Log in
    

Relacja z Broad Peak 2011

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Komunikat wyprawy z dnia 31.01.2011

altW dniu 30 stycznia lekarz wyprawy Robert Szymczak stwierdził u Arkadiusza Grządziela objawy zatorowości płucnej. Z/w na ryzyko pogorszenia się stanu zdrowia Arka wezwano helikopter ratunkowy. W dniu 31 stycznia z/w na warunki pogodowe helikopter nie osiągnął bazy. Transport Arkadiusza Grządziela spodziewany jest 1 lutego.

Artur Hajzer
Kierownik wyprawy

Gąsienica - to słowo "klucz", którym otwieramy powoli drzwi Broad Peaka

W ścianie.

Ruszyliśmy wzmożoną energią. A jak? Gąsienicą właśnie, podzieleni na trzyosobowe zespoły niczym gąsienica w czołgu ruszyliśmy w ścianę, by wczepieni w nią rakami i czekanami podejść jak najwyżej się da.

Jak juz pisałem powstała niska I i właściwe C1, potem atak rozpaczy zakończony w ścianie, gdzie depozyty pozostawione na poręczówkach powiewały śmiejąc się z naszej bezradności. A my wysyłaliśmy coraz to nowe zespoły w górę.

27 stycznia - Robert, Krzysiek i Arek wreszcie docierają do C2, pozbierawszy nasze depo dowlekli sie do skalnego Żandarma na 6350 m i w lodowej zatoczce stawiają Rezydencję Yetiego - jak brzmi HiM nazwa namiotu. Postawienie namiotu to kilka godzin pracy, uprzątnięcie śmieci, wyrównanie platformy w lodowym zboczu, ale bez namiotu - nie ma C2.

28 stycznia - chłopcy ruszają w górę poręczować, a Kaziu budzi się właśnie po samotnej nocy w C1. Do C1 rusza też Artur z Marcinem i Piotrem - zespół nr 3, ale ruszamy też ja i Jarek - tyle, że bezpośrednio do C2, nic tak nie deprymuje jak noc w górnych obozach. W ścianie ruch jak na Krupowkach. Chłopcy doporęczowali kilka lin, pniemy się w górę, dzień owocny - wszyscy dotarli tam dokąd szli - co dotychczas się nie zawsze udawało.

29 stycznia - lodowa gąsienica gryzie skałę i lód Szklanej Góry - okolice C2 i teren mikstowy powyżej to lodowe pola o szarym, twardym jak kryształ lodzie nachylonym do 50-60 stopni. Walczymy - Kaziu pruje lód do 6450 i zawraca a dalej w lodowym kuluarze ciągnie Jarek - do momentu kiedy o mało nie dostaję w łeb jego rakiem, wieszamy ostatnią linę - 6500, wracamy do Bazy, a pod górę prą Artur i zespół, zbieramy joby - mało lin, mało lin - a do C3 droga daleka.

30 stycznia - "pogoda zła" HAPSy zostają w Bazie, ale zespół w górze poręczuje dalej i to co nam wydawało się przełamaniem i końcem trudności, im zabiera kolejne 300 metrów liny i kilka godzin - wiatr taki, ze komunikacja przez radio prawie bezużyteczna. Wreszcie o 14:00 poddali się, mamy wysokość 6600 - czy to porażka, czy sukces? W sumie nie było planów więc każdy metr do góry jest zwycięstwem, C3 w zasięgu czekanów następnych zespołów Gąsienicy.

Liczymy, że w najblizszych dniach stanie obóz C3 na 7200 metrach, siedzimy w mesie, pijemy herbatę i myślimy głośno : gdzie podział się Jet Stream? Słynny wiatr odcinający wspinacza od góry, który powinien wiać w Karakorum? Ile mamy czasu zanim nie powieje tak, że o wspinaniu nie bedzie mowy?

Trzymajcie kciuki, oby jak najpóźniej.

Rafał Fronia

Źródło: polskihimalaizmzimowy.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież