Log in
    

Reklama - pod menu głównym, strona główna

Andy Kirkpatrick

Andrew Kirkpatrick - brytyjski wspinacz, specjalizujący się w stylu big wall. Andy jak sam przyznaje jest dyslektykiem, co w zawodzie pisarza jest raczej rzadkim połączeniem. Do tego grona należeli  Agata Christie i Hans Christian Andersen. Wychował się w Hull w Wielkiej Brytanii (aktualnie mieszka w Sheffield). Upodobał sobie wspinanie wielkościanowe i tutaj odniosł największe sukcesy: m. in. Reticent Wall na El Capitanie, Fil a Plomb na Col du Plan, Droga Lafaille'a na Petit Dru, czy północna ściana Les Droites.

Andy Kirkpatrick. Fot. profil fb Andy'ego

Żyje z pisania o wspinaniu i wystąpień motywacyjnych dla firm. Do tej pory napisał Psychovertical, Cold Wars i kilka krótkich poradników sprzętowych. Więcej o Andy'm przeczytacie na jego stronie i blogu.

Data i miejsce urodzenia: 1971

Biografia

Nikt nie dodał jeszcze biografi tej osoby. Możesz być pierwszy. Zamieść biografię w komentarzu na dole

Dokonania górskie

Tatry

Alpy

Himalaje i Karakorum

Inne

Wiesz o przejściach danej osoby? Podziel się swoją wiedzą z nami. Dodaj przejście na dole w komentarzu!

Wyprawy

Ciekawostki

Napisał dwie książki: Psychovertical i Cold Wars (Zimne Wojny).

Znasz ciekawostki o tej osobie? Podziel się z nami nimi ;)

Cytaty

Dorzuć cytaty tej osoby w komentarzach ;)

Zdjęcia

Podrzuć linki do zdjęć tej osoby, a z chęcią zamieścimy

Filmy

Nie ma jeszcze filmów o tej osobie. Możesz dorzucić linki w komentarzach, a zamieścimy!

  • Damian

Recenzja „Korona Ziemi. Nie-poradnik zdobywcy” Artura Hajzera

Ostatnio miałem okazję przeczytać drugą książkę - Jego pierwszą był Atak Rozpaczy - ś.p. Artura Hajzera. Pozycja ta wciągnęła mnie na dobre od pierwszej strony, a z każdą kolejną było tylko lepiej.

Janusz Kurczab w swojej recenzji na wspinanie.pl napisał, że jest to jedna z najciekawszych pozycji z dziedziny alpinizmu jaką wydano w Polsce w ostatniej dekadzie. Korona zwraca uwagę swoją unikatowością.

Sam tytuł jest już nieco przewrotny. Napisane jest, że „Nie-poradnik” tymczasem gdzieś tam w głowie jest przeświadczenie o informacjach praktycznych potrzebnych do zdobycia każdej góry w tej książce. Nie uświadczymy ich napisanych wprost, za to autor podrzucił Nam ogromną ilość anegdotek związanych ze zdobywaniem danych szczytów. Nie banalny jest również wstęp, gdzie Hajzer próbuje usystematyzować, które właściwie szczyty wchodzą do tzw. Korony Ziemi.

Ma to swój urok i zdecydowanie wpłynęło na ilość zarwanych wieczorów, które powinny być przeznaczony na zdrowy, regeneracyjny sen :-).

Nieważny jest cel, ważna jest droga do niego. Szczyt to szczyt. Jest i tyle! O ile ciekawsze są okoliczności jego zdobywania. Przez książkę przewija się cała plejada górskich indywidualności. Nie tylko znani wspinacze, ale oryginalne osoby, które miały – niejednokrotnie nierealne - marzenia. Znajdziemy tutaj sowity przegląd przygód i ludzkich emocji. Prawdziwe wyścigi o to, kto będzie pierwszy, kontrowersje wspinaczkowe oraz rozważania etyczne na temat pomocy w górach.

Czytałem wydanie II w miękkiej okładce i z czarno białymi zdjęciami. Gdzieś zapewne w sklepach/antykwariatach napotkacie jeszcze I wydanie, albumowe (twarda okładka, kolorowe zdjęcia).

Zamykając już temat tej krótkiej recenzji, pozostaje mi napisać, że Korona Ziemi to naprawdę dobra książka, która spodoba się szerokiemu gronu odbiorcy. Właściwie każdy górski fan z zainteresowaniem pogrąży się w lekturze Korony Ziemi.

Artur Hajzer na koncie miał dwie książki. Atak Rozpaczy i „Korona Ziemi. Nie-poradnik zdobywcy”. Zginął w 2013 roku na Gasherbrumie I.

O autorze

Artur Hajzer (ur. 1962), taternik i alpinista, należący do ścisłej czołówki polskiego himalaizmu; z wykształcenia kulturoznawca (absolwent Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach). Był współzałożycielem i prezesem firmy Alpinus, która produkowała m.in. wyposażenie alpinistyczne i turystyczne. Po upadku Alpinusa prowadził firmę HiMountain. Zginął 7 lipca 2013 roku na stokach Gasherbruma I.

Dalszą część biografii Artura znajdziecie pod tym linkiem: Artur Hajzer

Damian Granowski

  • Damian Granowski

Do kraju wróciła wyprawa Malubiting&Spantik Expedition 2014

Wyprawa wyruszyła 29 czerwca z Polski z zamiarem wejścia na dwa wierzchołki w rejonie lodowca Chogolungma w Karakorum: Malubiting (7458m) i Spantik (7027m).

SnowDome i kopuła szczytowa Spantika. Fot. Arch. wyprawy

7 lipca
Założono bazę pod ramieniem Spantika na wysokości 4330m.n.p.m. Dzień później rozpoczęło się działanie na aklimatyzacyjnym celu jakim był Spantik. Grobel wychodzi założyć depozyt do C1(ok. 5000m) i schodzi do bazy . Następnego dnia wyszła całość ekipy. Po nocy spędzonej w obozie pierwszym, wyprawa przeniosła C1 na 5300m i wróciła do bazy. 

Ramię Spantika. Z lewej na horyzoncie Malubiting 7458m. fot. Arch. Wyprawy.

13 lipca
Po kilkudniowym odpoczynku Mateusz Grobel, Sławomir Pela, Łukasz Szwarczyński i Tomasz Rojek wychodzą z bazy z zamiarem dojścia do wysuniętego obozu C1 i dalszego działania w stylu alpejskim na drodze normalnej, na ramieniu Spantika w celu założenia C2, C3 i jeżeli to się uda wejść na szczyt. Krzysztof Mularski z powodu zatrucia pokarmowego nie wychodzi z pozostałą czwórką. 

Podejście do C1. Fot. arch. wyprawy

14 lipca
Cała czwórka dochodzi do miejsca C2(5800m) pod tzw. Śnieżną kopułą (SnowDome), a dzień później do C3(6300m).
W C3 wszyscy czujemy się całkiem dobrze, nastroje też są dobre, więc postanawiamy spróbować wejść na szczyt. Stąd chwilę przed 2gą w nocy ruszamy na atak szczytowy. Jest zimno. Do przejścia mamy nie mało. Podszczytowe plato ciągnie się niemiłosiernie. Następnie wchodzimy już grań kopuły szczytowej. Tempo miejscami mamy 200m/godzinę, także  są siły i morale by napierać dalej.

O godzinie 9:30 jesteśmy na szczycie. Pogoda psuje się wyraźnie. Totalne „mleko”, silny wiatr i obfity śnieg. Po drodze wiele razy musimy się zatrzymywać  ze względu na zagubienie śladu. Do namiotu przy zerowej widoczności dochodzimy o 17:00, czyli po 15h akcji. Dzień później, przy równie fatalnej pogodzie i śnieg , nieraz do pasa, schodzimy do samej bazy. W dolnej części ramienia ratowały nas pozostawione przez wyprawę japońską trasery i fragmentu poręczy na SnowDomie.

Podejście pod Snow Dome. Fot. arch. wyprawy

Zejście w totalnej mgle. Fot.arch. wyprawy

18 lipca

Dochodzi do bazy Damian Bielecki.

22 lipca
Rusza akcja na Malubiting. Bielecki, Grobel, Pela, i Rojek wychodzą założyć obozy C1, C2 i C3, oraz zaporęczować przełęcz i uskok. Tego dnia nie dochodzą do wyznaczonego miejsca C1, biwakują na lodowcu. Następnego dnia stoi już C1 (4950m). Kolejnego dnia zakładamy C2(5500m) pod przełęczą Polan La. Grobel i Rojek poręczują przełęcz. Dochodzą do ok. 2/3 wysokości i schodzą do C1. Do C2 dochodzą Mularski i Szwarczyński. Następnego dnia mają kończyć poręczować przełęcz ze Sławkiem Pelą.

Damian stawia trasery na podejściu do C1. W tle Polan La i Malubiting. Fot.arch. wyprawy

25 lipca
Bielecki, Grobel, Rojek, Szwarczyński (ostre zatrucie pokarmowe)  schodzą do bazy.  Pela i Mularski rezygnują z poręczowania z powodu pogarszającej się pogody.


28 lipca
Damian Bielecki próbuje samotnie zdobyć Spantik. Próba zatrzymała go na 5900m, powyżej C2. Istniało zbyt duże ryzyko wpadnięcia do odsłaniających się coraz to więcej nowych szczelin.
Przeczekujemy złą pogodę. Bielecki, Grobel wychodzą 2 sierpnia w złej pogodzie zabezpieczać C1 i C2 oraz próbować działać wyżej. Tego dnia dochodzą do C1. Namioty przewiało kilkanaście metrów, ale stoją. Następnego dnia dochodzą do nich Mularski, Rojek, Szwarczyński. Pela nie bierze udziału w dalszej fazie akcji, ze względu na ból kręgosłupa. Tego samego dnia wieczorem Bielecki, Grobel wychodzą do C2. Duży opad śniegu i zła pogoda zatrzymała ich na stokach Malubitingu Północnego. Nie dochodzą do C2. Śpią w jamie. Rankiem 3 sierpnia odnajdują zasypany obóz drugi. Reszta zespołu dochodzi. Widać z daleka że poręcze są pozrywane przez schodzące lawiny. Grobel samotnie schodzi do C1 a potem do bazy. Tomek z Łukaszem podejmują walkę z przełęczą, następnie Damian z Krzyśkiem. Dochodzą niewiele wyżej niż za pierwszym wyjściem. Dostajemy prognozy na najbliższe dni i nie rokują zbyt dobrze. Pogoda ma się zepsuć jeszcze bardziej. Całość zespołu schodzi do bazy Polan La.


9 sierpnia
Postanawiamy schodzić. Ostatnie noce to niemalże ciągły opad.


10 sierpnia
Jesteśmy już ekspresowo w Skardu


13 sierpnia
Islamabad
 

  • Damian

Anna Figura zdobywa Szczyt Lenina – relacja z wyprawy

Sukcesem zakończyła się wyprawa narciarska na Szczyt Lenina, w której brała udział ambasadorka marki DYNAFIT w Polsce, Anna Figura. Zespół w składzie Anna Figura, Anna Tybor (obie KW Zakopane), Jacek Żyłka-Żebracki (KS Kandahar, Grupa Podhalańska GOPR) i Jerzy Zachwieja (Grupa Podhalańska GOPR) wyruszyli w pasmo Pamiru 21 lipca br. z zamiarem zdobycia siedmiotysięcznika.

Przed zjazdem z "trójki" na 6100 m, od lewej: Anna Figura, Anna Tybor, Jurek Zachwieja, Jacek Żebracki. Fot. arch. Anna Figura

Dzień po dotarciu na Ługową Polanę, z pomocą koni przeniesiono 180 kg sprzętu i żywności do Obozu I na wysokości 4300 m n.p.m. wzdłuż lodowca, przez Przełęcz Podróżników. Kolejnego dnia zespół postanowił udać się w kierunku Obozu II (5200 m n.p.m.) w celu przetransportowania części niezbędnych rzeczy. Droga do obozu początkowo prowadzi prosto w górę północną ścianą i usiana jest szczelinami lodowymi.

Ten odcinek pokonywaliśmy z buta z nartami przypiętymi do plecaka. Dopiero po przejściu około
300 m różnicy wysokości zakładaliśmy narty i dalej do dwójki poruszaliśmy się już na foce.”
– komentuje Ania Figura

Po dniu odpoczynku, w ramach dalszej aklimatyzacji, zespół ponownie udał się do Obozu II, w którym spędził dwie kolejne noce. Jak wspominają uczestnicy, w pełnym słońcu temperatura na lodowcu wynosiła ponad 35⁰C, w związku z czym rozbite namioty okazały się nieocenionym schronieniem. Piątego dnia 27 lipca br., miało miejsce kolejne wyjście aklimatyzacyjne, tym razem już do Obozu III, położonego na wysokości 6100 m n.p.m. w kopule szczytowej Razdzielnej, do którego droga prawie cały czas wiedzie szeroką granią, w ostatnim miejscu dość stromą.

W obozie zostawiliśmy depozyt niezbędny do przeprowadzenia ataku szczytowego i w 30 min zjechaliśmy na nartach do dwójki. Następnego dnia zaliczyliśmy jeszcze jedno wyjście w stronę trójki, ale ostatecznie zjechaliśmy z 5600 m na odpoczynek i przeczekanie psującej się pogody” – mówi Ania
i dodaje: „Do tej pory pogoda była wyjątkowo sprzyjająca. Nocami około 0⁰C do -6⁰C, za dnia słońce i słaby wiatr. Po zjeździe do Obozu I warunki uległy znacznemu pogorszeniu. Przez dwa dni, które przeznaczyliśmy na odpoczynek, towarzyszyło nam spore zachmurzenie, mocny wiatr i lekki śnieg.”

Kolejnemu wyjściu do góry towarzyszył lekki opad śniegu i mgła. W nocy wiał mocny, porywisty wiatr, ale całe szczęście, zgodnie z prognozami, już następnego dnia warunki znacznie się polepszyły
i można było udać się do Obozu III.

Atak szczytowy miał miejsce 02.08., czyli w dwunastym dniu akcji górskiej. Uczestnicy wyprawy wyruszyli w dwóch zespołach: Anna Tybor i Jurek Zachwieja o godz. 05:00, Anna Figura i Jacek Żyłka-Żebracki godzinę później. Z kopuły Razdzielnej droga początkowo prowadzi ok. 100 m w dół na przełęcz, a następnie biegnie długą granią na wierzchołek Lenina (około 7km i 1000m różnicy wysokości). Po drodze jest jedno trudniejsze zaporęczowane miejsce, tzw. „nóż”. Z powodu niewystarczająco dobrych warunków śniegowych na grani (wywiany śnieg, wystające kamienie), podjęto decyzję o zostawieniu nart w Obozie III. Na wierzchołek przed południem dotarł Jacek,
a następnie obie Anie i Jerzy. O 12:20 wszyscy rozpoczęli zejście i o 15:00 większość zespołu dotarła już do Obozu III. Trzy godziny później w obozie pojawił się również Jerzy.

Podczas ataku szczytowego pokonaliśmy 1250 m różnicy wzniesień. Drogę utrudniał wciąż wiejący wiatr. Po nocy w trójce, już na nartach, zjechaliśmy praktycznie całkiem do obozu pierwszego. Jazda
z ciężkimi plecakami, na dużej wysokości i omijając szczeliny nie należała do łatwych. Jeszcze tego samego dnia spakowaliśmy część rzeczy w jedynce i zeszliśmy do bazy na Ługowej Polanie, gdzie zafundowaliśmy sobie zupę i sałatkę - pierwszy normalny posiłek od dwóch tygodni oraz „kąpiel”
w wiaderku ciepłej wody. Kolejnego dnia wróciliśmy po resztę sprzętu do jedynki.”



Na wierzchołku Lenina: Ania Tybor, Ania Figura, Jacek Żebracki. Fot. arch. Anna Figura

Ostatnie dni przed wylotem upłynęły na zwiedzaniu Kirgistanu. Zespół odwiedził wioskę Arslanbob, słynącą z wodospadu i lasów orzechowych, ale, jak sami przyznają, główną atrakcją po zejściu z gór okazały świeże, pyszne pomidory, arbuzy i melony.

Jak wspomina Ania:

Wszystko bardzo dobrze się nam udało, przede wszystkim zdrowie i pogoda dopisały. Szczerze mówiąc, obawiałam się i niższych temperatur i mocniejszych wiatrów. Nie raz podczas zawodów
i treningów w Alpach, czy nawet w Tatrach, jest zimniej i wietrzniej - pogoda była dla nas wyjątkowo łaskawa :-) Po raz pierwszy byłam na takiej wysokości i niezmiernie ciekawiło mnie, jak zniesie to mój organizm
.

 

Kolejnym celem Ani miała być trasa ekstremalna biegu Elbrus Race, czyli jednego z najważniejszych wydarzeń w kalendarzu biegów wysokogórskich z 25-letnią historią w tle. Niestety problemy organizacyjne zadecydowały o przełożeniu startu na następny rok. W ramach zastępstwa, zawodniczkę DYNAFIT Polska zobaczymy już w sobotę w Biegu na Babią Górę (40 km, 2200 przewyższenia), a we wrześniu na starcie jednej z tras ultra w Krynicy.

 

Wyprawa w datach:

21.07 - wylot z Polski do Osh

22.07 - dojazd do bazy na Ługowej Polanie

23.07 - dojście do obozu pierwszego na 4300 m n.p.m.

24.07 - wyjście na około 5000 m n.p.m., zostawienie depozytu

25.07 - dzień odpoczynku

26.07 - wyjście aklimatyzacyjne do obozu drugiego na 5200 m n.p.m., nocleg w „dwójce”

27.07 - wyjście do „trójki” na 6100 m n.p.m., zostawienie depozytu, nocleg w „dwójce”

28.07 - wyjście w stronę obozu trzeciego do około 5600 m n.p.m., zjazd do „jedynki”

29.07 - dzień odpoczynku w obozie pierwszym

30.07 - dzień odpoczynku w obozie pierwszym

31.07 - wyjście do obozu drugiego na 5200 m n.p.m.

01.08 - wyjście do obozu trzeciego na 6100 m n.p.m.

02.08 - wyjście na Szczyt Lenina 7134 m n.p.m., nocleg w „trójce”

03.08 - zjazd na nartach do „jedynki”, powrót do bazy na Ługowej Polanie

04.08 - wyjście do „jedynki” po resztę rzeczy

05.08 - powrót do Osz, odpoczynek i zwiedzanie

10.08 - lot do Polski

***

Szczyt Lenina (7134 m n.p.m.) – zwany również szczytem Awicenny i Pikiem Lenina, jeden z najwyższych szczytów Pamiru, położony na granicy między Tadżykistanem i Kirgistanem; zdobyty po raz pierwszy przez wyprawę niemiecką w składzie Karl Wien, Eugene Allwein i Erwin Schneider w 1928 roku. Obok chińskiej Muztagh Aty, najbardziej popularny siedmiotysięcznik w historii alpinizmu. Jeden z pięciu szczytów, których zdobycie wymagane jest dla uzyskania Śnieżnej Pantery – rosyjskiego wyróżnienia alpinistycznego.

  • Damian

40 lat minęło... z Marmotem

Od 1974 roku wspinacze, narciarze, alpiniści i poszukiwacze przygód na całym świecie polegają na produktach Marmot w najbardziej ekstremalnych warunkach. Firma współpracuje z profesjonalnymi przewodnikami górskimi, światowej klasy sportowcami i członkami wypraw, wprowadzając innowacje i udoskonalając technologie produktów. W tym roku Marmot obchodzi 40-lecie istnienia na rynku.

W kwietniu 1971 roku dwaj studenci Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Cruz, Eric Reynolds i Dace Huntley, przebywali na Alasce na lodowych polach Juneau Icefields w trakcie uniwersyteckiego projektu z glacjologii. Tam właśnie, na lodowcu, narodziła się idea założenia klubu Marmota. Aby zostać jego członkiem, należało zdobyć oblodzony szczyt wspólnie z innym Marmotem. Jedną z ważniejszych zasad klubu było to, że każdy był jego prezesem.

Tego lata i przez pozostałą część semestrów Eric i Dave stworzyli prototypy produktów zawierających puch. Ich pierwszymi wyrobami były: kamizelka puchowa, sweter, kurtka z futrzanym kołnierzem oraz trzy puchowe śpiwory. Najcieplejszy z nich, PIKA (teraz znany pod nazwą Cwm), został oceniony na nadający się do użytku nawet przy około - 42 stopniach Celsjusza.

Po zakończeniu studiów Eric i Dave wraz z Tomem Boycem z Grand Junction w Kolorado wynajęli stuletnią kamienicę niedaleko śródmieścia, w której mieścił się niegdyś sklep spożywczy i założyli sklep pod nazwą Marmot Mountain Works. W ten sposób, wiosną roku 1974, powstała firma Marmot.

Jej siedziba główna znajduje się obecnie w Rohnert Parku w Kalifornii. Ma biura w Kalifornii, Kolorado, Kanadzie, Hong Kongu, Wielkiej Brytanii, Szwecji oraz Niemczech. Produkty dostępne są w ponad 60 krajach. Marmot to producent wysokiej jakości odzieży i sprzętu turystycznego. Główne założenie nie zmieniło się od początku powstania firmy - tworzenie najwyższej jakości profesjonalnych produktów.

Dostępność marki Marmot sprawdź na www.ceneria.pl

  • Damian

The Ridge

Freddie Wilkinson i Renan Ozturk nakręcili krótki film w którym pokazują "alaskańskie" klimaty. Czyli wspaniałe góry z unikalną pokrywą śnieżną. Warto obejrzeć!

  • Damian

Goryonline.com

Źródła nie znaleziono