Log in
    

Elizabeth Hawley

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

"Lubię wygodne łóżko, ciepłe posiłki przy stole i jazdę moim błękitnym 40-letnim garbusem po zatłoczonych uliczkach Kathmandu..." - Kim ta tajemnicza kobieta jest? Dlaczego Francois Damiulano zdobył dla niej sześciotysięczny wierzchołek w Himalajach i  nazwał go Hawley?

E. Hawley

Miss Elizabeth

Elizabeth Hawley urodziła się w Chicago 9 listopada 1923 roku. Studiowała na Uniwersytecie Michigan, gdzie obroniła tytuł magistra historii. Pracowała tam jako asystent przez jakiś czas.

Dziennikarską karierę zaczęła w 1946 roku, od reserchera w magazynie Fortune w Nowym Jorku. Dzięki pracy reporterki dostała szansę pierwszych podróży po USA i Kanadzie, trafiła też do Brazylii. W 1957 roku porzuciła stałe zajęcie i zdecydowała się na status wolnego strzelca. Wszystko po to by swobodniej wędrować. Przez dwa kolejne lata przejechała wschodnią Europę i ZSRR, następnie odwiedziła Turcję, Izrael, kraje Arabskie i Iran. W Azji trafiła do Nepalu i przez Japonię w 1959 wróciła do USA.

To jednak wizyta w Nepalu odmieniłą  jej życie. Gdy robiło ono pierwszy krok ku otwarciu na zachodni świat. 12 lutego 1959 roku z garstką dziennikarzy była w pałacowym kompleksie Hanuman Dhoka, gdy król Mehendra prezentował projekt pierwszej konstytucji. Następnie wróciła na chwilę do Stanów, pracowała dorywczo, by we wrześniu 1960 roku znowu powrócić do Nepalu, gdzie mieszka do dziś.

"Przywołuję czas, gdy tu w dolinie było kilka aut i motorów. Nie było świateł drogowych i mniej niż dziesięć sklepów" - wspomina. Pracowała dla The Tome potem ywiyaa si y Routersem. Dziś współpracuje z takimi gazeta jak Reuters'em, American Alpine Journal, Himalaja Journal (Indie), Alp (Włochy), Climber (Wlk Brytania), Desnivel (Hiszapnia), Die Alpen (Szwajcaria), Vertical (Francja), Yama Kei (Japonia) i Alpinist (USA).

alt

Jimmi Robert, przez lata znany wspinacz, poznał Elizabeth z jej najbliższym przyjacielem, Nowozelandczykiem sir Edmundem Hillarym. Prowadzili oni wspólnie pomocowe projekty przez The Himalayan Trust. Fundacja zbudowała 28 szkół, liczne kładki i mostki ułatwiające poruszanie nad strumieniami oraz klinikę i kilka przychodni, a nawet malutkie lotniska. Wymogli też na władzach utworzenie parku narodowego wokół Everestu. W 1975 roku wzięła na siebie ciężar powiedzenia sir Edmundowi, że jego żona i córka zginęły w katastrofie lotniczej w Himalajach.

Lista medali, orderów, medali, tytułów, nagród i listów dziękczynnych nie ma końca. Również Polski Związek Alpinizmu uhonorował ją medalem.
"Kto choć raz otarł się o Nepal, wie, że ta kobieta może wszystko" - mówi Hajzer. Andrzej Marciniak, jedyny który przeżył, mógł opowiedzieć co wydarzyło się na przełęczy Lho La, gdy spłynął z lawiną, która porwała pięciu doświadczonych kolegów i jego, himalajskiego żółtodzioba. Tylko jemu  udało się wygrzebać spod śniegu i odkopać dwóch towarzyszy. Jeden umierał w bólach, drugi zaś, po nocy spędzonej na 6 tys metrów, zmarł z głową na jego kolanach. Hajzer miotał się po stolicy Nepalu, wysyłał telegramy, dzwonił szukając pomocy. Czas uciekał. Sześć kilometrów wyżej oślepiony słońcem Marciniak cudem odnalazł namiot i radiotelefon. Łączył się z bazą błagając o pomoc. Na Lho La można było dotrzeć tylko helikopterem albo przez Tybet. Helikoptera nie było, a Chiny uszczelniły granice szykując rozprawę ze studencką) rewoltą. Wtedy pojawiła się Elizabeth Hawley. Wtedy zadzwoniła do mnie: „Czytam te wszystkie   depesze i widzę, że nie mówią wam całej prawdy. Helikopter jest w Kathmandu, do dyspozycji Króla, stoi za pałacem, 500 metrów od Was. Jeżeli sami nie możecie, ja nacisnę...". Hawley rozkręciła dyplomatyczny kontredans. W ambasadach Chin, Indii, Rosji i USA rozgrzały się telefony. Chińczycy wpuścili ratowników. 30 maja wyruszyła ciężarówka z Hajzerem, dwoma nowozelandczykami i Szerpami, którzy znali dojście na przełęcz od tybetańskiej strony. Dotarli oni do Marciniaka po 55 godzinach. Była to ostatnia chwila, bo ten zaczął tracić już nadzieję i na wpół ślepy, wychodził właśnie z namiotu, by ruszyć przed siebie.

Elizabeth jest sędzią w sprawach tych najwyższych gór. I choć sama protestuje, by tak ją tytułować, dla wielu wspinaczy jest jedynym obiektywnym rozjemcą: "zdobył szczyt, czy oszukał?" Bo choć teoretycznie wejścia zatwierdza ministerstwo Turystyki Nepalu, to dopiero wyrok Elizabeth jest nieodwołalny. Jednych wynosi pod niebo, a innych strąca w niepamięć. Bo w himalajskim środowisku oszustwo bywa większą plamą na honorze niż zostawienie partnera na szlaku. Trudno bowiem wymagać od wszystkich bohaterstwa w ekstremalnych warunkach. Trzeba jednak potępiać każdego kto, do świata wspinaczy, chce wejść tylnymi drzwiami, preparując dowody i kłamiąc.

Hawley podtrzymała swoje „NIE”, a Koreański Klub Alpinistyczny uznał wyrok w sprawie wejścia koreanki Oh Eun-Sun na Kandżendzongę z 2009 roku. Uznano, że nie zdobyła ona tego szczytu i tym samym tytuł korony Himalajów się jej nie należał.

alt

Miss Elizabeth z Edurne Pasaban

"Nie mam zamiaru odstraszać ludzi, ale skoro otacza mnie aura rozjemcy muszę być rzetelna". "Jeśli potrzebuję szczegółowych informacji o Himalajach idę do niej" - mówi Messner. Miss Hawley nie czyta maili, nie lubi rozmów przez telefon. Chcesz się czegoś dowiedzieć musisz się spotkać. Potwierdza to Janusz Kurczab, wybitny alpinista i himalaista, pisarz, lider polskich ekspedycji. "Gdy ruszaliśmy na Makalu w 1978 odwiedziliśmy Miss Elizabeth w domu. Umawialiśmy się kilka dni, nie był to dla nas problem, bo ciężarówka ze sprzętem wyprawowym i częścią ekipy utknęła najpierw na granicy Indii, a potem z pękniętym wałem na przedmieściach Dehli. Tym, którzy dotarli do Kathmandu samolotem pozostało czekać .... ponad miesiąc. Chcieliśmy poprowadzić nową drogę, niezbędne informacje miała Hawley. Wyciągnęła dziesiątki zdjęć i godzinę analizowaliśmy trasę północno-zachodnią granią." - wspomina Kurczab.

alt

Miss Elizabethi jej 40-to letni Garbus

Beth Heller dyrektor biblioteki American Alpine Club stwierdza bez wahania: - "Nie ma lepszej bazy danych. Ona rządzi w tym świecie." Jej informacje zasilają bazy danych wspinaczkowych magazynów, agencji trekkingowych i restauratora w Kathmandu. Rum Doodle oferuje bowiem darmowy poczęstunek dla każdego zdobywcy Mt. Everestu, ale wcześniej menadżer dzwoni do Mrs Hawley, by potwierdzić wejście.

Nie lubi niepotrzebnych wyścigó z tlenem, czy bez, złości ją też gdy słyszy, że nie ma już szans na nowa drogę na Everest. "Ja im odpowiadam: „popatrzcie na wschodnia ścianę”. Za wyczyn marzeń Elizabet uznałaby kilkudniowy trawers m.in. przez Lhotse i Everest, który nazwała Podkową.
"Ona jest jak wyrocznia..." - mówi Maurice Isserman współautor jednej z ciekawszych książek o historii wspinania w Himalajach - „Fallen Giants”. "Trudno sobie wyobrazić kto przejmie jej rolę" - martwi się Jeff Blumenfeld, redaktor Expedition News. - Jest kilku statystyków na świecie z dużą wiedzą - mówi Kurczab, który dziś w Polsce pełni podobna funkcję. - Jednak nie mieszkają w Nepalu, więc nie mają takiej bazy danych.

Źródło: off.sport.pl

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież