Log in
    

Wyprawa zimowa PZA na Broad Peak – Historia ataku 15 – 18 luty

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Prognoza mówi o możliwych dwóch dniach stosunkowo dobrej pogody. Więcej nam nie trzeba. Kierownik dzieli nas na dwa zespoły. Pierwszy pójdzie Adam z Arturem ze wsparciem HAP-sów, kolejnego dnia ruszam ja z Maćkiem w towarzystwie Karima. Prognoza mówi o trochę pochmurnym ale prawie bezwietrznym 17-stym lutego oraz o bardzo słonecznym, ale mocno wietrznym po południu 18-stym. Tak więc obydwa zespoły mają szansę na szczyt.

Niestety, dwa dni poprzedzające okno wyglądają i rzeczywiście są fatalne.

15-ty luty - czwórka dochodzi do C2, ale zajmuje im to zamiast standardowych siedmiu godzin, dziewięć.  Podobnie zespołowi, który wychodził dzień później. Wszystko przez zasypane ślady, niską temperaturę i wiatr.

16-sty luty - jest jeszcze gorszy. Shaheen z Aminem idą przodem celem złożenia depozytu na miejsc C4. Wyczyn iście heroiczny zważywszy na silny wiatr i bardzo niską temperaturę. Adam z Arturem wychodzą 1-2h później.  Po ciężkiej, całodniowej walce chłopaki dochodzą „tylko” do C3 i postanawiają atakować szczyt z tego miejsca. Szczęśliwie nasi przyjaciele z Hunzy wywiązuję się z zadania i składają depozyt mniej więcej na wysokości  7300m n.p.m. i jeszcze tego samego dnia schodzą wyczerpani do bazy.

17-sty luty - Po fatalnej, wietrznej nocy podchodzimy z Maćkiem i Karimem z C2 w celu dotarcia do C4. Karim po kilku długościach liny zdradza zatrucie żołądkowe i wycofuje się na dół, zabezpieczając po drodze C2. W tym samym czasie Adam z Arturem ruszają do ataku dopiero o 7:00 z powodu kompletnej dupówy, która trzyma ich przez  pierwsze 3 godziny ataku. Niestety nie łącza się z bazą na umówioną godzinę poprzedniego wieczoru, ani przez cały dzień ataku co przyprawia kierownika o dodatkowe siwe włosy.  Sam jestem przerażony podchodząc do obozu 3 i widząc rozłożony namiot mimo, że planowo miał być złożony. Ostatecznie z miejsca obozu 3 dostrzegam dwie postacie jakieś 200m pod przełęczą, a chwile potem sam zespół łączy się z bazą i postanawia zawrócić z powodu zbyt później godziny oraz ogólnego zmęczenia. Razem z Maćkiem ruszamy w dobrej pogodzie do depozytu na 7300 i tam spotykamy się z chłopakami, którzy schodzą do trójki na noc. Wyglądają na zmęczonych i co kilkaset metrów w zejściu muszą siadać, ale ostatecznie są zadowoleni z progresu. Prawda jest taka, że osiągnęli ok. 7800m, czyli wysokość, której żadna wyprawa od ataku Maćka Berbeki z 1988 nie osiągnęła!

Przedostatnia szczelina przed przełeczą ok. 7750m. Fot. Adam Bielecki

18-ty luty - Po kolejnej bezsennej nocy na 7300 budzimy się o 2 w nocy w celu ataku przed planowanym załamaniem pogody po południu. Niestety mały namiocik szturmowy oraz spowolnione wysokością ruchy powodują, że z namiotu wychodzimy dopiero ok.5 rano. Nadzieja na ślady chłopaków i świetlistą nocą szybko umarła i idziemy po omacku wybierając drogę zapamiętaną dnia poprzedniego. Dwukrotnie trawersujemy za daleko w lewo, raz wracamy na dobry szlak, drugi raz obchodzimy szczelinę i łączymy się okrężną drogą. Razem ze wschodzącym  słońcem psuje się pogoda. Zaczyna wiać, robi się dużo zimniej. Maciek proponuje zawróć  ja namawiam go na próbę dotarcia do poręczówek nad szczeliną, a może i przełęcz. Po kolejnej godzinie zaczynam tracić czucie w palcach u stóp i rąk, żadne próby rozgrzania nie pomagają.  Brniemy dalej w zamieci do góry, nie mogę dogonić już Maćka, który jest ok. 40m przede mną. Tym razem ja daję za wygraną nie widząc szans na poprawę pogody i samopoczucia. Wołam Maćka i wspólnie decydujemy się na zejście. Jak się później okazało, dokładnie w tym samym miejscu co pierwszy zespół.

Schodzimy do C4, który zabezpieczamy , a ponieważ jest stosunkowo wcześnie decydujemy się na zejście do bazy. W trójce spotykamy chłopaków, którzy na nas czekali (dzięki!) i razem ruszamy na dół. Niestety jesteśmy z Maćkiem zupełnie wykończeni i na ostatnich nogach, dochodzimy już pod koniec dnia do bazy.

Podsumowując  - obydwa zespoły osiągnęły tę samą wysokość ok.  7700-7800m. W pierwszym zespole o braku sukcesu zaważyły trudy dwudniowego podejścia w złej pogodzie oraz późny atak z niskiego C3. W przypadku drugiego zespołu zaważyła pogoda, która niestety nie sprawdziła się z przewidywaną.

Zwyciężyć znaczy przeżyc Tomek po wycofie. Fot. M.Berbeka

Źródło: polskihimalaizmzimowy.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież