Log in
    

Wrażenia po teście plecaka Thule Stir 15

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kilka tygodni temu dostałam do przetestowania 15-litrowy turystyczny plecak szwedzkiego producenta Thule. Jest to najmniejszy przedstawiciel serii Stir (dostępne są też pojemności 20 i 35l, przy czym największy występuje w wersji damskiej i męskiej).

Stir wyróżnia się minimalistycznym designem – ma formę niewielkiego wora transportowego o jednej komorze z dostępem tylko od góry, z wszytą wewnątrz jedynie małą, zapinaną na zamek kieszonką. Po bokach umieszczono cztery zaczepy pozwalające na przytroczenie sprzętu. Dodatkowo Stir przystosowany jest do noszenia camelbaka (nie jest sprzedawany w komplecie). Ma odpinany pas piersiowy z czterostopniową regulacją wysokości oraz lekki, chowany pas biodrowy. Jego przeznaczenie to głównie jednodniowe wycieczki piesze i rowerowe - z tyłu plecaka są dość duże elementy odblaskowe i miejsce do zamocowania lampki. Według mnie bardzo dobrze sprawdza się też jako plecak miejski. 

2a 3a

Zdj.2 i 3 Dane techniczne, zaczep do przytroczenia sprzętu, regulowany pas piersiowy, pas biodrowy, na szelkach pętelka na rurkę camelbaka 

Opis producenta znajdziecie tutaj, a poniżej zamieszczam swoje wrażenia z użytkowania.

Plusy:

  • Wygoda. Praktycznie nie czuje się go na grzbiecie. Pasy na ramiona wykonane są z miękkiej siateczki zapewniającej wentylację. Nawet dociążony i noszony na odkryte ramiona nie obciera i nie drażni skóry. Poza tym jestem fanką wąskich plecaków, które nie krępują ruchów rąk – Stir o wymiarach 46 x 19 x 22 cm zdecydowanie zalicza się do tej kategorii.

4a

Zdj.4 Nawet dopakowany jest bardzo wygodny

  • Solidne wykonanie. Co prawda za wcześnie oceniać wytrzymałość po ledwie kilku tygodniach noszenia, ale plecak robi wrażenie pancernego – materiały są bardzo dobrej jakości, a szwy mocne (jedyne drobne zastrzeżenie znajdziecie w minusach). 

  • Bajery organizacyjne:

    • Uchwyty do przenoszenia w ręce. Bardzo praktyczny i wygodny patent, zwłaszcza podczas używania w mieście. Po zdjęciu z pleców, np. w autobusie czy tramwaju, zmienia się w poręczną torbę. W zatłoczonych miejscach wąska budowa plecaka i właśnie te niepozorne uszka zaoszczędzą nam wielu morderczych spojrzeń.

    • Wewnętrzna kieszonka na drobiazgi. Moim zdaniem ważna rzecz. Pomieści telefon i inne szpargały, a dzięki wykonaniu z siatki łatwiej znaleźć szukane przedmioty. Ma wszyty zaczep do kluczy.

    • Kieszonki na pas biodrowy. Jak dla mnie pasek biodrowy w tak małym plecaku jest zupełnie niepotrzebny. Ale skoro już jest, podoba mi się możliwość schowania go, bo dyndające taśmy bywają irytujące. Od razu rozwiewam potencjalne wątpliwości – schowane paski same nie wypadają z kieszonek i nawet po dociążeniu plecaka w ogóle ich nie czuć.

5a 7a

Zdj.5 i 6 Praktyczne uszy do noszenia jak torbę i duży plus, czyli chowany pas biodrowy

6a

Zdj.7 Zapinana na zamek wewnętrzna siatkowa kieszonka z zaczepem na klucze

  • System mocowania camelbaka. Mając na uwadze przeznaczenie trekkingowe i rowerowe - wielce przydatna sprawa. Pasek do podwieszania camelbaka jest bardzo wąski, dzięki czemu mocowanie jest szybkie i wygodne. Jest osobne wyjście na rurkę i gumki do jej zamocowania na obu szelkach.

8a

Zdj.8 Mocowanie camelbaka 

  • Wygląd. Dla niektórych ma znaczenie. Plecaki z serii Stir, zaprojektowane z klasą i sporym poczuciem estetyki (wiadomo, Skandynawia…), są dostępne w trzech wersjach kolorystycznych. Mój, niebieskozielony, na żywo prezentuje się o wiele lepiej niż na zdjęciach katalogowych. Gwarantuję, że Wasz nowy zakup nie przejdzie niezauważony. Na pewno nieraz usłyszycie: „O, nowy plecak. Ale fajny! Mogę zobaczyć?”

  • Pojemność. Mimo, że ma tylko 15 litrów, ze względu na prostą, jednokomorową budowę plecak jest zaskakująco pakowny. Choć wąski, w razie potrzeby pomieści teczkę A4 czy małego laptopa. A jeśli niespodziewanie trzeba będzie dopakować coś ponadprogramowego lub większych gabarytów, wciąż jesteśmy w stanie bezpiecznie przetransportować zawartość wora do celu (dobrze zaciśnięty wokół wystającego z komina przedmiotu troczek nie luzuje się). Plecaki zapinane na zamek nie dają takiej możliwości. Ma to znaczenie zwłaszcza dla cyklistów, którzy nie mogą sobie pozwolić na dodatkowe pakunki.

Minusy:

  • System zapinania. Pozornie sprytny i wygodny, w praktyce bardzo słaby. Mam na myśli i zaciskanie komina na troczek, i dodatkową niby-przeciwdeszczową, zamykaną na haczyk pokrywę (wg. nomenklatury producenta, w rzeczywistości raczej marną klapkę).
    Komin otwiera się płynnie i bez większych oporów tylko w jeden sposób, który wymaga użycia obu rąk. Do tego, jeśli chcemy sięgnąć wgłąb komory, nie obejdzie się bez ściągania Stira z pleców. Zrobienie tego, zdejmując tylko jedną szelkę i przerzucając plecak na bok, jest co prawda wykonalne, ale to niezła ekwilibrystyka.
    Jeśli chodzi o dodatkową pokrywę – jej rozmiary są tak małe, że ledwo zakrywają cokolwiek. Względne poczucie zabezpieczenia zawartości plecaka daje jedynie zaczepienie haczyka o najdalsze oczko taśmy, co z kolei jest bardzo niewygodne. W rezultacie często w ogóle nie zapinałam pokrywy. Co prawda akurat ostatnio deszcz mnie omijał, ale na potrzeby tej recenzji przeprowadziłam fachowe testy w moim prysznicowym laboratorium. Materiał, z którego wykonano większość plecaka jest zadowalająco wodoszczelny, ale brak wiary w przeciwdeszczową funkcję pokrywy okazał się uzasadniony - przy zwykłym zapięciu plecaka woda praktycznie od razu zaczęła wlewać się do środka przez górny otwór.
    Podsumowując, sprawdzony patent znany z plecaków kurierskich (zawijana górna część komina + zapięcie na klamrę) wydaje się o wiele sensowniejszy.

9a

Zdj.9 Zapinanie – im niższe oczko, tym mniej wygodnie

10a 11a

Zdj.10 i 11 Otwieranie i pokrywa „ochronna” w całej okazałości

  • Gabaryty pustego plecaka. W sieci można znaleźć opinie, że dzięki brakowi usztywnień Stira można zwinąć do niewielkich rozmiarów, więc świetnie nadaje się do zabrania w dłuższą podróż jako dodatkowy plecak na krótkie wycieczki. Użytkownicy chwalą sobie też jego niską wagę (335 g). Nie zgodzę się z tym. Na rynku istnieją o wiele lżejsze 15-litrowe szmaciaki, a w porównywalnej kategorii wagowej można znaleźć prawie dwukrotnie większe plecaki. Według moich standardów skompresowany Stir jest zdecydowanie za duży! O ile do jednodniowych wypadów z domu nadaje się idealnie, na pewno nie zapakuję go do 60-tki, jadąc na dłuższą wyprawę.

12a

Zdj.12 Gabaryty po zwinięciu nie zachwycają

  • Troczek. Już po krótkim użytkowaniu sznurek zaczął się wyraźnie chłamić. Szkoda, że przy takiej dbałości o pozostałe materiały, przyoszczędzono na takim szczególe.

20160916 163145a

Zdj.13 Troczek po ok. miesiącu użytkowania

  • Pasek do mocowania lampki rowerowej. Znów – niby fajnie, ale nie całkiem. Pomysł wydawał się bardzo dobry, dopóki nie doczepiłam swojego światła. Pomijam fakt, że lampka zasłania wtedy część odblasku. Gorzej, że ze względu na niskie wszycie i wąskość paska, światełko często pod własnym ciężarem obraca się w dół, co niestety znacznie osłabia widoczność rowerzysty. Z tego samego powodu kilka razy prawie zgubiłam lampkę. Lekka modyfikacja pewnie rozwiązałaby problem. Obecny wariant wydaje mi się niedopracowany.

Podsumowując, daję Stirowi dość wysoką notę. Podejrzewam, że dzięki solidnemu wykonaniu będę z niego korzystać długie lata, choć szerokiego świata raczej nie zobaczy. Będę go zabierać głównie na krótkie piesze i rowerowe wypady z domu. Nieźle sprawdza się też w roli plecaka miejskiego, choć w deszczowe dni zapewne spakuję się w coś innego.

13a

Zdj.14 Na rower - polecam!

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież