Log in
    

Na Manaslu do 7600 m

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Nie udało się uczestnikom wyprawy unifikacyjnej PZA wejść na Manaslu (8156 m), ósmy co do wysokości szczyt świata. Częste i obfite opady śniegu bardzo utrudniały lub uniemożliwiały działalność górską. Po wcześniejszym założeniu trzech obozów pośrednich i oczekiwaniu na okres lepszej pogody, zespół szturmowy dotarł do wysokości 7600 m.

Czerwoną linią zaznaczono trasę podejścia między obozem I a II. Fot. 24tp.pl

Chociaż Manaslu należy do niższych ośmiotysięczników, to niełatwo jest szczyt ten zdobyć, nawet nietrudną, klasyczną drogą pierwszych zdobywców z 1956 roku. Wielkość masywu powoduje, że drogi nań wiodące są długie, prowadzą po stokach z obrywającymi się lodowcami i przez rozległe śnieżne plateau. Zagrożenie lawinami śnieżnymi jest duże, większość z ponad 50 ofiar śmiertelnych tej góry pochłonęły lawiny. Do tego dochodzą częste i intensywne opady śniegu w porze wiosennej, o czym przekonali się uczestnicy tegorocznej wyprawy unifikacyjnej. Większość wypraw na ten szczyt, które zakończyły się sukcesem, miała miejsce w porze jesiennej. Tej wiosny wystąpiły szczególnie obfite opady śniegu. Po jednorazowym opadzie przybywało go zwykle pół metra lub więcej. Za każdym razem trzeba było na nowo przecierać trasę, odkopywać zasypane namioty w obozach pośrednich. Dobrze, że Andrzej Bargiel i kilku jego kolegów zakładało ślady na nartach skiturowych, dla poruszających się za nimi pieszo na długim odcinku z bazy do obozów wyższych.

Okres lepszej pogody pojawia się w tym rejonie Himalajów zwykle w połowie i pod koniec maja. Uczestnicy wyprawy wykorzystali to pierwsze "okno pogodowe", ale z dość silnym wiatrem, i wyruszyli do ataku szczytowego. Jednak wyczerpani w torowaniu w świeżym lub nawianym śniegu, głównie na wysokości od 5900 do 7600 m, postanowili zawrócić. Ze względu na kończący się termin zezwolenia nie podjęli kolejnej próby wejścia na szczyt.

W wyprawie pod kierownictwem Jerzego Natkańskiego uczestniczyli: Rafał Fronia, Andrzej Bargiel, Grzegorz Borkowski, Jarosław Gawrysiak, Kamil Grudzień, Piotr Snopczyński, a współdziałał z nimi również Wojciech Sarna.

12 kwietnia uczestnicy wyprawy dolecieli dwoma samolotami z Kathmandu do Samagaon, ostatniej miejscowości położonej w dolinie przed bazą główną. Stamtąd udali się na turę aklimatyzacyjną oraz uczestniczyli w uroczystej pudży. Potem z karawaną tragarzy dotarli po 4 godzinach do bazy założonej na wysokości 4800 m. Wcześniej spadło tam pół metra śniegu. Już 19 kwietnia na wysokości 5700 m stanął obóz I. Ustawiono tam 3 namioty, w których 6 uczestników spędziło noc. Kilka dni później Andrzej Bargiel, Kamil Grudzień i Jarosław Gawrysiak donieśli do "jedynki" żywność i sprzęt, a następnego dnia to samo zadanie wykonali również Jerzy Natkański, Grzegorz Borkowski i Wojciech Sarna, którzy nocowali w "jedynce". Opady śniegu wstrzymały na kilka dni akcję. 26 kwietnia Jarek, Andrzej, Rafał i Kamil ponownie wyruszyli do "jedynki". Następnego dnia założyli "dwójkę" na 6300 m i zaporęczowali jeszcze 400 m w górę. Pod koniec kwietnia znowu spadło prawie metr śniegu. 1 maja Andrzej z Wojtkiem podeszli na nartach do obozu I, odkopali spod śniegu namioty, które były pod 1,5-metrową warstwą śniegu, a następnego dnia zeszli do bazy. W tym dniu do "jedynki" podeszli Piotr Snopczyński i Jerzy Natkański. Następne dni znowu wszyscy przebywali w bazie, Andrzej i Kamil pobiegli do Samagaon, a kierownik udał się na wycieczkę.

Kiedy pogoda poprawiła się, znowu wszyscy wyruszyli w górę. Jarek, Kamil, Andrzej i Wojtek założyli na 6800 m obóz III, a Jerzy i Piotr nocowali w "dwójce" na 6300 m. 9 maja Jarek, Grzegorz i Jerzy wynieśli depozyt na 7100 m, po czym Piotr i Jerzy spędzili noc w "trójce", a pozostali zeszli lub zjechali na nartach do bazy, bo według prognozy pogody miało nastąpić kilkudniowe jej załamanie. W tym czasie prawie cała ekipa zeszła na odpoczynek do Samagaon i do Lho na 3180 m, w bazie na dyżurze pozostał Kamil Grudzień.

Baza główna wyprawy w nocy

Baza główna wyprawy w nocy. Fot. 24tp.pl

Do bazy powrócili 12 maja, gdzie przeczekali jeszcze jeden dzień opadów śnieżnych. Już kilka dni wcześniej zostały ustalone składy zespołów, które będą wyruszały w górę z zamiarem wejścia na szczyt. 14 maja z bazy wyruszył zespół I w składzie: Jarosław Gawrysiak, Grzegorz Borkowski, Kamil Grudzień i Andrzej Bargiel, a następnego dnia zespół II - Jerzy Natkański i Rafał Fronia. W bazie pozostali Piotr Snopczyński i Wojciech Sarna. Cały czas padał śnieg i wiał wiatr. 16 maja zrobiło się słonecznie, ale sporo było nawianego śniegu. Zespół I rozpoczął rano podejście w kierunku obozu III. Po 6 godzinach torowania w świeżym i nawianym śniegu dotarł na 6800 m, gdzie odkopał namiot spod 1,5-metrowej warstwy śniegu, po tym jeszcze przeniósł obóz III na 7100 m. O północy 17 maja wyruszyli do ataku szczytowego Jarosław Gawrysiak, Andrzej Bargiel i Kamil Grudzień, natomiast Grzegorz Borkowski pozostał w "trójce" na kontakcie. W "jedynce" na 5700 m byli w tym czasie Jerzy Natkański i Rafał Fronia. Po 5 godzinach torowania w nawianym śniegu i przy silnym wietrze zespół szturmowy stwierdził, że w tych warunkach nie jest w stanie osiągnąć szczytu i zawrócił. 19 maja zakończono działalność górską, uczestnicy opuścili bazę, schodząc do doliny a po kilku dniach dojechali busami do Kathmandu, a w ubiegłą niedzielę powrócili do kraju.

Wyprawa miała charakter szkoleniowy. Jej celem było wyłonienie kandydatów na zimowe wyprawy w Karakorum i Himalaje. Wejście na szczyt było celem drugorzędnym, ale istotnym - gdyby się powiodło, byłby to duży sukces. Ważne, że wszyscy wrócili zdrowi. Była to już trzecia unifikacyjna wyprawa PZA. Zimą w ramach tego projektu przygotowywana jest wyprawa na Broad Peak (8047 m), której liderem będzie Krzysztof Wielicki. Może któryś z uczestników zakończonej wyprawy na Manaslu również weźmie w niej udział.

Relacja z tej wyprawy jest oparta na krótkich informacjach, przesyłanych z bazy pod Manaslu. O szczegółach dowiemy się z pewnością od Andrzeja Bargiela po jego powrocie do Zakopanego.

Apoloniusz Rajwa

Źródło: 24tp.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież