Log in
    

Zaruski, człowiek nie tylko dwóch żywiołów

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Góry i morze, narty i żeglowanie - dobrze, ale niekompletnie charakteryzuje to życie Mariusza Zaruskiego. Kilka tygodni temu, przy okazji Dnia Ratownika i obchodów kolejnej rocznicy powstania TOPR, wspominano - także na łamach TP - Mariusza Zaruskiego jako jednego z twórców Pogotowia i pierwszego naczelnika Straży Ratunkowej.

Mariusz Zaruski z narciarzami ZON TT

Już wtedy podkreślano też działalność generała na wielu innych polach. Dokładnie wszechstronności tej działalności można było przyjrzeć się w ostatni czwartek, dzięki kolejnemu ze spotkań z cyklu "Muzeum Tatrzańskie w Dworcu Tatrzańskim". - Mariusz Zaruski był człowiekiem dwóch żywiołów - morza i gór, ale uproszczeniem byłoby powiedzieć, że tylko tych dwóch - przedstawił bohatera czwartkowego spotkania prowadzący je Wojciech Szatkowski z Muzeum Tatrzańskiego. W jego opowieści wątki życiorysu Zaruskiego, dobrze znane pod Giewontem, przenikały się z tymi, o których wiedza jest mniej popularna. - Był znakomitym wojskowym, zwłaszcza kawalerzystą, choć jednemu z jego przełożonych zdarzyło się o nim napisać "zbyt dokładny i powolny" - ale była to opinia tylko jednego generała - mówił Szatkowski. Wojskową karierę zakończył Zaruski w stopniu generała oraz adiutanta prezydenta Stanisława Wojciechowskiego. - Ponieważ jednocześnie był przyjacielem Piłsudskiego, w roku 1926, podczas zamachu majowego, jego lojalność została wystawiona na ciężką próbę.

Przejście w stan spoczynku zakończyło wojskową karierę Zaruskiego, ale umożliwiło mu powrót do działalności morskiej. Tę ostatnią rozpoczął jeszcze w carskiej Rosji, zesłany do Guberni Archangielskiej za działalność niepodległościową. - By zaciągnąć się do floty handlowej, musiał przekonać gubernatora, że nie wykorzysta okazji do ucieczki z Rosji, w której był zesłańcem. Gdy gubernator pytał go, jak może to zagwarantować, Zaruski dał mu "słowo honoru Polaka" - mówił Szatkowski o początkach marynistycznej kariery generała. W czasach II Rzeczpospolitej był natomiast przez lata kapitanem harcerskiego szkunera "Zawisza Czarny". "Pomimo odzyskania wybrzeża morskiego, jesteśmy dalej lądowym społeczeństwem" - tak uzasadniał Zaruski potrzebę wychowywania i szkolenia morskich kadr odrodzonej Polski.

Wojciech Szatkowski podczas wykładu o Mariuszu Zaruskim

Na czwartkowym spotkaniu Wojciech Szatkowski poświęcił też uwagę prywatnemu życiu Zaruskiego. - Podczas pobytu w Odessie 19-letni Mariusz był bardzo zakochany w Maryli, której nazwiska nie znamy. Z Izabelą wziął ślub w 1901 roku, ukończył potem studia plastyczne w Krakowie, a następnie przenieśli się do Zakopanego, do willi "Krywań", przy obecnej ulicy Zaruskiego 6. To Izabela wzięła na siebie ciężar utrzymania domu, wynajmowania pokoi - Zaruski na książkach nie zarabiał, choć opublikował w życiu 30 pozycji - Szatkowski wyjaśnił, skąd ten bogaty dorobek pisarski generała. To proste: - Za cokolwiek się Zaruski brał, to chciał o tym napisać podręcznik.

Według Szatkowskiego Zaruscy, którzy nie doczekali się dzieci, tworzyli udany związek. - On mógł być pewien, że żona nigdy nie powie mu, że był za długo w górach. Byli zgranym małżeństwem, choć złośliwcy twierdzili, że to dlatego, iż żona wychodziła z domu, kiedy on do niego wracał.

Lata spędzone w Zakopanem to górski etap działalności Zaruskiego. - Był świetnym narciarzem, świadczą o tym zjazdy z Koziego Wierchu i Zawratu oraz w marcu 1911 roku z Kościelca na przełęcz Karb. Był jednym z pierwszych w Polsce instruktorów, dość wymagającym - pierwszy dzień zajęć to Gubałówka, drugi - Kalatówki, trzeci - Goryczkowa, czwarty i piąty - Giewont albo Kasprowy. Dokonał pierwszego zimowego przejścia grani Rohaczy, w taternictwie letnim nie osiągnął takich sukcesów, jak w zimowym - ale do niego należało trzecie przejście Zamarłej Turni. W działalności speleologicznej też był jednym z pionierów - w 1907 roku, wyprawiając się do Jaskini Juhaskiej w Giewoncie - wyliczał osiągnięcia Zaruskiego Szatkowski, za najważniejsze uznając to z 1909 roku: - Był współtwórcą i naczelnikiem TOPR, jednej z pierwszych górskich służb ratowniczych na świecie.

Efektem narciarskiej pasji Zaruskiego był wydany w 1908 "Podręcznik narciarstwa" z własnoręcznie wykonanymi rysunkami, który można było obejrzeć w czwartkowy wieczór w "Dworcu". Prowadził on również pierwsze pod Tatrami badania śniegu pod kątem zagrożenia lawinowego. W "Krywaniu" odbywały się z kolei seanse spirytystyczne, na których bywali m.in. Rafał Malczewski i Władysław Reymont. Był jednym z pierwszych zakopiańskich dziennikarzy. Dyscyplina codziennych ćwiczeń dawała generałowi żelazne zdrowie - Zachorował dopiero na tyfus w więzieniu NKWD - mówił Szatkowski o ostatnim okresie życia generała, który zmarł w Chersoniu w 1941 roku. Ma Zaruski symboliczny nagrobek na Pęksowym Brzyzku, a ludzie morza oddają mu cześć na Zatoce Gdańskiej - w miejscu zatopienia "Zawiszy Czarnego". Wojenną pożogę przetrwał warszawski dom Zaruskich przy Krasińskiego 5, gdzie nie udało się Izabeli Zaruskiej stworzyć poświęconego mężowi muzeum. - Jego życiowy pomnik to TOPR - podkreślał Szatkowski.

Autor: Łukasz Kosut

Źródło: tygodnikpodhalanski.pl

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież