Log in
    

Kinga Baranowska - Ten plan się dla mnie i dla Fabrizio nie powiódł

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Długo by pisać. Mieliśmy wczoraj wyjść ponownie do góry, ale... znów się nie udało. Dzień wcześniej uczestniczyliśmy w akcji ratunkowej, po której byliśmy bardzo zmęczeni, dwie noce nie spaliśmy, ale o tym później (....).

K. Baranowska na tle Mt. Everestu

22 maja

Ostatnie nasze wyjście było z zamiarem i nastawieniem na atak szczytowy. Umówiliśmy się całą ekipą, że wychodzimy razem, by w razie czego torować w kuluarze powyżej czwórki. Ten plan się dla mnie i dla Fabrizio nie powiódł.
Pierwszej nocy w dwójce, okazało sie, ze Fabrizio dopadł potworny ból głowy i że to stan zapalny ucha. Koniec końców zdecydował się wziąć bardzo silne środki przeciwbólowe i jakoś nad ranem zasnął. Niestety po tych lekach nie czuł się najlepiej, bo takie „pain killery” potrafią nieźle człowieka otumanić. Zdecydowaliśmy się zostać ten dzień w dwójce i wyjść do trójki następnego dnia (20.05) razem z Jorge i Martinem, którzy wyszli dzień później po wszystkich z bazy. Plan był taki, że do szczytu wyjdziemy już z trójki (pomijając obóz czwarty), bo do najwolniejszych nie należymy.
Cały dzień przeznaczyliśmy na zbudowanie nowej platformy pod namiot i odpoczynek. Po południu przyszli Jorge z Marinem i zaaplikowali memu partnerowi wspinaczkowemu antybiotyk na zapalenie ucha. Stan zapalny został zażegnany, jednakże następnego dnia Fabrizio był bez sił.
Dopadło go tak potworne osłabienie, że szedł coraz wolniej, aż w końcu zaczął siadać na śniegu i więcej odpoczywać niż iść. Antybiotyk na tej wysokości okazał się zbyt silny. Postanowiliśmy zejść do bazy z wys. około 7 tys. m. W takim stanie nie dotarlibyśmy nigdzie. Zdrowie jakby nie było jest najważniejsze. Mego partnera również.

Cała reszta poszła na szczyt. Pogoda 21 maja była idealna na atak szczytowy.
Być może będziemy mieli jeszcze szanse na wyjście do góry. Jeśli Makalu nam na to pozwoli.

24 maja - Długo by pisać

Długo by pisać. Mieliśmy wczoraj wyjść ponownie do góry, ale... znów się nie udało. Dzień wcześniej uczestniczyliśmy w akcji ratunkowej, po której byliśmy bardzo zmęczeni, dwie noce nie spaliśmy, ale o tym później (....).
W każdym bądź razie Martin, Jorge, Peter i Horia szczęśliwie i sprawnie stanęli na szczycie 21 maja.
Nasi sąsiedzi z tego samego pozwolenia powoli się zwijają. Dziś wielkie pakowanie i suszenie rzeczy. Oprócz nas nie ma już nikogo w bazie. Jutro odchodzi reszta i... zostajemy tu z Fabrizio zupełnie sam na sam z Góra. A dokładnie we dwójkę plus kucharz, który nota bene na czas naszej wspinaczki schodzi poniżej bazy. Chcemy spróbowac naszych sił raz jeszcze na Makalu, bo jak dotąd ciągle coś nagłego się działo.
Myślcie o nas proszę.

Źródło: kingabaranowska.com

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież