Log in
    

Wieści z wyprawy PZA Kongur Shan 2012

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zamieszczamy relację z wyprawy PZA Kongur Shan 2012. Więcej o samej wyprawie przeczytacie tutaj.

Kongur  Shan

Kongur Shan. Fot. i topo. Marcin Hennig

29 czerwca

Jesteśmy już w Kaszgarze. Podróż przebiegła bez problemów. Najpierw trochę czasu zabrała nam biurokracja kirgijska, później przekraczanie granicy chińskiej, które jest całym kilkugodzinnym rytuałem. W sumie kirgisjskich i chińskich kontroli jest chyba 10, a pas „ziemi niczyjej” ma ponad 100 km szerokości.

Przejazd z kirgijskich pustkowi i kopania się samochodem w błocie na asfaltową drogę, która wkrótce staje się kilkupasmowką i doprowadza nas do pięciomilinowego dynamicznie rozwijającego się miasta jakim jest Kaszgar, rodzi duże poczucie kontrastu. W dodatku nagle z Kirgistanu, gdzie bez problemu mogliśmy się z każdym porozumieć po rosyjsku, wjeżdżamy do kraju, gdzie np. jedząc w barach dla „lokalsów” porozumiewamy się na migi, a właściwie każdy po swojemu: my po polsku, oni po ujgursku. Na razie skutki są zaskakująco dobre. Ciekawe jak nam pójdzie przy wynajmie osłów na karawanę ;) Kolorowe i pełne zgiełku Chiny to jednak pozory. W relacjach z kimkolwiek widać czającą się obawę przed władzą. Nawet w kafejce internetowej spisują nasze dane paszportowe.

Jutro (sobota) załatwiamy formalności z agencją chińską i robimy zakupy. Jeśli z wszystkim uda nam się uporać, pojutrze ruszamy w drogę do Gezi, skąd ruszymy karawaną pod aklangam (7004 m) gdzie będziemy się aklimatyzować przed zmierzeniem się z głównym celem jakim jest Kongur Shan. Jeśli z powodu weekendu nie uda się wszystkiego załatwić, wyruszymy do Kaszgaru w poniedziałek

 

30 czerwca

Dzisiejszy dzień spędziliśmy w Kaszgarze. Jedzenie pałeczkami i porozumiewanie się na migi idzie nam już całkiem nieźle. Z wynajęciem osłów sobie poradzimy: język ujgurski, którym posługują się miejscowi górale, jest łatwiejszy niż chiński. Formalności też już są załatwione. Zakupy żywnościowe również udało się zrobić, choć tutaj zaskoczyły nas ceny, niejednokrotnie porównywalne z polskimi. Dla tych, którzy w Chinach są pierwszy raz, zaskoczeniem był też asortyment. Skóry z jeży, suszone jaszczurki i węże na bazarze czy (ledwie) żywy żółw na stoisku rybnym w supermarkecie – oto przykłady lokalnego kolorytu. Na szczęście „normalniejsze” jedzenie też udało nam się kupić. Mamy przynajmniej nadzieję, bo przecież wszystko jest opisane po... chińsku :)

Tak więc jutro ruszamy w trzygodzinną podróż samochodem do Gezi. Stamtąd zaledwie 6-godzinna (przynajmneij mamy nadzieję, że nie będzie niespodzianek, bo nie mamy przewodnika, a rzadko kto się tam zapuszcza) karawana i założymy bazę pod Aklangam. Pojutrze będziemy się tam urządzać, odpoczywać i odsypiać, a kolejnego dnia rozpoczniemy aklimatyzację na Aklangam. Z bazy przekażemy kolejne relacje, już krótsze, smsowe.

 

Pozdrawiam w imieniu całego zespołu
Ola Dzik

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież