Log in
    

Recenzja "Przeżyłem więc wiem"

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Gdy mam pilne projekty do zrobienia, to nie lubię książek z wydawnictwa Annapurna. Człowiek otwiera paczkę, patrzy na parę zdjęć, trochę poczyta wstęp, pierwszy rozdział, drugi... i ani się obejrzy, a przeczytanie książki staje się jakby ważniejsze, niż zaległe sprawy :-). Nie inaczej było z "Przeżyłem więc wiem, nieznane kulisty wypraw wysokogórskich". Wspomnienia Ryszarda Szafirskiego, spisane piórem Klaudi Tasz to (nie-)zwyczajne czytadło, które zapewni nam parę godzin dobrej rozrywki.

Więcej o książce znajdziecie tutaj, a ja zapraszam do skromnej recenzji.

Główny bohater* (dłuższa notka tutaj) to jeden z czołowych wspinaczy pokolenia 60. W poszczególnych rozdziałach opisuje swoją drogę górską od Tatr po Himalaje. Nie są to jednak tylko wspomnienia „kombatanta”, książka nie stoi tylko górami, wręcz można powiedzieć, że działalność górska jest niejako tłem dla opowiedzenia różnych historii z barwnego życia bohatera.

A przygodami to mógłby on obdzielić busa pełnego ludzi. Autor miał okazję żyć w czasach rozkwitu polskiego alpinizmu i himalaizmu. Przeszedł typową drogę w tamtych czasach: Tatry, Alpy, Hindukusz, Himalaje. Wspinał się z najlepszymi, brał udział w przełomowej wyprawie na Mount Everest zimą i wiele innych.

Dobrze obrazuje to myśl „Bez ludzi, góry są martwe”. Ryszard Szafirski działał w środowisku zakopiańskim, które jest dość specyficzne i nieco odizolowane od innych części Polski (po dziś dzień). Spojrzenie od wewnątrz wpłynęło bardzo pozytywnie na wartość tej książki. Mnóstwo wspomnień to właśnie siła tej pozycji.

Na 288 stronach (miękka oprawa) otrzymujemy 24 „rozdziały” będące opowieściami i refleksjami bohatera. Dodatkowo na końcu znajdziemy galerię postaci, a ich opisy są naprawdę „barwne”. Książkę czytałem tak z 4-5 godzin z przerwami, więc nie jest to dużo w porównaniu z np. „zwyciężyć znaczy przeżyć...”, ale przyzwoicie. Trochę żal, że autor nie opowiedział więcej, bo odniosłem wrażenie, że jeszcze parę rozdziałów mógłby wyczarować (np. wątek kanadyjski).

Przeżyłem... jest naładowana zdjęciami z archiwum bohatera, jak i innych wspinaczy. Z jednej strony znacząco podnosi to wartość książki i odbiór wśród czytelnika (zwłaszcza dla dopiero wchodzących w świat gór), z drugiej jak na mój gust, mogłoby być więcej tekstu kosztem zdjęć.

Okładka przypomina mi trochę „Broad Peak – niebo i piekło”, dodatkowo nieco „tabloidowy” tytuł osobiście mi nie przypasował, ale to pierdoła, niemająca związku z treścią książki.

Wspomnienia spisała Klaudia Tasz (chwała jej za to). Język książki bardzo mi przypasował i zastanawiam się, ile w „Przeżyłem...” jest Ryśka, a ile Klaudii.

Podsumowując książka to wartościowa pozycja, którą z równie dużą przyjemnością przeczytają łojanci, jak i osoby niewtajemniczone. Przystępna i ciekawa. Czego chcieć więcej? W sam raz na długie jesienne wieczory.

Damian Granowski

*Ryszard Szafirski - wspinacz, alpinista i ratownik górski.  W latach 1977-78 naczelnik Grupy Tatrzańskiej GOPR. Jeden ze współautorów tzw. raportu taterników zawierającego informacje o pacyfikacji Kopalni Wujek uzyskane od funkcjonariuszy ZOMO w czasie szkolenia w Tatrach w 1982. Brał udział w zimowej wyprawie na Mount Everest. Obecnie mieszka na stałe w Kanadzie.

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież