniej lub bardziej praktycznym wskazówkom – tu spora część zdań napisana jest w 1 os. lp., co nie zawsze znajduje potwierdzenie w materiale zdjęciowym zamieszczonym w książce. Mi w pamięci utkwiły dwie rady: patyczek w kamie (10) i wężyk w kasku (11).

Konkludując (12) – mam duże wątpliwości czy należy traktować omawianą książkę jako podręcznik. To raczej zapis subiektywnego postrzegania własnego wspinania, połączony z bogato ilustrowanym przeglądem sprzętu. Z przebłyskiem geniuszu w rozdziale o rysach. Dość powiedzieć, że istotnych informacji praktycznych, znajdziemy tu nie więcej, niż w dostępnym na portalu wspinanie.pl artykule Jana Kuczery „Wspinanie tradowe – porady praktyczne” (13). Dlatego zdumiewa mnie, że pozycja ta uzyskała rekomendację Komisji Szkolenia PZA(14).

Paweł dr know Olendzki

Kielce 11.11.2015 r.

 

(1) Por. Dariusz Porada: „Wspinaczka na własnej asekuracji w teorii i praktyce”, wydawnictwo wspinanie.pl, Kraków 2015, s. 128.

(2) Ibidem, spis rozdziałów: 1. Krótko historycznie, 2. Historycznie sprzętowo, 3. Stylowo, 4. Skale trudności, 5. Terenowo/tradowo, 6. Formacje, 7. O klinowaniu, 8. Przygotowanie, rozgrzewka, 9. Fetysz sprzętu, 10. Wspinaczkowe rady, sposoby i inne, 11. Taktycznie, 12. Mentalnie, 13. Ochronnie, środowiskowo. Uwaga: na potrzeby niniejszej pracy rozdziałom przypisano numery.

(3) Przykłady pominiętych zagadnień: stanowiska, prowadzenie liny, węzły, zjazdy, wspinanie w zespole, korzystanie z naturalnych punktów…

(4) Zob. Praca zbiorowa pod redakcją Piotra Drożdża: „100 porad GÓR”, wydawnictwo GÓRY BOOKS, Kraków 2011, rozdział 9. -  Maciek Ciesielski „Wspinanie w rysach - technika i asekuracja”, s. 94-99.

(5) Craig Luebben: „Wspinaczka w skale”, wydawnictwo GALAKTYKA, Łódź 2006, wydanie II 2011, s. 101. „Najbardziej praktyczny jest zestaw pięciu heksów w rozmiarach od 2,5 do 7,5 cm, chociaż w sprzedaży są i mniejsze rozmiary.”

(6) Po przeliczeniu danych producentów dotyczących całkowitego zakresu pracy krzywek przez zalecane przez nich współczynniki otrzymano następujące wyniki: Helium Friend 3.5 (WC) – zakres pracy 59,15-74,85 mm (∆=15,7 mm), Camalot 3 (BD) – zakres pracy 54,42-69,3mm (∆=14,9 mm). Na „papierze” wygrywa WC – a jak jest w rzeczywistości? Z jakichś powodów WC zaczyna produkcję modeli dwuosiowych.

(7) Michał Kajca: „Góry Sokole przewodnik wspinaczkowy”, wydawnictwo GÓRY BOOKS, Kraków 2013, s. 21. „za zestaw standardowy przyjąłem: ekspresy, klika pętli z taśmy, zestaw kości typu roks, zestaw friendów od rozmiaru 1 do 5 Rock Empire (lub też od 0,4 do 3 Camalota).”

(8) Wacław Sonelski: „Sztuka wiązania węzłów”, wydawnictwo STAPIS, Katowice 1995, s. 31. „Pętla zderzakowa. Węzeł często spotykany w gospodarstwie domowym, transporcie, obozownictwie itp. Kiedyś używali go alpiniści do wiązania się liną. W tych czasach nosił nazwy: tatrzański średni albo sklepowy.”

(9) Por. Dariusz Porada: „Wspinaczka na własnej asekuracji w teorii i praktyce”, wydawnictwo wspinanie.pl, Kraków 2015, s. 121-122.

(10) Ibidem, s.127.

(11) Ibidem, s.130-131.

(12) BFF: „Discochłosta”, S.P.Records 2014, utwór 11. – „Nigdy nie wierz mu…”. „Trzeba było przepić pieniądze te,  albo zgubić, to mniejsza szkoda.”

(13) http://wspinanie.pl/2013/07/wspinanie-tradowe-porady-praktyczne/

(14) Dariusz Porada: „Wspinaczka na własnej asekuracji w teorii i praktyce”, wydawnictwo wspinanie.pl, Kraków 2015, s. 2. „Podręcznik Wspinaczka na własnej asekuracji w teorii i praktyce to kompendium wiedzy o wspinaczkowym rzemiośle jakim jest pokonywanie dróg w stylu tradycyjnym. Komisja Szkolenia Wspinaczki Skalnej i Wysokogórskiej PZA rekomenduje ten podręcznik wszystkim zainteresowanym wspinaniem na własnej asekuracji w skałach.”

Komentarze   

0 #2 dr 2015-11-17 13:06
oto adresaci Twojego pytania:
Komisja Szkolenia Wspinaczki Skalnej i Wysokogórskiej
Komisję Szkolenia tworzą:
Adam Pieprzycki - przewodniczący
Krzysztof Skoczylas
Maciej Ciesielski
Piotr Górka
Marek Pokszan
Dariusz Porada
Cytować
+1 #1 Michal 2015-11-14 21:42
Hej,
Czy wiesz może kto dokładnie wydał w PZA taką rekomendację?
Cytować

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież