Log in
    

Direttissima wschodniej Rysów piórem Tomka Klimczaka

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Niedawno Tomek Klimczak i Maciej Janczar przeszli Direttissimę wschodniej Ściany Rysów(patrz news). Wspinaczka zajęła im 2,5 dnia, trudności odczuli na M7+ A2. Oddalenie ściany sprawia, że przejście to prawdziwie alpejska przygoda. Zapraszamy do przeczytania relacji Tomka.

Nad okapem. Fot. Tomasz Klimczak

Drugiego marca około 7.30 wyruszyliśmy z Maćkiem Janczarem (Kolą) z Popradzkiego Plesa w stronę przełęczy Waga. Pogoda dopisywała. Z przełęczy wykonaliśmy jeden zjazd i zeszliśmy do Doliny Ciężkiej asekurując się z przelotami na powiązanej 120m linie. Śnieg był dość głęboki i niezwiązany, jednak dobrze uwarstwiony.

Około 2.00 po południu zaczęliśmy się wspinać łatwym terenem w dolnej części wschodniej ściany Rysów, częściowo podchodząc na lotnej asekuracji. Problematyczne okazało się jedynie wyjście ze spionowanego prożku na zasypaną miękkim śniegiem pierwszą rampę. Do rampy prowadził Kola. Ostatnią godzinę światła spędziliśmy na rozważaniach czy aby na pewno nasza droga biegnie trudnymi pionowymi płytami nad rampą. O zmierzchu wykopaliśmy wygodną platformę i spędziliśmy na niej całkiem komfortowy biwak.

Pierwszy biwak. Fot. Tomek Klimczak

Kolejnego dnia pogoda się popsuła. Nastała gęsta mgła, zaczęło wiać i podsypować śniegiem. Pierwszy wyciąg poprowadziłem podhaczając w wypychającym płytowym terenie. Kolejny wyciąg biegł przewieszoną ścianką na której znalazłem stałego haka. Dobiłem go młotkiem. Hak wydawał się mocny ale kiedy zacząłem z niego wychodzić wyskoczył i poleciałem jakieś dziesięć metrów głową w dół. Wykonawszy wahadło rąbnąłem głową i barkiem o skałę aż mi w uszach zadźwięczało. Poczułem ból w podstawie szyi oraz w prawym ramieniu. Jakoś dokończyłem wyciąg i poprosiłem Kolę o zmianę na prowadzeniu. Prawa ręka bolała i drętwiała.

Maciek podczas prowadzenia. Fot. Tomek Klimczak

Maciek skutecznie uporał się z pionowym terenem wycenianym wg schematu na A3. Kolejny wyciąg również należał do niego i tak dotarliśmy do drugiej rampy. Była dopiero 15 godzina. Wiedzieliśmy jednak, że nie uporamy się z resztą drogi przed zmrokiem a wyżej nie spodziewaliśmy się już wygodnych miejsc biwakowych. Wykopaliśmy więc 3-gwiazdkową platformę i spędziliśmy na niej mroźną i nieprzyjemną noc. Co chwila przelatywały po nas pyłówki i wiał boczny wiatr. Mgła nie ustawała. Nad ranem wszystko pokrywała centymetrowa warstwa szadzi. Około 4.30 rano zaczęliśmy gotowanie i niechętnie wygrzebaliśmy się z zamarzniętych śpiworów.

Małpowanie. Fot. Tomek Klimczak

Ręka już mniej bolała i rano przeszedłem płytowy wyciąg podprowadzający pod wywieszające się zacięcie biegnące z prawej strony Wielkiego Dachu. Z powodu porośli wszystko nad moją głową było niesamowicie zielone. Od pewnego momentu zrobiło się również dość krucho. Mgła gęstniała i widoczność nie przekraczała 20m. Wiatr za to ucichł i zapanowała spokojna cisza przerywana tylko brzęczeniem szpeju. Zrobiło się trochę jak na filmach grozy. Wspinaliśmy się w zamkniętej enklawie z chmur. Kolejny wyciąg należał do Koli i biegł pod ogromną odstrzeloną turnią, która z jakiegoś powodu jeszcze się nie osunęła. Stanowisko było na leżąco w czymś na kształt jaskini. Po kolejnych trzech wyciągach dostaliśmy się w łatwy teren podszczytowy. Na szczycie zameldowaliśmy się około godziny 18.

Wspinaczka trwała dwa i pół dnia. Efektywny czas wspinania to 19.5h. W mojej ocenie trudności hakowe przy użyciu dziabek nie przekraczały A2, natomiast odcinki klasyczne dochodziły do M7+. Niestety żaden z trudnych wyciągów nie pozwalał na w pełni klasyczne poprowadzenie, z racji konieczności zabijania cienkich haków w wywieszającym się terenie. Często natomiast używaliśmy dziabek jak skyhooków i wieszliśmy na nich ławki.

Fototopo opracował Tomek Klimczak [po kliknięciu rozmiar oryginalny]

Schemat z tatry.nfo.sk

W moim odczuciu Diretiassima jest piękną drogą na sztandarowy polski szczyt o wymagającym charakterze i trudnym dostępie. Oferuje ciągowe wspinanie jednak z dogodnymi miejscami na biwak. Brak stałych haków zmusza do czytania skały i pełnej koncentracji. Do połowy ściany nie ma zasięgu telefonicznego a zejście na dół jest długie i może być problemem przy kontuzji. To wszystko sprawiło, że przeżyliśmy z Kolą prawdziwie alpejską przygodę właśnie tutaj na naszym tatrzańskim podwórku.

Tomasz Klimczak

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież