Log in
    

Pechowy atak - Broad Peak 10.03.2011

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Pechowy atak - Broad Peak 10.03.2011

Przed wyjściem na górę trwały dyskusje na temat składu grupy atakującej oraz daty wyjścia. Początkowe okno pogodowe zamieniło się jak to często zimą w Karakorum bywa w lufcik. Pierwotnie środa i czwartek miały być dobre, ostatecznie pozostało środowe (9 marca) przedpołudnie lekko zachmurzone ale z wiatrem tylko 20km/h. By zaatakować w środę z obozu trzeciego już w poniedziałek trzeba wyjść z bazy. Na tak wybraliśmy dzień bezwietrzny (środa) ale zachmurzony. Uznaliśmy, że słoneczny ale wietrzny czwartek (50 km/h) daje nam mniejsze szanse. Grupę poniedziałkową stanowili Artur Hajzer, Krzysztof Starek, Robert Szymczak, Ali Raza i Ali Sadparta. We wtorek z mniejszą szansą na atak wyszli Rafał Fronia, Jarek Gawrysiak oraz Marcin Kaczkan jako druga grupa atakująca lub wspomagająca.. W bazie pozostał Piotr Snopczyński jako zabezpieczenie całego ataku.


Artur Hajzer po próbie ataku 

Siódmy marca (poniedziałek)– pierwszy dzień ataku miał być z racji daty szczęśliwy. Wiedzieliśmy, że będzie wiało, ale 90km/h przez 9 godzin podejścia do obozu II z bazy dało nam popalić. Niestety kolejny raz namiot nie oparł się wiatrowi. Razem z Krzysiem przetrwaliśmy noc w strzępach porwanego namiotu, Artur i Pakistańczycy z trudem rozstawili nowy, przyniesiony namiot.
Za ósmy marca chcieliśmy podziękować wszystkim kobietom, pogoda była dobra, słoneczna, prawie bezwietrzna, ale co się stało z dwoma namiotami szturmowymi w obozie 3? Znów wiatr, czy Paniom się czymś naraziliśmy? Kilka godzin przed atakiem szczytowym zamiast spędzić parę godzin w miarę komfortowych warunkach to przyszło nam w czwórkę przetrwać w resztkach namiotu pozostawionego przez jakąś wyprawę przynajmniej zeszłoroczną (brak podłogi, śnieg pod kombinezonami) – psycha siada. Ali Raza odłączył od naszej ekipy z powodu lekkich odmrożeń palców u stóp.
Obraz przed 23 w nocy we wtorek – godziną zero ataku szczytowego – 4 gości siedzących w zasypanej śniegiem szmacie na wysokości 7200m – zero miejsca na ruch, ograniczone możliwości gotowania. Temperatura na zewnątrz 45 poniżej zera i sypie śnieg.

alt
Podejście do obozu 3

W pierwszej godzinie ataku wycofał się Krzysiek, z powodu męczącego kaszlu. Około 3 w nocy Ali zszedł w dół z obawy przed odmrożeniami palców u nóg. W ataku zostało tylko 2 alpinistów. Na wysokości 7600 około 5 rano zakończył się atak Hajzera i Szymczaka. Z powodu świeżego opadu śniegu nad obozem III było zagrożenie lawinowe – przekraczanie pół śnieżnych i trawersów było bardzo czujne. Ok 5 rano brodząc w śniegu do polowy łydki pod serakiem wymagającym poręczowania obaj wspinacza zdradzali objawy hipotermii i wyszło z nich ogólne wyczerpanie. Podjęto decyzję o odwrocie. Szymczak po nieudanym ataku, był bardzo wyczerpany, kaszlał i miał kłopoty z oddychaniem, ale dotarł do bazy o własnych siłach. Dlaczego się nie udało?

alt
Pozostałość obozu 3

Po pierwsze, decyzja o ataku była bardzo trudna. Po ponad trzytygodniowym załamaniu pogody trudno nie wykorzystać nawet jednego dnia, choć może cierpliwość bardziej popłaca i np. w tym tygodniu trafi się kilka dni lampy – tego nigdy nie wiadomo.
Czy wyjście w wyczerpującej złej pogodzie było dobrą decyzją? Może zamiast poniedziałku, lepiej było wyjść w dobrej wtorkowej pogodzie licząc, że pogoda czwartkowa się zmieni na lepszą – tego również nigdy nie wiadomo – Gerfrield Goshl zaryzykował – jutro się dowiemy czy szczęście mu dopisze – ma być słonecznie choć siła wiatru ma wynieść 50 km/h.

alt
Robert i Ali w ciasnym obozie 3

alt
Temperatura w obozie 3 o godz. 9 rano

Czy wyjście w nocy przy temperaturze ponad 45 stopni poniżej zera nie przyczyniło się do fiaska ataku? Może lepiej wyjść w dzień a wracać po nocy? Może lepiej zaplanować założenie obozu IV po to by atak szczytowy z wyższej wysokości mógł całkowicie trwać podczas dnia? Ale co z kolejną wyczerpującą nocą powyżej 7500m? Trzeba przyznać, że na zakładanie obozu IV nie było sił ani czasu.
Nie udało się (tym razem) ale jesteśmy wszyscy cali i zdrowi w bazie choć trochę kaszlący, mamy jeszcze 11 dni !!!.

Robert Szymczak.

Źródło: polskihimalaizmzimowy.pl

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież