Log in
    

Relacja z przejścia Desmaisona (Gousseaulta) na Grandes Jorasses

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

W dniach 11-14 października zespół Tomasz Klimczak (KW Warszawa) i Damian Granowski (KW Kraków) przeszli drogę Desmaisona (Gousseaulta) na północnej ścianie Grandes Jorasses. Jest to prawdopodobnie pierwsze polskie przejście i nie wiadomo, czy były w ogóle jakieś polskie próby na tej drodze.

Historia jej wytyczenia, może nie jest tak słynna jak pokonanie północnej Eigeru, ale zasługuje na uwagę. 

Rok 1971. René Desmaison należał do alpejskiej czołówki wspinaczy. Specjalizował się w zimowej sztuce cierpienia na największych alpejskich ścianach. Jego nowy cel to wytyczenie nowej drogi na płn. ścianie Grandes Jorasses, pomiędzy Całunem, a Filarem Walkera. Razem z młodym przewodnikiem Sergem Gousseaultem zaczynają się wspinać 11 lutego 1971 roku. Pierwsze dwa dni wspinania przebiegają sprawnie, ale trzeciego psuje się pogoda. Wspinają się dalej, pomimo gęstego opadu śniegu. Czwartego dnia spadający kamień przecina linę, a osłabiony chorobą (do której się nie przyznał) Serge zaczyna powoli słabnąć.

Warto dodać, że od początku wspinał się na drugiego, później gdy zaczął słabnąć doszło do odmrożenia rąk i ogólnego braku sił.

Serge nie był wstanie wybijać haków, więc Desmaison musiał przechodzić wyciąg, następnie zjeżdżać, wybijać haki i pomagać (czy wręcz wciągać) Sergea do kolejnego stanowiska. Tym sposobem w ciągu tygodnia pokonali zaledwie 300-400 metrów, jedzenie kończy się 19 lutego i 21 lutego byli zaledwie 100-150 metrów od wierzchołka. Tam Serge umiera, a Desmaison czeka na pomoc.

25 lutego wiatr się uspokaja i ratownicy z pomocą helikoptera ratują ocalałego. Spędza on kilka tygodni w szpitalu i potrzebuje niemal pół roku rekonwalescencji. Wkrótce też zostaje wydana książka “342 godziny na Grandes Jorasses”, tyle czasu spędził w niej René.

Tą historią żyła cała Francja. Dodatkowo wybuchł spór pomiędzy Desmaisonem, a Maurize Herzogiem, merem Chamonix, który oskarżał Desmaisona o celowe, jak najdłuższe przebywanie w ścianie. Desmaison znany był z nagłaśniania swoich wspinaczek i dużej medialności, także zarzuty mogły być nie bezpodstawne.

04_podejscie.jpg

Podejście pod ścianę. Fot. Tomasz Klimczak

Dwa lata później Desmaison wraca na północną ścianę Żorasów i w dniach 10-17 lutego razem z Giorgio Gertone i Michele Clareta przechodzą nieukończoną drogę. W górnej części dopada ich załamanie pogody, ale udaje im się szczęśliwie zakończyć wspinaczkę, której nazwę dedykują tragicznie zmarłemu Gousseaultowi. Droga została wyceniona na VI 6a A1/A2, 1200m i musiała czekać kilkanaście lat na uklasycznienie. Dokonali tego w 2007 roku dwaj Szkoci (Guy Robertson i Pete Benson), którzy wykorzystali dobre warunki. Trudności klasyczne sięgnęły VI 6c M5/M6.

Do tej pory uchodzi za wymagająca wspinaczkę i ma stosunkowo niewiele powtórzeń. Raczej nigdy nie zostanie popularnym klasykiem. No chyba, że klasykiem z górnej półki :-). Dorobiła się również kilku wariantów startowych.

Wiadomo mi o takich polskich próbach:

W lutym (21, 26-28) 1980 zespół Zbigniew Czyżewski, Tadeusz Karolczak, Konstanty Miodowicz i Jan Wolf. Wycofali się po nietypowym wypadku, gdy pod Miodowiczem podczas prusikowani urwała się prusik przy klatce piersiowej i zaczął wisieć głową w dół z ciężkim plecakiem (tylko na pętli na stopie). Od śmierci przez uduszenie uratowali go partnerzy [lub sam Kostek się uratował - zależy kto opowiadał :-)].

W lutym 1981 roku Władysław Janowski i Krzysztof Czarnecki zrobili 100 metrów drogi, ale zmuszeni byli wycofać się z powodu załamania pogody.

W zimie 1984 roku  drogę próbował czwórkowy zespół z wyjazdu centralnego PZA w Alpy, w skład którego wchodzili: Ryszard Pawłowski, Władek Vermessy, Krzysztof Kraska i Piotr Chiżyński. Po wiszącym biwaku (załamanie pogody, zdecydowali się wycofywać. Pod zjeżdzającym z ciężkim plecakiem (i dwoma worami transportowymi), Krzyśkiem urwała się lina zjazdowa - podciąg produkcji polskiej (zwany bieliźniarą). W wyniku lotu, lina urwała się ponownie na jedynym przelocie jaki był między Krzyśkiem a jego partnerem, który stał na stanowisku poniżej (ok 50-60 metrów). Życie odebrały mu wystające zęby skalne w ścianie.


Aklimatyzację zrobiliśmy na Grani Cosmic, a prognoza na cały tydzień zapowiadała się nad wyraz korzystnie.

01a_aklimatyzacja-na-grani-cosmic.jpg

Akilimatyzacja na Grani Cosmic

01_dobor-sprzetu.jpg

Dobór sprzętu

02_przed-i-po.jpg

Dzień wyjścia w góry. Fot. Tomasz Klimczak

W poniedziałek 9 października solidnie obładowani skierowaliśmy się spokojnym krokiem na Mer de Glace. Kolejka na Montenvers nie kursowała, więc mamy kilka punktów do stylu przejścia ;). Po południu dotarliśmy do schroniska Leschaux, gdzie zdecydowaliśmy, że następnego dnia wytyczymy ścieżkę po lodowcu i złożymy depozyt sprzętu pod ścianą. Reszta dnia przeznaczamy na odpoczynek i sen.

03_przygotowanie-mentalne-przed-wbiciem-sie-w-sciane.jpg

Rest w Lescheaux. Fot. Damian Granowski

04a_podejscie.jpg

Wytyczanie trasy po lodowcu

11 października wbijamy się w ścianę, po początkowych (raczej łatwych) lodowych partiach wariantu startowego z stycznia 2000, Tomek wbija się w kominek za M5+, który od razu ustawia nas w szeregu. Duża ilość niezwiązanego śniegu i cienkie lodowe polewki w kominku sprawiają, że musimy się uciec do “azerowania”. Kolejne wyciągi nominalnie łatwiejsze, nie są wcale takie banalne. Problemem są warunki, gdzie jest sporo sypkiego śniegu. Spowalnia to wspinanie i osadzanie asekuracji. Dodać należy, że normą jest opukiwanie skały w poszukiwaniu litych fragmentów, to postępowanie będziemy stosować właściwie na całej drodze.

05_kominek-za-m5+.jpg

Niebanalny kominek za M5+

Po łatwiejszych fragmentach czekają nas dwa trudniejsze wyciągi (M6 i M5), które wyprowadzają na drugą rampę. Jest to ładny drytooling, gdzie miejscami trzeba uważać na kruche bloki.

06_wyciag-m6-do-szczytu-pierwszej-rampy.jpg

Wyciąg M6 na dojściu do szczytu I rampy. Fot. Tomasz Klimczak

06a_-drugi-wyciag-M6-na-szczyt-I-rampy.jpg

Wyciąg M5 na dojściu do szczytu Rampy I. Fot. Tomasz Klimczak

Pierwszy biwak zakładamy nad szczytem pierwszej rampy. Miejsce biwakowe jest dość mizerne, ale dzięki poddupnikom - wynalazkowi Klimasa - udaje się w miarę znośnie spędzić noc.

07_wejscie-na-druga-rampe.jpg

Początek drugiego dnia

Drugiego dnia zmieniamy kolejność prowadzenia, aby Tomek mógł oszczędzać swoje palce. Druga rampa wita nas sypkim śniegiem i kruszyzną. Lodu jest zbyt mało, aby przebiec ten odcinek, więc trzeba rzeźbić. Dopiero gdy teren się kładzie napotykamy świetne warunki i przyjemne wspinanie. Trwa ono kilkadziesiąt metrów i oddaję prowadzenie, z myślą o tym, żeby partner mógł się powspinać dla przyjemności. Niestety tuż za zakrętem warun pogarsza się i zaczyna się walka.

08_Klimas-na-dojsciu-do-III-rampy-jeden-z-kluczowych-wyciagow-drogi.jpg

Dolny crux

Kluczowy dolny fragment (skalny teren pomiędzy drugą i trzecią rampą) Tomek przechodzi trochę klasycznie, trochę podhaczając. Drugi w tym wypadku małpuje holując za sobą dodatkowy plecak. Nad nami znajduje się “excellent bivi site”. Niestety zabrakło śniegu aby był doskonały, aczkolwiek trzeba przyznać, że skalne oparcie jest całkiem gładkie. W ruch idą poddupniki i jetboil.

Trzeci dzień wygląda podobnie. Najpierw trudny fragment, a następnie łatwiejszy, który szybko się kończy na rzecz kruszyzny i sypkiego śniegu. Celem jest dotarcie pod headwall lub zrobienie nawet kilku jego wyciągów. Na przeszkodzie stanął znowu trudny fragment, który musieliśmy haczyć. Wygląda na to, że w tamtym momencie niepotrzebnie zeszliśmy z rampy.

10_tuz-przed-3-biwakiem-pod-headwallem.jpg

Koniec III rampy. Fot. Tomasz Klimczak

Pod wieczór Tomek wyprowadza nas do kociołka pod headwallem. Zakładamy tam nasz trzeci biwak. Nastroje nie są już tak dobre jak we wcześniejsze dni.

Czwartego dnia zaczynamy o pierwszym brzasku. Teren nad nami okazuje się ładnym drytoolowym wspinaniem (m.in. z użyciem rąk). Trzeci i czwarty wyciąg są w miarę łatwe, ale wysokość i kruszyzna robi swoje.

Kluczowy wyciag headwalla to piękne wspinanie (balder w środku wymagał zdjęcia rękawiczek), z wyjściem w lód. Rampa wyjściowa nie odpuszcza i warunki na niej są zmienne. Wspinanie kończymy po zachodzie słońca i na wierzchołku rozbijamy niezapomniany biwak.

11_kluczowy-rowniez-najpiekniejszy-wyciag-headwalla-m6-wi3+.jpg

Kluczowy wyciąg headwalla. Fot. Tomasz Klimczak

12_Klimas-w-sporej-ekspozycji-na-kluczowym-wyciagu-headwalla.jpg

1000 metrów ekspozycji na headwallu. Fot. Damian Granowski

13_Klimas-na-rampie-wyjsciowej.jpg

Rampa wyjściowa

14_szczyt.JPG

Fot. Tomasz Klimczak

15_biwak-na-wierzcholku.jpg

Wreszcie porządny biwak

Następnego dnia czekamy aż słońce nas nieco ogrzeje i schodzimy w palącym słońcu na południową stronę Grandes Jorasses. Normalna droga oferuje kruszyznę i zagrożenia obiektywne w postaci spadających seraków, więc emocje są, zwłaszcza jak jakiś głaz spada naszym śladem, z 5 minutowym opóźnieniem.

16_zejscie-na-poludniowa-strone-grandes-jorasses.jpg

Zejście z Grandes Jorasses

Dość zniszczeni (zwłaszcza niżej podpisany) docieramy do schroniska Boccalatte gdzie zalegamy w komfortowych łóżkach :-).

Rano schodzimy do cywilizacji i delektujemy się zasłużonym śniadaniem, po ostatnich dniach postu.

17_przed-i-po.jpg

Po zejściu z gór. Fot. Tomasz Klimczak

Wyszliśmy w poniedziałek rano z Chamonix. Wróciliśmy w poniedziałek popołudniu. Cała akcja zajęła nam ok. 7 dni. W tym 4 dni wspinania na północnej Grandes Jorasses. Zastane trudności to w naszym odczuciu WI4, M6+, A1, R Całkiem niezła przygoda. Szczególne uznanie dla Tomka Klimczaka, który wymyślił ten cel i poprowadził “najbardziej przerąbane” wyciągi.

Specjalne podziękowania dla wszystkich osób które nas wspierały mentalnie, sprzętowo i trzymały za nas kciuki. 


Desmaison 11-14 października 2017, Damian Granowski i Tomasz Klimczak. 3 biwaki w ścianie i jeden na wierzchołku. 1200 m, M6+, WI4, A1, R. Topo i opis drogi znajdziecie na winterclimb.com. Filmową relację z kolei tutaj

18_fototopo.jpg 

Damian Granowski (KW Kraków, Szkoła wspinania drytooling.com.pl, Team 8a.pl)

Tomasz Klimczak (KW Warszawa)

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież