Log in
    

Lista rzeczy, które robię przed wspinaniem w Tatrach

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

Wspinanie w górach wymaga przygotowania fizycznego, technicznego i pewnego rozeznania w terenie. Dziś chciałbym pokazać jak organizacyjnie przygotowuję się do danej drogi wspinaczkowej w Tatrach. Tekst dla początkujących taterników, ale myślę, że również bardziej zaawansowani wspinacze mogą znaleźć tutaj przydatne smaczki. Myślę, że ten schemat postępowania może przydać się również w innych górach.

Odrobienie takiej “pracy domowej” nierzadko może zadecydować o sukcesie na danej drodze. Kilka razy mi się zdarzyło, że nie odrobiłem tego zadania. Skończyło się na błądzeniu po różnorakich żlebach lub wspinaniu w pionowej kosówce na dojściu pod ścianę. Cóż wspin w Tatrach to również podejście, zejście i nawigacja w ścianie. Czasem też trzeba zmierzyć się również z takimi rzeczami jak wstanie z łóżka o przyzwoitej porze ;-). Idealnie jeśli mamy osobę, która przygotuje wszystko za nas, a my tylko musimy załoić ścianę. Czasem jednak trzeba zrobić to samemu, więc kilka porad może tutaj znajdziecie.


Ten artykuł jest jednym z szerszego cyklu, pt. "Szkoła wspinania" mającego na celu popularyzację bezpiecznych metod wspinania oraz usprawnienie, a co za tym idzie wzrost ogólnego poziomu wspinania. Celem tego "projektu" jest przekazanie/utrwalenie podstawowej wiedzy dla początkujących jak i również różnych patentów dla bardziej zaawansowanych. Uprzedzam jednak, że nie jest to internetowy kurs wspinania, a jedynie uzupełnienie takich kursów + ewentualne przypomnienie. Jeśli myślisz o kursie/sekcjach wspinaczkowych i podoba ci się mój sposób przekazywania wiedzy to zapraszam na kursy wspinaczkowe.

Jeśli jesteś tu pierwszy raz i strona ci się podoba to zajrzyj do artykułu "pierwszy raz na drytooling.com.pl" znajdziesz tam kilka wskazówek, co warto przeczytać na stronie :-). Polecam również zapisać się na newsletter (będziesz dostawał na niego powiadomienia o nowych, wartościowych artykułach. Spamu... nie będzie. Zapraszam również na fb.


Bycie w formie

Taki drobiazg. Warun nie zdarza się codziennie, więc warto być na niego przygotowanym :-). Dobrze być również przed naszą drogą wypoczętym i najedzonym. Co przy dzisiejszym pędzie życia i pracy może być ciężkim zadaniem. Warto jednak się sprężyć i coś poświęcić, zwłaszcza jeśli droga jest na granicy naszych możliwości.

Wybór celu i znalezienie partnera

Jeśli wiem, że będę miał wolny czas i do tego szykuje się pogoda to trzeba coś z tym zrobić. Zaczynam wertować swoją listę celów tatrzańskich szukając drogi “idealnej”, na którą mam ochotę pójść. Właściwie od razu szukam celów alternatywnych, gdyby mój cel główny nie był możliwy do załojenia. Jest to częsta rzecz w zimie i jeśli wymyślimy coś w poniedziałek, to do piątku koncepcja może zmienić się kilka razy. Może się zdarzyć, że na samej ścianie inne drogi będą bardziej przyjazne do zrobienia. Warto mieć ich topo.

Dlatego od paru lat już właściwie nie napalam się na konkretną drogę, w konkretny dzień. Raczej zakładam sobie z grubsza co bym chciał zrobić, szukam partnera na odpowiednim poziomie i od czasu do czasu sprawdzam warunki na drodze. Często zimą cel sam wychodzi, gdy dowiaduję się, że dana droga jest w odpowiednich warunkach. Tak było m.in. z Bratysławskim Lodem lub Alicją z Krainy Czarów. Gdzieś się dowiadujesz, że jest warun i nie pozostaje nic innego jak najszybciej tam jechać :-).

Jeśli chcemy upolować jakiś rzadki klejnot w odległym zakątku Tatr, to informacje o warunkach mogą być trudne do znalezienia. Mój znajomy wręcz robił rekonensans skiturowy w Dolinie Jaworowej, aby zobaczyć co jest możliwe do przewspinania.

Nierzadko dzwonię do znajomych wspinaczy zimowych, aby dowiedzieć się co ostatnio robili. Głównie jednak śledzę internet w poszukiwaniu fajnych przejść tatrzańskich. Nieoceniony jest pod tym względem facebook i solidna siatka znajomych i grup o tematyce wspinaczkowej. Jak już coś wyczaję to szybki kontakt z autorem przejścia może nam wiele powiedzieć o drodze.

Sprawdzenie informacji o drodze

Jak już mamy cel (a najlepiej kilka zastępczych) to przychodzi czas na zebranie wszelkich możliwych informacji o drogach. Osobiście nie przepadam za takim zajęciem, m.in. dlatego staram się oszczędzić innym takiej roboty i tworzę u siebie taką bazę dróg tatrzańskich ;-).

Co do zasady to im lepiej znam rejon działania (np. ścianę) tym mniej czasu spędzam na rozeznaniu. Przykładowo jeśli mam iść na Mnicha (na którym byłem kilka razy i znam podejście/zejście) to ograniczę się do sprawdzenia Mastertopo i ew. sprawdzę w wyszukiwarce internetowej, czy nie napotkam żadnych niespodzianek na drodze.

Wszystko to robię pobieżnie (!), tak aby nie zeszło mi z tym za dużo czasu. Ten etap robię na (co najmniej) kilka dni przed wspinaniem. Określam z grubsza cel i czy jest on w ogóle w zasięgu naszego zespołu. Następnie czekam na pogodę. To przy założeniu, że dzień przed wspinem będę miał czas. Inaczej robię to wcześniej i liczę się z tym, że ta wiedza zostanie na przyszłość.

Weryfikacja pogodowa

W Tatrach pogoda jest kapryśna, więc czekam na w miarę dokładne prognozy. Z doświadczenia to najlepiej spisują się prognozy na 48 godzin w przód. Czyli jeśli mam wspinać się w sobotę, to decyzję o celu podejmuje najwcześniej w czwartek wieczorem, a w piątek jeszcze prognoza mi to potwierdza. Sprawdzam minimum 3 prognozy i wyciągam z nich średnią.

O ile jeśli mamy do czynienia z wyżem pogodowym i pogoda jest stabilna na kilka dni to nie ślędzę jakoś pilnie tej prognozy. Jak jest sezon burzowy to nieco się to zmienia i w miarę jestem na bieżąco z prognozą pogody, aby wyczaić różne schematy pogodowe. Zwłaszcza jak się burze zachowują. Często jeszcze rano (lub nawet na podejściu pod ścianę) sprawdzam pogodę i weryfikuję plan w razie czego.

Zimą sytuacja się komplikuje bo dochodzi zagrożenie lawinowe, także często codziennie (nawet na 2 tygodnie do przodu) sprawdzam zagrożenie lawinowe, opad śniegu, temperaturę (szczególnie izotermę).

Aby się za bardzo nie nachodzić, to zebrałem sobie w jednym miejscu na drytoolingu kilka numerycznych prognoz pogodowych, kamerek i parę wskaźników pogodowych, tak aby mieć wszystko pod ręką. Tutaj: Pogoda w górach i większych miastach.

widok-z-wolowej-turni.jpg

Jesienne widoki z Wołowej Turni

Przygotowanie materiałów do wspinu

Jak już wiem, że pogoda nie stanie mi na przeszkodzie, to biorę się za konkretne rozeznanie. Zaczynam zazwyczaj od przeglądnięcia materiałów wydanych (np. Mastertopo, WHP), by później przejść do internetowych. Cenne są wypowiedzi osób, które robiły daną drogę.

Jeśli nasz cel jest mało popularną drogą to dobrym pomysłem jest zapytanie o niego na różnych forach wspinaczkowych, w Klubie Wysokogórskim lub fb w grupach tatrzańskich (np. Wspinanie w Tatrach) - jest szansa, że znajdzie się ktoś, kto robił i podzieli się wiedzą.

Bardzo dużą uwagę zwracam na dojście pod ścianę. Nieraz już naciąłem się i miałem takie sytuacje jak:

  • trudności ze znalezieniem ściany po ciemku (wręcz wbicie się w inną)
  • Niemożność dotarcia pod ścianę, ze względu na uwarunkowania terenowe (trzeba było iść z innej doliny)
  • złe warianty podejściowe (kończące się wspinaniem w pionowych kosówkach)
  • Szczególnie warto zwrócić uwagę na słowackie opisy na tatry.nfo.sk ;-). Wydrukowanie topo to dobry pomysł. W sumie wystarczy jedna kopia drukowana, ale na wszelki wypadek w telefonie mam jeszcze jedną. Idealnie jeśli mamy schemat drogi i fototopo.

    Zrobienie drogi, to nierzadko dopiero początek przygody. Eksploracja odległych tatrzańskich zakątków może zdarzyć się długim zejściem. Szczególnie jak coś pomylimy to możemy sobie błądzić po nocy :).

    Spakowanie

    Last but not least. Niejednemu zdarzyło się zapomnieć ważnej rzeczy. Hmm moja lista wstydu obejmuje takie pozycje jak: Uprząż, liny (dwa razy), lonżę, a więcej grzechów nie pamiętam. Raz zawracaliśmy pod Myślenicami, bo koleżanka zapomniała butów górskich.

    Specjalnie pod tym kątem zrobiłem sobie listę kontrolną, którą mam tutaj opublikowaną: Checklista outdoorowa.Pakowanie róbmy na spokojnie i nie w ostatniej chwili ;).

    Staram się brać dużo jedzenia i napojów, tak aby być w miarę sensownie odżywiony podczas całego dnia aktywności. Odżywianie w górach jest osobnym tematem, który opisywałem np. tutaj: Jedzenie w górach.

    Dotarcie w Tatry

    Tutaj są różne taktyki w zależności od odległości zamieszkania od Tatr. Zmotoryzowani mieszkańcy Małopolski mogą myśleć o akcji jednodniowej, ci z dalszych części Polski raczej niech nastawią się na wyjazd na kilka dni.

    Niestety podejścia pod ściany w Tatrach nie należą do najkrótszych. W takie paklenicy po 45 minutach podejścia jesteś pod najdalszą ścianą, a niektóre drogi są osiągalne po 3 minutach podejścia. W Tatrach po 45 minutach podejścia to osiągalna jest Galeria Osterwy… Statystyczna ściana wymaga 3 godzin podejścia, 4-5 godzin nie należy do rzadkości. Możemy te czasy znacznie zbić jeśli nocujemy w schroniskach.

    Jednodniowy wypad

    Jest jak najbardziej możliwy, wymaga tylko trochę planowania i zacięcia. Liczmy się z tym, że kolejne dni w pracy będą ciężkie :-). Oczywiście należy dodać, że jest to opcja dla osób z przyzwoitą kondycją. Zanim zaczniemy się wspinać będziemy mieć już pewnie 1000 metrów w nogach, a później trzeba wrócić jeszcze do samochodu i dojechać np. do Krakowa.

    Mając cel obliczamy ile zajmie nam podejście pod ścianę, dojazd w Tatry i dodajemy do tego co najmniej 30-60 minut. Nie za często się zdarza, że wyrobimy się poniżej naszych obliczeń ;).

    Także, przy takich wyjazdach może się zdarzyć, że będziemy już w samochodzie o drugiej w nocy. Latem to 3-4 rano. Pod względem czasochłonności taternictwo jest wymagające. Pamiętam, jak pojechaliśmy na skitury i wsiadając o 6 rano w samochód w Krakowie, czułem się dziwnie nieswojo :-).

    wspinanie-na-lewym-filarze-rumanowego.jpg

    Wspinanie na Lewym Filarze Rumanowego

    Kilkudniowy wypad

    Bardziej sensowny jest wyjazd na kilka dni, gdzie dotrzemy wcześniej do schroniska/taboriska i następnego dnia w miarę wypoczęci wbijemy się w ścianę. Ma to duży sens przy celach ambitnych, które będą wymagały od nas wypoczęcia i pewnie zabiorą dużo czasu.

    Zimą na Kotle Kazalnicy stosowaliśmy taki patent, że dojeżdżaliśmy już w piątek wieczorem do schroniska. Dodam, że wcześniej byliśmy wyspani, najedzeni i w miarę wypoczęci.

    Spanie w schronisku (pamiętajcie o stoperach na uszy) i następnie krótki marsz pod ścianę. Niedziela odpoczynek i poniedziałek ew. druga próba. Jeśli dysponujesz weekendem to dwa dni wspinania, ale drugiego lepiej coś łatwiejszego ;-).

    Dotarcie pod ścianę

    Jak wcześniej wspominałem, dobrze być zorientowanym w niuansach podejścia. Zwłaszcza jeśli jest skomplikowane to warto (oprócz sprawdzenia w przewodnikach) podpytać się znajomych, czy nie napotkamy jakiś problemów. Dodajmy zawsze kilkanaście minut do czasu podejścia, tak na wszelki wypadek. Kask zakładam już na podejściu pod ścianę, a nie dopiero pod drogą.

    Zimą, gdy człowiek marznie na stanowisku to stosuję taki patent, że szpeję się 50-100 metrów przed drogą. Ten ostatni fragment pokonujemy już oszpejeni i szybko wbijamy się w ścianę. Dzięki temu partner nie zmarznie tak bardzo. Przykładowo: przy wspinaniu na Kotle Kazalnicy to szpeimy się na tafli Czarnego Stawu.

    Jeszcze taki detal jak defekacja. Doczekał się on nawet książki jej poświęconej. Zdecydowanie najlepiej zrobić to już w schronisku, w ostateczności przed wbiciem się w ścianę (zazwyczaj widok pobudza perylastykę jelit). Podobnie z oddaniem moczu. Tak uwolnieni od spraw doczesnych będziemy lepiej się wspinać :).

    Logistyka/orientacja w ścianie

    Jest to pewnego rodzaju sztuka, aby nie pogubić się na drodze. Pomaga w tym doświadczenie, czujny zespół i wcześniejsze przygotowanie. Początkującym polecam, aby na klasycznych drogach szukali jak najłatwiejszego sposobu przejścia danej drogi. Dobrym pomysłem będzie wybieranie na początku łatwych orientacyjnie dróg z wiodącymi formacjami.

    Jeśli jest taka możliwość to miej ze sobą schemat drogi i fototopo. Świetnie się uzupełniają.

    Zejście

    Miej je dobrze obadane jeszcze przed wyjazdem. Telefony typu “Stary, jestem na takiej, a takiej przełęczy. W którą stronę mam schodzić” są ciekawym urozmaiceniem dnia, ale czasem Pogotowie Topograficzne może nie odebrać telefonu. Ostatnio znajomi zostawili plecak na ostatnim stanowisku, co sprawiło, że mieli niepowtarzalną okazję wyjść sobie jeszcze raz na szczyt. Także pilnujcie, żeby nic nie zostawić.

    Powrót

    Staram się mieć w samochodzie zostawione trochę jedzenia, picia i suplementów, aby regenerację zacząć już w momencie powrotu do samochodu.

    Zazwyczaj wygląda, że zniszczeni wracamy około północy do Krakowa, więc warto zmieniać się za kierownicą. Tu uwaga do zatwardziałych kierowców: czasem warto odpuścić prowadzenie :-). Inni też umieją to robić.


    W sumie miało być tylko o rzeczach, które robię przed wspinaniem w Tatrach, ale wena poniosła dalej ;-). Mam nadzieję, że ktoś skorzysta na tym artykule ;). Jeśli macie własne patenty, uwagi to piszcie śmiało poprzez system komentarzy.

    Damian Granowski

    Więcej porad wspinaczkowych znajdziesz tutaj: Zbiór poradników wspinaczkowych

    Komentarze   

    0 #1 Aleksander 2017-10-30 13:24
    Zmiana ciuchów w aucie. Fajnie jest przebrać się w suche ciuchy po wysiłku. Obejmuje to oczywiście zmianę obuwia i skarpet :D

    Do tego fajnie jest podpytać znajomych gdzie w terenie jest fajne miejsce na biwak/przerwę. Może się zdarzyć że potrzebny będzie odpoczynek i zamiast tuptać na półeczce warto zrobić kolejne 10m do wygodnej platformy itp :D
    Cytować

    Dodaj komentarz


    Kod antyspamowy
    Odśwież