Log in
    

Wyprawa "Sekretne Szczyty Afganistanu 2012 - Koh-e Elgha Eli IV zdobyty

Ocena użytkowników: 3 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Wyprawie "Sekretne Szczyty Afganistanu" udało się zdobyć szczyt, który nazwali: Koh-e Elgha Eli IV. Więcej przeczytacie w swoistym kalendarium wyprawy.

Z dnia 19/07/2012

Przemieszczamy się na wschód w głąb korytarza Wakhan.

Dzień zaczął się bardzo spokojnie. Byliśmy bardzo mile powitani przez miejscową ludność. Zapewniano nas, że turyści są bardzo dobrze widziani, a wręcz oczekiwani w ko...rytarzu Wakhan. Dalsza podróż to jazda po nieprzewidywalnym i pełnym niespodzianek terenie. Piach, materiał polodowcowy, błoto i koleiny powodowały, ze nasz samochód często grzązł.

Wjeżdżając w głąb korytarza Wakhan mieliśmy widoki na szczyty Engels i Marks. Krótko przed Sarad-e-Boroghil ujrzeliśmy Baba Tangi (ok. 6500m n.p.m.) i odrazu mieliśmy ochote na więcej. Góry, śnieg i niepowtarzalna przyroda otworzyła nam drzwi do prawdziwej przygody.

Z dnia 20/07/2012
Pierwsze dni w Afganistanie.

Spędziliśmy dzień w Sarhad-e-Broghil przygotowując się do trekkingu. Wybór sześciu koni i sześciu jeżdzców był w tym momencie najważniejszy. Musieliśmy zaplanować wszystko w detalach ze względu na nasz ładunek (ok. 300 kg sprzętu, jedzenie itp.) Spędziliśmy kilka godzin pakując i przepakowując wszystko ponownie. Przetestowaliśmy również baterie słoneczne (dzięki firmie: www.sonnen-schmiede.de).

Po południu dwoje z nas, ktorzy byli w tym rejonie w ubiegłym roku, odwiedziło jednego z jeżdzców i jego rodzinę. To była okazaja na wspomnienia, wymianę zdjęć i pogłębienie znajomości.
Wszyscy byli nam bardzo życzliwi.

Z dnia 21/07/2012.
Docieramy do Daliz Pass (wysokość 4200 m npm)

Wyszliśmy w góry wcześnie rano z sześcioma konmi, sześcioma jeżdzcami, przewodnikiem, który jest również tłumaczem, z ciężko pracującym osłem i naszym sprzętem.
Pierwsze trudne podejście to Daliz Pass (wysokość ok 4200m npm). To był pierwszy test na to czy jesteśmy przygotowani fizycznie i czy zdążyliśmy się zaakilamtyzować. Naszczeście nikt nie miał problemu.

Tego dnia przeszliśmy ok. 18 km w prażącym słońcu i przekraczając lodowate potoki górskie. Marsz zajął nam ok. 7h.
Woda w tym bardzo suchym klimacie jest niemlże na wagę złota. Wypełnialiśmy wodą nasze plecaki z Osprey'a (www.ospreypacks.com) zawsze kiedy to było możliwe.

Z dnia 22/07/2012

To był bardzo długi dzień. Przeszliśmy ok. 25km. Aby osiągnąć nasz cel Jezioro Chakmatyn mieliśmy dwa szlaki do wyboru. Pierwszy wymagał przekroczenia rzeki Wakhan. Możliwy przy niskim poziomie wody. Drugi wymagał obejścia górą i dodatkowych dwóch dni marszu. Naszczęście poziom wody w rzece był niski i dzięki temu zaoszczędziliśmy na czasie. Poranek był bardzo parny i zmienił się w deszczowo-burzową pogodę.
Do Langar dotarliśmy póżnym wieczorem i rozbiliśmy obozowisko na niesamowicie zielonej łące na wysokości ok. 3500 m npm.

Z dnia 23/07/2012

Przemarsz z Langar do Kashgoz (ok. 20 km) zajął nam tylko 8h. W porównaniu z poprzednim dniem teren był dużo łatwiejszy.
Po południu dotarliśmy do osady Kirgiskiej. Zostaliśmy mile powitani i pozwolono nam na rozbicie obozowiska na ich terenie.

Nowa osada, nowi ludzie, inne tradycje i dzienna rutyna, której mogliśmy się przyglądać bez ograniczeń. Czy ktoś z was kiedykolwiek obserwował kobietę dojącą jaki?!

W zwiazku z tym, że jesteśmy na terenie Kirgijskim musieliśmy zmienić konie, aby każda osada mogła równo korzystać z turyzmu.
Targowanie się o cenę nie było łatwe.

Dzień zakończyliśmy kubkiem gorącej czekolady jednocześnie zastanawiając się co przyniesie jutro.

Radzieckie czołgi i kirgiskie jurty

Z dnia 24/07/2012

Zmierzamy w kierunku Bozai Gombez, kolejnej kirgiskiej osady.
Przy wejściu do doliny Wakhir znajduje się cmentarzysko po radzeckich obozach wojskowych, pozostałości po okopach, druty kolczaste i czołgi. Według miejscowej ludności, stacjonowało tutaj ok. 500 radzieckich żołnierzy, którzy mieli bronić doliny przed Mujaheddin'em próbującym wejść do Afganistanu ze strony Pakistanu.

Dolina Wakhir słynie również z jaskiń lodowych, które rzekomo mają dawać początek rzece Amu Darya. Z daleka widzieliśmy jezioro Chakmatyn. Teren wyglądał na bardzo bagnisty i jak się póżniej okazało był siedliskiem komarów. Straszna plaga!!!
Noc spędziliśmy w Utschdjelga (Kirgistan) w tradycyjnej jurcie. Mimo Ramadanu, zaoferowano nam jedzenie i picie jeszcze przed zachodem słońca. Byliśmy w podrózy dlatego potraktowano nas wyjątkowo.  Poczęstowano nas słoną maślaną herbatą, chlebem, ryżem z masłem i serem z jaka. Palce lizać!
Wieczorem pogoda zmieniła się bardzo gwałtownie. Zaczął padać śnieg z deszczem. Byliśmy bardzo wdzięczni za ciepły nocleg w jurcie.

Przygotowania do wspinaczki.

Z dnia 25/07/2012

Następnego dnia obudził nas zapach śniadania, herbaty i buczących jaków. Mmmm... Musieliśmy ponownie zmienić zwierzęta. Tym razem wynajęliśmy pięć jaków wielkości czołgów radzieckich i jednego konia.

Z oddali podziwialiśmy szczyt, na który planowalismy się wspiać. Każdy z nas miał wielki uśmiech na twarzy! Pierwszy etap wspinaczki to założenie base campu na wysokości 4550 m npm. Następnie zeszliśmy w dół i nocowaliśmy na wysokości ok. 4300 m npm. W tym momencie rozstaliśmy się z naszym przewodnikiem, który na czas wspinaczki miał pozostać w kirgiskiej wiosce.
Przed nami góry, śnieg i upragnione wspinanie

Ciągle pada śnieg, czy nie za dużo śniegu....

Śnieg padał całą noc i cały dzień.Podeszliśmy z powrotem do base campu (wysokość ok 4600 m npm) i tam musieliśmy przenocować.

Ze względu na pogodę i dużą akumulację śniegu (ok. 30 cm w ciągu doby) nie byliśmy w stanie zbyt wiele zrobić. Pozostaliśmy więc w namiotach czytając książki, pisząc pamiętniki i rozmyślając o życiu i o naszych planach wspinaczkowych. Duża ilość swieżego śniegu to ryzyko lawin śnieżnych. Takie warunki pogodowe mogą przekreślić nasze plany.

Śnieg powoli topnieje...

Z dnia 27/07/2012

Rano ciągle leżało kilka cali śniegu. Naszczęście wielkie słońce zawitało na niebie i po jakimś czasie byliśy w stanie zobaczyć drobne kwiatki i trawę. Mieliśmy znowu nadzieję, że w ciągu kilku kolejnych dni będziemy mogli zrealizować nasz plan.
Troje z nas wzięło sprzęt wspinaczkowy do wyższego campu osiągając wysokość ok. 4900 m npm. Został on usytuowany na lodowcu (niełatwa lokalizacja ale nie było innego wyjścia). Dojście do campu było trudne, bardzo strome, po materiale polodowcowym i śniegu.
W tym samym czasie dwie pozostałe osoby zeszły w dół po resztę sprzętu, a po powrocie przygotowały duży i bardzo smaczny posiłek dla całej ekipy.

Wieczór spędziliśmy w obozowisku podziwiając zachód słońca i ciesząc się dobrą pogodą.

Idziemy w góre...

Z dnia 28/07/2012

Niektórzy z nas mają problemy żołądkowe. Świadczą o tym częste wizyty do "toalety" w środku nocy...

Andreas mówi, że widział kozicę górską. Wszyscy zastanawiamy się czy on czasami nie cierpi na chorobę wysokościową.

Druga część naszej ekipy wyrusza do wyższego obozowiska w celu aklimatyzacji i niesie resztę sprzętu. Dziewczyny pozostają w base camp i cieszą się zasłużonym odpoczynkiem na wysokości 4550 m npm. Chłopaki docierają do doliny lodowcowej gdzie znajdują odpowiednie miejsce na najwyżej położone obozowisko, w którym będziemy nocować przed wejściem na szczyt.
Rakiety śnieżne okazały się bardzo przydatne. Śnieg jest bardzo mokry i ciężki.

Prawie na szczycie...

Z dnia 29/07/2012

Ten dzień spędziliśmy na przemarszu do najwyżej zaplanowanego przez nas obozowiska, który znajduję się na wysokości ok 5100 m npm. Tutaj spędzimy noc, a jutro rano na szczyt!!!

Mamy ze sobą najważniejsze rzeczy: jedzenie, śpiwory, maty i ciepłe ubrania. Trzymajcie za nas kciuki!

JESTEŚMY NA SZCZYCIE!

Z dnia 30/07/2012

Dzisaj o 9:03 rano cała ekipa zdobyła szczyt. Pogoda jest piękna. Jesteśmy bardzo SZCZĘŚLIWI.

Plan na resztę dnia: powrót do obozowiska i schodzenie w dół.
Będziemy hucznie świętować nasze wejście z miejscową ludnością.

Przygotowania do zdobycia szczytu 5725 m npm.

Z dnia 29/07/2012

Planujemy wejść na wysokość ok. 5200 m npm i założyć tam obozowisko. Spędzimy tu noc przed jutrzejszą wspinaczką na szczyt. Mamy ze sobą niezbędny sprzęt, jedzenie, śpiwory i...
ciepłą odzież. Jesteśmy przygotowani na niskie temperatury i takich oczekujemy.
Wejście do doliny było stosunkowo łatwe w porównaniu z morenami, które musieliśmy pokonać poźniej. Nasze tempo było wręcz ślimacze. Uginaliśmy się pod ciężarem naszych plecaków. Godzinami skakaliśmy z jednego kamienia na drugi, równoważąc ładunek i mając nadzieję, że nikt z naszej ekipy nie złamie lub skręci sobie nogi albo zerwie ścięgno. Po jakimś czasie weszliśmy na lodowiec. Przejście było dużo łatwiejsze i bezpiecznie dotarliśmy do zaplanowanego obozowiska.
Tej nocy będziemy próbowali wejść na szczyt.

Drugi raport ze zdobycia szczytu. Nazwaliśmy go Koh-e Elgha Eli IV

Z dnia 30/07/2012

Noc była bardzo wietrzna i zimna. Niestety obudziliśmy się dwie godziny później niż planowaliśmy. Mimo straty czasu spokojnie i z detalami przygotowaliśmy się do wspinaczki.
Od lodowca trasa prowadzila przez 300 m stromą ścianę lodową w kierunku grzbietu górskiego, który miał nas doprowadzić do szczytu. Wspinaczka i przejście niekończącym się grzbietem pożarła wiekszość naszej energi. Szczyt był cały czas widoczny, ale wydawało się, że się w ogóle do niego nie zbliżamy. Bezchmurne niebo i wielkie słońce towarzyszyło nam od samego rana utrudniajac wspinaczkę, ponieważ śnieg topił się w zastraszającym tempie.
Dzięki dobrej pogodzie o 9:03 rano cała ekipa dotarła na szczyt. Mieliśmy niesamowite widoki na chiński Pamir i Pakistan. Byliśmy bardzo podekscytowani i szczęśliwi.

Zmierzyliśmy wysokość zdobytej góry za pomocą GPS. Uzyskana wysokość to pomiedzy 5719 i 5732 m npm.
Ta bezimienna góra dominuje w dolinie Elgha Eli (jest to nazwa krzaka, który rośnie w jej dolnej części). Postanowiliśmy nazwać zdobyty szczyt Koh-e Elgha Eli IV. W skład tej góry wchodzą trzy inne szczyty, ale zdobycie ich pozostawimy na przyszłość.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież